~ ♥ ~
Obudziłam się następnego dnia wieczorem. Harry'ego nie było koło mnie. Leżałam chwile w ciszy po czym postanowiłam wstać i zejść na parter. Bardzo powoli przesuwałam się w dół schodów. Byłam jeszcze osłabiona. Nie chciałam spaść ze schodów. Wystarczy mi, że już prawie dwa tygodnie jestem chora. Jeszcze do tego wczoraj swoim wyjściem pogorszyłam swój stan a było już tak dobrze. Trzeba było posłuchać Harry'ego i zostać w domu. Idę powoli w stronę salonu ale gdy tam wchodzę nie zastaje nikogo.
- Czyżbym była sama? - Mruczę sama do siebie pod nosem i kieruje się w stronę kuchni. Po drodze oczywiście zahaczyłam o róg fotela co skutkowało tym, że mnie teraz pobolewało kolano. Kiedy wchodzę do kuchni nie zastaje w niej Harry'ego tylko Lex i Zayna, którzy siedzą w ciszy pochyleni nad jakimiś papierami. Pierwszy zauważa mnie Zayn. Uśmiecha się lekko i mówi:
- Ooo, śpiąca królewna wstała. - Na jego słowa Lex podnosi głowę i patrzy na mnie uważnie po czym podchodzi do mnie i mocno przytula.
- Cześć. Jak się czujesz? - Lekko się ode mnie odsuwa i uważnie skanuje całą moją twarz. Uśmiecham się lekko do niej.
- Całkiem dobrze. - Mój głos jest schrypnięty ale nie mam problemu z mówieniem.
- Martwiliśmy się o ciebie. - Mówi Zayn, który do tej pory tylko na nas patrzył.
- Dziękuje ale na prawdę nie ma potrzeby. Nic mi nie nie jest. - Uśmiecham się do niego lekko i siadam przy stole.
- Może teraz jest już w porządku ale wczoraj nie było. Kiedy Harry wynosił cię z pomieszczenia wyglądałaś jakbyś w każdej chwili miała zemdleć. Byłaś nienaturalnie, można nawet powiedzieć trupio blada. - Powiedział chłopak patrząc na mnie uważnie. Westchnęłam. Alex się nie odzywała czyli świadczyło by to o tym, że Zayn mówi prawdę. W sumie sama nie pamiętam co tak na prawdę stało się w tym klubie. Ostatnie co pamiętam, to jak Harry wynosił mnie z sali. Potem pustka. Nie chcąc dalej o tym rozmawiać zapytałam:
- Gdzie ... - Nie zdążyłam do końca zadać pytania bo przerwała mi Lex stawiając przede mną kubek z parującą herbatą i odpowiadając na moje nie zadane do końca pytanie.
- Harry musiał jechać dzisiaj na trochę do klubu. Miał do podpisania jakieś zamówienia czy coś takiego. W każdym razie mówił, że wróci przed dwudziestą druga. Louis go wtedy zmienia w klubie.
- A co wy tu robicie? - Zapytałam i upiłam łyk herbaty.
- Jak co robimy? Pilnujemy Cię. - Zayn puścił mi oczko i uśmiechnął się szeroko.
- Harry nie chciał zostawiać cię samej. Ja i tak miałam dzisiaj do ciebie przyjść popołudniu sprawdzić czy wszystko w porządku ale jak przyszłam do spałaś więc tylko weszłam zobaczyć do ciebie do pokoju. Nadal byłaś blada i wstrząsały tobą dreszcze więc przykryłam cie po uszy kołdrą i dodatkowo narzuciłam na nią gruby koc. Później wyszłam. W czasie gdy ja byłam u ciebie, wpadł Zayn. Na prośbę Harry'ego zostaliśmy chociaż nawet jakby nie prosił i tak bym została. - Zayn tylko pokiwał głową na jej słowa jakby mówiła prawdę i podpisywał się pod jej słowami. Ja także tylko kiwnęłam głowa na znak, że rozumiem i dalej w ciszy piłam herbatę. Zayn powrócił do wypełniania jakichś papierów. Lex także, lecz ta coś rysowała. Usiadła i podwinęła nogi na krześle po czym podsunęła sobie pod nos zeszyt. Rozpoznałam w tym zeszycie jej szkicownik. Skoro miała szkicownik, to by oznaczało, że powróciła do projektowania. Uśmiechnęłam się lekko.
- Znów projektujesz? - Zapytałam. Podniosła na mnie wzrok i uśmiechnęła się.
- Tak. - Odparła krótko. - Chcesz zobaczyć?
- Jeszcze pytasz? Oczywiście, że chcę. Dawno tego nie robiłaś. - Mówię a ona podsuwa mi zeszyt. Jestem jedyną osobą, której wolno dotykać ten zeszyt. Na stronie, którą mi podsunęła był niedokończony szkic sukienki. Nie miał jeszcze naniesionych kolorów ale i tak wyglądał imponująco.
- Zostało mi tak na prawdę tylko nanieść kolory ale nie mogę zdecydować się jakie.
- Hmm chyba mogę ci pomóc. - podniosłam głowę z nad projektu i spojrzałam na nią z uśmiechem.
- Na prawdę? Czy to oznacza, że wyjmiesz jeden ze swoich projektów? - Przyjrzała mi się uważnie a ja tylko kiwnęłam na potwierdzenie jej słów. Jeden z moich projektów oznaczał to, że wyjmę jeden szkic z mojej teczki z rysunkami makijażu. Nigdy nie chciałam nikomu ich pokazywać więc nie dziwie się, że jest zaskoczona.
- Poczekaj chwilę, muszę iść po niego do gabinetu. - Wstałam i wyszłam z kuchni na korytarz i do gabinetu. Znalazłam sejf, który był sprytnie ukryty w podłodze i wyjęłam z niego to co mnie interesowało. Wyszłam z powrotem do kuchni. Usiadłam na swoim poprzednim miejscu i wytarłam teczkę z kurzu. Za nim ją otworzyłam wzięłam głęboki oddech. Dawno do niej nie zaglądałam. Na pierwszej stronie ukazał mi się niedokończony szkic z body paintingu. Ale nie tego teraz szukałam. Przekartkowałam ostrożnie kartki i w końcu znalazłam. Był to mój pierwszy projekt makijażu jaki narysowałam. Nie był za dobry ale kolory powinny jej przypaść do gustu. Przynajmniej mam taką nadzieję. Przyjrzałam mu się jeszcze raz i podsunęłam Lexi. Wzięła go ostrożnie do ręki a jej oczy zrobiły się wielkie. Przez dłuższą chwilę się nie odzywała. Czyli jednak jej się nie spodobał... Miałam już go jej zabrać gdy ta podniosła na mnie wzrok i powiedziała:
- Wow! Mira, to jest świetne! Właśnie czegoś takiego szukałam. Wiem, że na prawdziwej twarzy nieco inaczej będą wyglądały te przejścia z jednego koloru w drugi ale to i tak jest boskie.
( ZABRANIA SIĘ KOPIOWANIA!
SZKIC JEST CAŁKOWICIE MOIM WŁASNYM PROJEKTEM)
Odetchnęłam z ulgą. Czyli jednak nie jest tak źle jak myślałam.
- Czyli ci się podoba? - Zapytałam ostrożnie. Chciałam mieć pewność, że się nie wygłupiłam pokazując jej to.
- Czy mi się podoba?! Kobieto, on jest zajebisty! Jak podrzucisz mi jeszcze kilka projektów to stworzę całą kolekcje! Dzięki temu obrazkowi dostałam własnie natchnienia, którego mi ostatnio brakowało. Jesteś wielka. Kocham Cię Młoda. - Wstała i mnie przytuliła. Odwzajemniłam uścisk. Brakowało mi jej ostatnio. Całkowicie zapomniałyśmy, że jest z nami Zayn. Ale on też nie zwracał na nas uwagi. Kiedy Lex się ode mnie odsunęła wstałam aby zrobić sobie kolejną herbatę ona zaś usiadła na moim miejscu i spojrzała na teczkę a później na mnie. Kiwnęłam tylko głową na znak, że może ją przejrzeć. Zrobiłam sobie napój i zabrawszy Alex teczkę wyszłam do salonu. Postawiłam kubek i szkice na stoliku i wyszłam znowu do gabinetu wydrukować wektory twarzy i zabrać kredki. Zajęło mi to jakieś 15 minut. Wektory stanowiły moją bazę do szkicowania. Ja się specjalizowałam w dobieraniu kolorów i nanoszeniu je na odpowiednie miejsca. Moją mocną stroną nie było rysowanie konturów twarzy. Dlatego aby się nad tym nie męczyć drukowałam czyste szkice. Tak było łatwiej i prościej. Mając już wszystko wyszłam z powrotem do salonu. Umościłam się wygodnie na kanapie, włączyłam telewizor i zaczęłam sobie przypominać jak się powinno poprawie łączyć kolory i tak dalej. Po jakimś czasie rozbolała mnie już lekko głowa więc odłożyłam niedokończony projekt i położyłam się. W tle grała jakaś muzyka z telewizji a ja wsłuchując się w jej melodię nawet nie wiem kiedy usnęłam. Podczas szkicowania nikt mi nie przeszkadzał. Moi opiekunowie siedzieli dalej w kuchni. Przebudziłam się dopiero jak poczułam, że ktoś koło mnie siada i głaszcze po włosach. Po zapachu rozpoznałam Harry'ego. Otworzyłam delikatnie oczy i pierwsze co ujrzałam to przejrzyście zielone tęczówki chłopaka. Loczek pochylił się nade mną i cmoknął mnie lekko w czoło uśmiechając się w ten swój typowy sposób. Odpowiedziałam mu małym uśmiechem.
- Jak się czujesz? - Ehh, na prawdę miałam już dosyć tego, że ktoś co chwilę pyta mnie jak się czuję. Wiem, że się martwią no ale bez przesady. Jeszcze kilka razy usłyszę to pytanie a chyba zwymiotuję.
- Teraz już lepiej.
- Ciesze się. A teraz grzecznie weźmiesz lekarstwa i pójdziesz spać. - Skrzywiłam się na jego ton. Mówił do mnie jak do dziecka. Rozumiem, że ostatnio nie bardzo kontaktowałam z rzeczywistością ale teraz jest już dobrze. Popatrzyłam na niego gniewnie i odwróciłam się plecami do mojego rozmówcy. Po chwili poczułam jego ręce na swoim ciele, które przesunęły mnie bardziej w głąb kanapy a później ciepło ciała Harry'ego gdy położył się za mną i objął mocno przysuwając do siebie. Leżeliśmy tak chwilę w ciszy a potem usłyszałam głos Loczka przy swoim uchu. Zresztą trudno było go nie usłyszeć kiedy wtulał swoją głowę w moją szyję.
- Co się stało?
- Nic. - Burknęłam pod nosem i mimo iż było mi bardzo wygodnie chciałam wstać. Nie pozwolił mi na to. Jakże by inaczej.
- Nie puszczę cię dopóki nie powiesz mi co się stało. - Jego głos był cichy ale stanowczy.
- Przecież mówię, że nic się nie stało. - Dalej obstaje przy swoim. Harry wzdycha i jeszcze mocniej przyciąga mnie do siebie.
- Może zapytam inaczej. Co przed chwilą zaszło? - Nie chciałam z nim teraz gadać ale i tak mruknęłam cicho pod nosem:
- Traktujesz mnie jak dziecko... - Miałam nadzieję, że nie usłyszał. Myliłam się.
- Po prostu się martwię. - Nie odpowiadam mu. Przymykam oczy i biorę głęboki oddech. Po chwili czuje jak przekręca mnie w swoją stronę tak abym leżała twarzą do niego. Nadal nie otwierałam oczu. Wtuliłam tylko głowę w jego tors. Harry przygarnął mnie mocno do siebie i nic już nie mówił. Po jakimś czasie gdy już zaczęłam przysypiać usłyszałam jego głos przy uchu.
- Mała, musisz wziąć lekarstwa. - Niechętnie otworzyłam oczy. Nie miałam ochoty nigdzie się ruszać. Było mi tak dobrze. Harry odsunął się ode mnie delikatnie po czym usiadł i sięgnął po kubek i leki. Usiadłam i przyjęłam wszystko co mi podał. Szczerze przyznam, że chyba nikt jeszcze się mną tak bardzo opiekował. A Harry mimo, iż znaliśmy się jeden dzień bez zastanowienia mi pomógł. I dalej to robi mimo moich częstych humorków. Oddałam mu kubek i wstałam. Zachwiałam się lekko ale Harry, który stanął koło mnie przytrzymał mnie delikatnie w talii. Następnie poczułam jak moje nogi odrywają się od podłoża i zostaje przewieszona przez ramię Loczka głową w dół. Z mojego gardła wydobywa się pisk. Harry tylko się śmieje i zaczyna iść w kierunku mojej sypialni. Ale ja nie chcę spać. Nie, chcę spać ale najpierw chcę coś zjeść. Nie miałam dzisiaj nic w ustach i brzuch już zaczyna mnie boleć.
- Harry! - Piszczę. - Ja nie chcę do pokoju.
- To gdzie Księżniczka chce iść? - Pyta i słyszę, że się ze mnie nabija. Cały Harry.
- Coś zjeść. Od wczoraj nic nie jadłam i brzuch mnie już boli. - Po moich słowach chłopak stawia mnie na podłodze. Ale i tak nie cieszę się długo swoją wolnością. On chyba lubi mnie nosić bo już po chwili wiszę na nim jak małpka. Jedna z jego rąk przytrzymuje mnie na udach a drugą ma włożoną między nasze ciała tak aby mógł masować mój brzuch. Nie powiem, przyjemne. Ostatnio jest to jedna z moich ulubionych pieszczot. Zresztą odkąd pamiętam lubiłam jak ktoś mnie mizia po tym miejscu. Tylko nikt jeszcze tego nie robił z taką czułością. Uśmiecham się lekko pod nosem i wtulam twarz w jego szyję. Nawet nie wiem kiedy a już znajdujemy się w kuchni. Harry sadza mnie na blacie i odchodzi kawałek.
- To co byś chciała zjeść? - Pyta i w tym samym czasie otwiera lodówkę.
- Hmm... Jogurt iii... niech będą płatki. - Harry krzywi się na mój wybór ale nic nie mówi. Chce się zsunąć na podłogę aby mu pomóc ale jego silne ręce mi na to nie pozwalają. Posyła mi jeszcze tylko groźne spojrzenie i odchodzi. Pojawia się po chwili z moją kolacją. Nadal siedzę na blacie. Harry podaje mi miseczkę po czym mości się miedzy moimi nogami i przygląda mi się z zaciekawieniem. Trochę się peszę ale nic nie mówię i zaczynam jeść. Harry po jakimś czasie odsuwa się ode mnie i zaczyna kręcić się po kuchni coś robiąc. Rozmawiamy o jakichś mało istotnych rzeczach póki moja miska nie jest pusta. A szczerze to końcówkę musiałam w siebie już niemal wmuszać bo Harry nie szczędził mi płatków. Zabrał mi pustą miskę. Mimo iż podczas jedzenia nie byłam senna teraz zaczęłam ziewać. Przeczuwam, że któryś z leków ma takie skutki uboczne, dlatego ciągle śpię. Przecieram oczy i nawet nie wiem kiedy chłopak pojawia się przede mną i znowu bierze mnie na ręce. Tym razem jestem na to przygotowana więc nie wydaje z siebie żadnego sprzeciwu i od razu wtulam się w niego. Od małego byłam straszną przylepą. Ale tylko w stosunku do niektórych osób takich jak na przykład moi dziadkowie. Potrafiłam przesiedzieć dziadkowi czy babci kilka godzin na kolanach i słuchać ich opowieści. Zmyślonych czy prawdziwych. To nie było wtedy ważne. Po tym jak zostałam zgwałcona długo nie mogłam się przemóc aby dać dotknąć się jakiemukolwiek mężczyźnie ale dziadek był nieustępliwy. Zawsze zaczynał od prostej rozmowy ze mną. Nie próbował mnie dotykać ani nic tłumaczyć. Po prostu przy mnie był i starał się abym na nowo się na niego otworzyła i mu zaufała. Na samym początku gdy nie chciałam z nikim rozmawiać siadał ze mną i milczał. Dawał mi nieme wsparcie. Dopiero kiedy pierwszy raz odpowiedziałam mu na przywitanie zamiast kiwnąć głową zaczął do mnie mówić. Opowiadał historyjki, jakieś anegdoty czy żarty. I to wystarczyło abym zaczęła się otwierać. Czasami zabierał mnie na wycieczki. Cały czas mówił ale nigdy nie próbował mnie nawet dotknąć. Czekał aż ja zrobię ten pierwszy krok w jego stronę. Za to kochałam go najbardziej. Razem z babcią można powiedzieć, że zastępowali mi rodziców. Tamci nawet nie próbowali ze mną rozmawiać. Oderwałam się dopiero od tych myśli gdy Harry postawił mnie na podłodze w łazience, pocałował w czoło i wyszedł. Westchnęłam. Podeszłam do lustra i aż się przeraziłam. Włosy odstawały mi we wszystkie strony ale nie miałam siły aby coś z nimi robić. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Gorąca woda od razu rozluźniła moje spięte ciało. Nie wiem stałam pod prysznicem pozwalając aby gorąca woda oblewała moje ciało zanim zaczęłam się myć. Kiedy wyszłam z pod prysznica cała łazienka była zaparowana. Sięgnęłam po ręcznik i się nim owinęłam po czym podeszłam do jednej z szafek i wyjęłam jakąś ciepłą piżamę i kapcie. Osuszyłam się i ubrałam.
Włosy zaplotłam w lekkiego warkocza i wyszłam z łazienki. Oczy same zaczęły mi się zamykać. Weszłam do sypialni ale nikogo tam nie zastałam. ściągnęłam kapcie i położyłam się do łóżka. Mimo iż bardzo chciało mi się spać nie mogłam zasnąć. Sprawdziłam swój telefon, który leżał na stoliku nocnym. Zegar wskazywał godzinę 23:41. Nikt do mnie nie dzwonił ani nie pisał ale to dobrze. Kiedy odkładałam telefon do pokoju wszedł Harry. Widać, że też brał prysznic bo miał mokre włosy i był ubrany tylko w spodnie dresowe. Przyzwyczaiłam się do tego, że sypia w takim stroju. Zresztą nawet mi to nie przeszkadza. Podszedł do łóżka i położył się koło mnie. Nie mam pojęcia dlaczego chce spać ze mną mając do wyboru jeszcze pokój gościnny ale to jego wybór. Dla mnie to nawet lepiej. Przy nim czuje się bezpieczna i nie mam już koszmarów. Harry zgasił lampkę nocną i w pokoju zrobiło się ciemno. Odwróciłam się do niego plecami i próbowałam zasnąć ale co chwila coś mi przeszkadzało przez co strasznie się kręciłam. Po chwili poczułam jak ręce Harry'ego oplatają mnie w talii i przyciągają do jego torsu. Z mojego gardła wydobyło się głośne westchnienie.
- Co jest? - Zapytał a ja jeszcze raz westchnęłam.
- Nie mogę zasnąć. - Odwracam się do niego twarzą i spoglądam mu w oczy. Nigdy nie spotkałam nikogo kto miałby taki kolor. Są niesamowite. Harry przyciąga mnie jeszcze bliżej siebie. Obejmuje go i wtulam się w jego ciało. Moje ciało automatycznie się rozluźnia. Nie wiem co mi dzisiaj jest. Leżymy chwilę w ciszy po czym zaczynamy rozmawiać o różnych błahych rzeczach zaczynając na ulubionym kończąc. Nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam. Czułam tylko jak Harry przyciąga mnie mocniej do siebie i całuje w czoło. Potem już była tylko ciemność.
~ ♥ ~
BUUM!
Wpadam do was z niespodzianką w postaci nowego rozdziału.
Udało mi się skończyć go wcześniej z czego jestem niezmiernie zadowolona ponieważ w przyszły weekend wybieram się na targi fryzur ślubnych i nie jestem pewna czy znalazłabym dość czasu na pisanie.
Następny rozdział koniec kwietnia/ początek maja!
~ ♥ ~
Z okazji świąt Wielkanocnych chciałabym Wam złożyć życzenia:
Życzę Wam, Kochani,
aby te święta wielkanocne
wniosły do Waszych serc
wiosenną radość i świeżość,
pogodę ducha, spokój, ciepło i nadzieję.
Patiii ♥




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz