poniedziałek, 7 grudnia 2015

Rozdział 9 xx

~ ♥ ~

~ Mira xx

Leniwie otworzyłam oczy mrugając kilka razy powiekami aby wzrok mi się wyostrzył. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to, to że nie jestem w swojej sypialni. Ściany pokoju miały kolor biały co dało się dostrzec nawet mimo tego, że w pokoju panował lekki mrok. Było też trochę duszno. Jak się później okazało wszystko w pokoju było białe i bardzo sterylne. Od razu nasunęła mi się myśl, że jestem w szpitalu ale co ja tutaj robię? Ostatnie co pamiętam to, to że nie mogłam złapać oddechu i Harry'ego a potem pustka. Spróbowałam się lekko podnieść ale ból w prawej ręce mi to uniemożliwił. Podniosłam ją lekko do góry i okazało się, że w dłoń mam wbity wenflon i podłączoną do niego jakąś kroplówkę. Opadłam z powrotem na poduszkę i przekręciłam się na lewy bok. Chciałam włożyć rękę pod poduszkę, gdy poczułam tam coś twardego. Jakie było moje zdziwienie gdy okazało się, że to mój telefon? Wielkie. Szybko odblokowałam i nawet nie patrząc, która godzina wybrałam pierwszy numer z listy, który jak się później okazało należał do nikogo innego jak Harry'ego. Już chciałam się rozłączyć gdy usłyszałam jego głos...
- Mira? - chciałam mu odpowiedzieć ale nie mogłam. Gdy tylko otwierałam usta z mojego gardła nie wydobywał się odgłos głośniejszy od szeptu. W końcu za którymś razem udało mi się ledwie wykrztusić imię chłopaka.
- Spokojnie, nic nie mów. Zaraz u Ciebie będę Mała.- A potem usłyszałam tylko przerwanie połączenia. Ocknęłam się dopiero po chwili i odłożyłam telefon z powrotem pod poduszkę bo do szafki nie dosięgałam. Przymknęłam delikatnie oczy i chyba musiałam zasnąć bo przestałam cokolwiek słyszeć.

~ Harry xx


Obudził mnie dźwięk telefonu. Nawet nie podnosząc głowy z poduszki ręką wymacałem telefon i tylko szybko patrząc kto dzwoni odebrałem. Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że to Mira? Duże. Wymówiłem jej imię ale długo nie mogłem doczekać się odpowiedzi a gdy już ją uzyskałem jej głos był bardzo cichy i zachrypnięty. Nie powinna mówić. Od razu kazałem jej się uspokoić i oświadczyłem, że zaraz u niej będę po czym się rozłączyłem. Wstałem i biorąc jakieś świeże ciuchy udałem się do łazienki pod prysznic. Toaleta zajęła mi jakieś 30 minut. Nie trudząc się nawet tym aby zjeść śniadanie udałem się na parking uprzednio jednak zamykając mieszkanie. Pod szpitalem byłem niespełna 20 minut później. Wysiadłem i zamknąłem samochód. Udałem się do drzwi wejściowych i kiwając tylko jakiejś pielęgniarce głową na "dzień dobry" udałem się prosto do windy a następnie na piętro na którym przebywała dziewczyna. Stanąłem pod drzwiami sali i nie pukając po cichu wszedłem do pomieszczenia. Nie chciałem jej obudzić gdyby spała i dobrze, że nie zapukałem bo zaraz na wejściu w oczy rzuciła mi się dziewczyna przykryta po same uszy kołdrą i z miarowym oddechem co oznaczało, że spała. Podszedłem bliżej do łóżka i kucnąłem tuż koło twarzy Miry. Wyglądała słodko. Jej włosy porozrzucane były po całej poduszce, usta miała lekko otwarte i widać było, że są spierzchnięte od gorączki jaka trawiła jej ciało. Na policzkach widniały delikatne rumieńce co oznaczało, że temperatura spadła choć nie do końca. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Była śliczna nawet bez makijażu i w rozczochranych włosach. Uśmiechnąłem się sam do siebie i pogłaskałem ją delikatnie po policzku. Mira poruszyła się lekko ale nie obudziła się tylko wtuliła się w moją dłoń a na jej ustach pojawił się lekki uśmiech. Popatrzyłem na nią jeszcze przez chwilę a następnie podniosłem się i wyszedłem z sali w poszukiwaniu lekarza, który udzieliłby mi jakichś informacji o jej stanie. W pierwszej kolejności udałem się do tego samego gabinetu w którym byłem wczoraj z Alex. Zapukałem i już po chwili usłyszałem pozwolenie na wejście. Delikatnie otworzyłem drzwi i moim oczom ukazał się ten sam lekarz co wczoraj. 

- Dzień Dobry. - dopiero teraz mężczyzna podniósł na mnie swój wzrok znad sterty papierów, które jeszcze chwilę temu uzupełniał. 
- Ach, to Pan. Dzień Dobry. Domyślam się po co Pan przyszedł i mogę powiedzieć, że stan pana dziewczyny od wczoraj bardzo się poprawił i nie widzę powodu aby trzymać ją tu dalej. - lekarz nie dał mi nawet dojść do słowa tylko od razu zaczął swój wykład. W sumie nie przeszkadzało mi to bo wole kiedy osoba z którą rozmawiam od razu przechodzi do rzeczy bez jakichś tam niepotrzebnych pogadanek. Widać ten mężczyzna uznał tak samo. 
- Czyli mogę ją już teraz zabrać do domu? - zapytałem i uśmiechnąłem się lekko. Mira na pewno lepiej się poczuje kiedy będzie w swoim domu niż w szpitalu.
- Tak, przygotowałem już nawet wypis i recepty. Kiedy spała zrobiłem jej podstawowe badania więc teraz zostało już tylko odłączenie od kroplówki i wyjęcie wenflonu. - mówiąc to wstał i podał mi jakieś kartki, które jak się domyśliłem były wypisem i receptami. Następnie nakazał abym poszedł z nim to od razu uporamy się z tym wszystkim. Już zaczynałem lubić tego gościa. Chyba jako jedyny tutaj nie działał mi na nerwy. Kiedy weszliśmy do sali w której leżała moja Mała okazało się, że znajduje się tam również pielęgniarka, która miała właśnie zamiar zmieniać kroplówkę gdyż poprzednia była pusta.
- Marie, nie zakładaj nowej kroplówki. Właśnie przyszedłem aby wyciągnąć naszej pacjentce wenflon. - Kobieta nic nie mówiąc skinęła tylko głową po czym wyszła z pomieszczenia. Lekarz uporał się z tym w miarę szybko nawet nie budząc dziewczyny. Zadziwiające jaki miała twardy sen, który jak się później był spowodowany lekami nasennymi podanymi jej aby jej organizm szybciej się regenerował. Po udzieleniu mi wszystkich wskazówek co i jak mam robić oraz jak podawać jej lekarstwa lekarz wyszedł a mi zostało już tylko obudzić dziewczynę. Tak jak wcześniej kucnąłem koło jej twarzy i pogłaskałem ją delikatnie po policzku wypowiadając przy tym jej imię. Po jakimś czasie zaczęła się kręcić aż w końcu otworzyła swoje zaspane oczy. Uśmiechnąłem się delikatnie i powiedziałem.
- Wstajemy. Czas iść do domu. - widząc jej niezrozumiały wzrok wytłumaczyłem jej wszystko po czym pomogłem jej wstać z łóżka. Na krześle leżały jej ciuchy w których ją wczoraj przywiozłem więc zgarnąłem je do jednej ręki drugą nadal przytrzymując Mirę przed upadkiem. Była jeszcze osłabiona i do tego leki jeszcze działały wiec wolałem nie ryzykować. Skierowałem się z dziewczyna w stronę łazienki, która była dołączona do pokoju. Posadziłem ją delikatnie na wannie po czym spytałem czy sobie poradzi a gdy kiwnęła głową na "tak" wyszedłem z pomieszczenia przymykając za sobą drzwi. Przed tym jednak poprosiłem ją aby zastukała w drzwi gdy już będzie gotowa jako, ze nie może mówić. 20 minut później wychodziliśmy z budynku w kierunku auta. Posadziłem dziewczyną na fotelu pasażera a sam zasiadłem za kierownicą uprzednio jednak zapinając pasy swoje jak i Miry. Jako, że w ucie było chłodno, włączyłem ogrzewanie i ruszyłem do domu Miry po drodze wstępując jeszcze do apteki i jakiegoś supermarketu. Mira za każdym razem zostawał w aucie. W tym wszystkim nawet nie zauważyłem kiedy zasnęła. Za bardzo skupiłem się na swoich myślach i na tym aby niczego nie zapomnieć. Kiedy dojechaliśmy na miejsce było przed czwartą popołudniu. Nawet nie wiem kiedy ten czas tak szybko minął. Najpierw zaniosłem a dopiero później wróciłem po Mirę. Nie chciałem jej budzić. Powinna teraz jak najwięcej spać i odpoczywać. Zaniosłem ją do jej pokoju i przykryłem kołdrą po same uszy całując delikatnie w czoło. Następnie opuściłem pokój udając się do kuchni aby rozpakować zakupy. Kiedy już to zrobiłem zaparzyłem sobie kawę i udałem się do salonu. Byłem zmęczony ale nie fizycznie tylko psychicznie. Tak dużo się ostatnio dzieje, że powoli zaczynam nie nadążać. Potrzebowałem chwili dla siebie aby móc wszystko w spokoju przemyśleć. A taka okazja nadarzyła się właśnie w tej chwili jako, że Mira spała i na pewno przez dłuższy czas się nie obudzi. Siadając na kanapie i włączając telewizor na jakimkolwiek programie zatopiłem się w rozmyślaniach o dziewczynie, która swoją obecnością wywróciła cały mój poukładany świat do góry nogami ale nie tylko o niej i nie tylko o tym....


~ ♥ ~

Przyznam się, że miałam mały problem z napisanie tego rozdziału... Nie mogłam się zdecydować z jakiej perspektywy go napisać ale w końcu po kilku próbach udało mi się stworzyć coś takiego co mam nadzieję Wam się spodoba. Rozdział po kilkunastu korektach nawet mi się podoba.

UWAGA!

JAKO, ŻE NIEDŁUGO KOŃCZY SIĘ SEMESTR I MAM  MEGA DUŻO NAUKI JAK NA TECHNIKUM I NIE TYLKO TO, TO ROZDZIAŁY BĘDĄ SIĘ POJAWIAŁY RAZ W MIESIĄCU. PÓKI CO NIE MAM INNEJ MOŻLIWOŚCI ABY DODAWAĆ CZĘŚCIEJ.

Patiii ♥

środa, 14 października 2015

Rozdział 8 xx

~ ♥ ~

~ Harry xx

Od kiedy przywiozłem Mirę do szpitala minęły dwie godziny a ja nadal nie wiem co jej jest. Za każdym razem gdy pytam co z nią, zostaje obdarowany pytaniem czy jestem kimś z rodziny lub odpowiadają, że na razie nic nie wiedzą. Z tego całego zamieszania zapomniałem zadzwonić do chłopaków i Alex. Wyciągam telefon i wybieram numer Lou. Powiem mu i będę mieć pewność, że reszta się dowie. Odbiera po dwóch sygnałach.
- Stary, gdzie ty jesteś?! I gdzie jest Mira oraz dlaczego żadne z was nie odbierało telefonu gdy dzwoniliśmy?! - na przywitanie zostaje przywitany serią pytań. Serio próbowali dzwonić? Nic nie słyszałem...
- Lou, spokojnie. Jesteśmy w szpitalu, dlatego nie odbieraliśmy.
- W szpitalu?!? Co zrobiłeś Styles?! Mów do kurwej nędzy co jej zrobiłeś! - Jestem pewien, że jego krzyk słyszał każdy kto jest w poczekalni. Wolną ręką pocieram skronie. Od tego wszystkiego czuję się jakbym i ja był chory choć nie mam żadnych objawów. Jestem po prostu zmęczony. Pół nocy nie spałem tylko czuwałem przy Mirze. Po każdym napadzie kaszlu musiałem podawać jej wody aby zwilżyła gardło i do tego gorączka nie chciała spaść. Spadła dopiero rano, zaraz przed tym jak wstałem aby zrobić śniadanie. A potem kolejny napad i wzrost temperatury oraz szpital. Ledwo się trzymam ale nie zamierzam zostawiać jej tu samej. Siłą mnie stąd nie wyciągną. Otrząsam się ze swoich myśli i odpowiadam Louisowi. Opowiadam mu o wszystkim co wydarzyło się wczorajszego wieczora i dzisiejszego poranka. Tommo trochę się uspokoił i złość w jego głosie zastąpiła troska. Na koniec poprosiłem go aby powiedział reszcie oraz podałem adres szpitala w którym jesteśmy. Skończyliśmy rozmowę i stwierdziłem, że jeszcze raz zapytam się co z Mirą. Jak mi tym razem nic nie powiedzą, to nie ręczę za siebie. Nie żartuję. Siedzę tu już od jakichś trzech godzin i mam dosyć tego, że nikt nie chce udzielić mi żadnej informacji. Chowam telefon do kieszeni i idę do recepcji. Za kontuarem siedzi blond włosa kobieta z toną makijażu na twarzy i wielkim dekoltem. Tyle jestem w stanie stwierdzić bo siedzi i tylko tyle wiedzę. Kiedyś zwrócił bym na to uwagę i próbował zaciągnąć ją do łóżka ale teraz... Teraz jedyne co chcę zrobić to zobaczyć moją Małą. Nie ma nic ważniejszego od tego. Staję przy kontuarze i chrząkam aby zwrócić na siebie uwagę pielęgniarki. 
- Słucham ? - burka pod nosem oschłym tonem i dopiero po chwili podnosi na mnie wzrok. Jej wyraz twarzy od razu się zmienia. Na ustach pojawia się chyba tylko według niej uwodzicielski uśmiech a powieki mrugają w szybkim tempie. Mam ochotę wywrócić oczami ale powstrzymuję się od tego. 
- Mira Stones. Która sala ? - pytam obojętnym tonem. Nie mam ochoty tu stać i patrzeć na tą wytapetowaną lalę. Chce już być przy Mirze i osobiście sprawdzić jak się czuje. Pielęgniarka mruga jeszcze jeden ostatni raz i patrzy w komputer. Chwilę coś sprawdza i dopiero po chwili pyta:
- Jest pan kimś z rodziny ? - Kurwa! Szlak mnie zaraz trafi. Ledwo się powstrzymuję aby czegoś w tej chwili nie rozwalić. Jeżeli powiem jej, że nie jestem to za chuja mi nie powie więc pozostaje mi tylko skłamać... Nie mogę powiedzieć, że jestem jej bratem bo nazwiska się nie zgadzają więc pozostaje mi powiedzieć, że jestem jej chłopakiem. Z przyjacielem mi wcześniej nie wyszło więc trudno. Pewnie mnie za to zabije ale o to będę martwił się potem.
- Jestem jej chłopakiem. - odpowiadam głosem wypranym z emocji. Nie mam już siły a jedyne o czym marzę to sen ale to może poczekać. To MUSI poczekać. 
- Pokój 248, trzecie piętro. - mówi a ja nie oglądając się za siebie szybkim krokiem ruszam w stronę wind. W połowie drogi jednak zmieniam zdanie i idę w kierunku drzwi za którymi są schody. Dotarcie na odpowiednie piętro nie zajmuje mi więcej niż 3 minuty. Teraz tylko odpowiedni pokój. 245, 246, 247... I jest! Delikatnie uchylam drzwi i pierwsze co rzuca mi się w oczy to łóżko ustawione na wprost drzwi. Wchodzę po cichu do pomieszczenia i zamykam delikatnie drewnianą powłokę. W środku panuje lekki półmrok i jest cieplej niż na korytarzu oraz też trochę duszno. Podchodzę szybko do łóżka a pierwsze co tam widzę to moją Mała, która leży okryta po same uszy kołdrą a na ustach i nosie ma maskę przez, którą podają jej tlen. Nie jest już tak blada jak jeszcze kilka godzin temu a na policzkach widnieją lekkie rumieńce co świadczy o tym, że gorączka jej powoli spada. Sięgnąłem po krzesło, które stało pod ścianą i postawiłem je koło łóżka. Usiadłem blisko łóżka i złapałem ją za dłoń, która wystawała jej spod kołdry. Przyglądałem się jej twarzy. Gdy ją dotknąłem uśmiechnęła się lekko przez sen ale nie obudziła. Wtuliła się mocniej w poduszkę i spała dalej. Kiedy spała wyglądała tak słodko i niewinnie. Nikomu na pewno nie przyszłoby do głowy ile ta dziewczyna wycierpiała... Nie wiem co mam niej myśleć. Mimo, że znamy się dopiero kilka dni, mi na prawdę na niej zależy. Jest inna od reszty, wyróżnia się nie robiąc nic nadzwyczajnego. Jest po prostu sobą i chyba to mi się w niej najbardziej podoba. Moje rozmyślania przerwał dźwięk sms'a. Nie puszczając jej ręki, drugą wyjąłem urządzenie z kieszeni i odczytałem wiadomość. 

Od: Lou xx

Który pokój? xx

Ehh i co teraz ? Nie myślałem, że tak szybko przyjadą... Nie mogą tu wszyscy teraz wejść. Mira musi odpoczywać. 

Do: Lou xx

pokój 248
trzecie piętro xx
poczekam na wam 
przed salą

Zanim tu dotrą mam jeszcze jakieś 2 minuty. Ostatni raz patrze na Mirę, wydaję mi się teraz taka krucha... Ale w rzeczywistości taka nie jest. Przekonałem się o tym ostatnio. Nigdy nie zapomnę tego jak uciekła z mojego mieszkania. Teraz wydaje mi się to śmieszne. Kręcę głową na tę myśl, puszczam dłoń dziewczyny i wychodzę na korytarz akurat w momencie gdy drzwi windy się otwierają a ze środka wychodzą nasi przyjaciele. Na przodzie widzę Alex i Lou a za nimi podążają Liam, Niall i Zayn z Perrie. Na widok tej ostatniej lekko się dziwię ale cóż. Nie mam przecież nic przeciwko niej. Na pewno polubią się z Mirą. 
- Co z nią?! - pierwsza doskoczyła do mnie Lex choć mogłem się tego spodziewać. Były z Mirą jak siostry. 
- Już lepiej. Teraz śpi ale jej stan się poprawił. Zresztą nie wiem prawie nic bo żaden z lekarzy nie chciał mi nic powiedzieć. Żeby dowiedzieć się w jakiej sali leży musiałem skłamać pielęgniarce, że jestem jej chłopakiem bo z przyjacielem nie wyszło jak pytałem się lekarza co z nią. - powiedziałem to wszystko na jednym wydechu. Kiedy usłyszeli o tym, że skłamałem pielęgniarce, że jestem jej chłopakiem ich oczy zrobiły się wielkie jak dwa galeony*. 
- Co się tak patrzycie? Gdyby nie to kłamstwo, nadal nie wiedzielibyśmy w której jest sali. Aaa właśnie. Alex mogłabyś pójść ze mną do jakiegoś lekarza i zapytać się o jej stan ? Wiesz, że mi nie chcą nic powiedzieć... - popatrzyłem na nią proszącym wzrokiem. Nikt mi się wtedy nie opiera. I w tym wypadku moje oczęta mnie nie zawiodły. Dziewczyna popatrzyła jeszcze tylko na Louisa i ruszyła korytarzem w poszukiwaniu jakiegoś lekarza dyżurującego. Powolnym krokiem ruszyłem za nią. Nie musieliśmy długo szukać. Akurat w naszą stronę szedł jakiś lekarz. podeszliśmy do niego i Lex zapytała:
- Przepraszam.
- Słucham? - zwrócił na nas swoją uwagę gdyż dotychczas przeglądał jakieś papiery, które trzymał w dłoniach. 
- Dzień Dobry. Nazywam się Alex Carter i chciałabym zapytać co z Waszą pacjentką Mirą Stones? 
- A jest Pani kimś z rodziny ? - zapytał a ja myślałem, że mnie szlak zaraz trafi. Miałem ochotę coś w tej chwili rozwalić. 
- Jestem jej najlepszą przyjaciółką i jednocześnie jedyną bliską osobą. - powiedziała i w tej chwili postanowiłem o sobie przypomnieć. Chrząknąłem znacząco a dziewczyna zwróciła na mnie swoją uwagę. Popatrzyłem na nią a ona z powrotem przeniosła wzrok na lekarza i rzekła :
- A to jest Harry Styles, jej... chłopak. - Przy ostatnim słowie się zająknęła. Lekarz zmierzył mnie uważnie wzrokiem.
- Dobrze, zapraszam do mojego gabinetu. Jestem jej lekarzem prowadzącym. - skończył mówić i ruszył przed siebie a my w ślad za nim. Otworzył jakieś drzwi po lewej stronie i gestem dłoni zaprosił nas do środka. Pomieszczenie było całe białe, na środku stało biurko, za nim fotel i przed nim dwa krzesła. Po prawej stronie pod ścianą stały jakieś szafki a po lewej kozetka. Mężczyzna ponownie wskazał nam dwa krzesła na których usiedliśmy gdy zajął miejsce w fotelu.
- A więc tak. Panna Stones trafiła do nas kilka godzin temu z przewlekłym zapaleniem płuc. Miała trudności z oddychaniem i mocne napady kaszlu. W sumie, gdyby przywieziono ją kilka godzin później mogłaby tego nie przeżyć. Do tego jej organizm był mocno przemęczony czego skutkiem było omdlenie. Podaliśmy jej już odpowiednie leki i jeżeli dobrze pójdzie to jutro popołudniu bądź wieczorem będzie mogła wrócić do domu. - powiedział lekarz.
- Jak to do domu ?! - zdziwiła się Alex.
- Antybiotyki, które jej podaliśmy bardzo szybko się przyjęły i zaczęły działać. Jej stan z bardzo krótkim czasie z krytycznego zmienił się w dobry. Jeżeli nie będzie żadnych powikłań to nie widzę powodu aby długo ją tu trzymać. Wychodzę z zasady, że pacjent podczas choroby czuje się o wiele lepiej w domu niż w szpitalu. - Trochę się zdziwiliśmy tym co powiedział ale jednocześnie ucieszyliśmy. 
- Ona teraz śpi ale można do niej na chwilę wejść. Najlepiej pojedyńczo i na krótko. Potrzebuje teraz dużo spokoju i odpoczynku. 
- Dobrze, dziękujemy. Dowiedzenia. - pożegnaliśmy się i wyszliśmy z gabinetu. Wróciliśmy do reszty. Alex zaczęła im od razu wyjaśniać co się stało a ja w tym czasie wszedłem do Miry. Nadal leżała w tej samej pozycji co wcześniej i spała. Podszedłem do niej i delikatnie pogłaskałem ją po policzku. Mruknęła coś ale spała dalej. Dalej trzymałem rękę na jej licu teraz już z delikatnym naturalnym rumieńcem. Uśmiechnąłem się lekko i zabrawszy rękę wyszedłem z pokoju. Na korytarzu była już tylko Lex z Louisem. Rozmawiali o czymś po cichu lecz jak tylko mnie zobaczyli ucichli. Pierwsza odezwała się dziewczyna.
- I jak z nią?
- Dobrze ale jak chcesz możesz do niej wejść. Cały czas śpi. - powiedziałem i usiadłam na krześle. 
- Przyjdę do niej jutro, niech dzisiaj już śpi spokojnie. I tak a pro po to tobie też by się przydało trochę snu. - powiedziała i zaczęła kierować się z Lou w stronę wind. Nijak nie skomentowałem tego, tylko potarłem twarz dłońmi. I wtedy sobie przypomniałem. Miałem przy sobie jej telefon. Wziąłem go przez przypadek razem z kluczami od auta. Szybko podniosłem się z krzesła i ponownie wszedłem do sali. Podszedłem do szafki koło łóżka i już miałem położyć na niej urządzenie gdy pomyślałem sobie, że może go nie dosięgnąć bez wstawania. Chwilę się zastanowiłem i zdecydowałem, że położę go jej koło poduszki. Tam na pewno go dosięgnie a co najważniejsze, szybko go znajdzie gdyby się coś stało.
Popatrzyłem jeszcze chwilę i wyszedłem z sali a następnie ze szpitala. Powietrze było chłodne ale nie przeszkadzało mi to we wzięciu głębokich wdechów. Ruszyłem do auta. Jazda do domu zajęła mi jakieś 15 minut. Gdy wszedłem do sypialni, nie miałem nawet siły aby się rozebrać, choć było dopiero przed dziewiętnastą. Ostatnio co pamiętam to jak moja głowa dotknęła poduszki. Potem była ciemność.


♥ ~


* - Galeony to takie pieniądze używane w świecie magicznym przedstawionym przez J.K.Rowling w sadze o Harrym Potterze. Były one duże, okrągłe i złote. 

~ ♥ ~

Wracam do Was po bardzo długiej nieobecności z nowym rozdziałem. Przepraszam, że tak długo mnie nie było ale towarzyszył mi brak czasu, potem brak weny i niemożność wykrzesania z siebie nawet jednego ciekawego zdania a na koniec szkoła i nauka. Ale mam nadzieję, że teraz uda mi się już dodawać posty na bieżąco ☻

Patiii ♥

piątek, 22 maja 2015

Rozdział 7 xx

~ ♥ ~
Obudził mnie odgłos otwieranych drzwi i zapach naleśników. Automatycznie otworzyłam oczy. W drzwiach mojej sypialni stał Harry ubrany jedynie w bokserki i z tacą w ręku.
- Hej mała. - Gdy to powiedział szeroki uśmiech rozświetlił jego twarz ukazując dołeczki w policzkach a mnie aż zrobiło się od tego gorąco. Nie odpowiedziałam bo w gardle nadal czułam nieprzyjemnie drapanie dlatego w odpowiedzi uśmiechnęłam się tylko lekko. Chłopak odstawił tacę z jedzeniem na szafkę nocną a następnie usiadł koło mnie i dotknął delikatnie swoją dłonią mojego czoła i policzka. Przymknęłam delikatnie oczy na ten gest. Kiedy mnie dotykał czułam się taka lekka i bezpieczna. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie doświadczyłam. To jest takie, takie... takie inne. Harry nie zabrał od razu ręki z mojej twarzy tylko przez krótką chwilę przyglądał mi się. Czułam jego wzrok na sobie. 
- Gorączka już spadła ale nie wiem jak z twoim gardłem bo się nie odzywasz. - zaśmiał się lekko na ostatnie stwierdzenie. Otworzyłam oczy i przyjrzałam mu się uważnie. Dzięki temu, że nie miał na sobie koszulki mogłam podziwiać jego gołą klatkę piersiową i wszystkie tatuaże, które na niej miał. Najbardziej spodobał mi się motyl, który znajdował się tuż przy zakończeniu żeber. Wyciągnęłam dłoń spod kołdry i delikatnie palcem wskazującym zaczęłam jeździć po konturach tatuażu. Gdy dotknęłam jego klatki piersiowej lekko się spiął ale gdy poczuł co robię od razu się rozluźnił i opadł na poduszki przez co aby nie przerwać wykonywanej czynności musiałam się podeprzeć ręką. Kiedy obrysowałam już całego motyla położyłam mu dłoń na klatce piersiowej i spojrzałam w oczy. Od razu uderzyła we mnie głębia jego zielonych jak świeża trawa po skoszeniu tęczówek, które wyrażały wiele różnych emocji. Patrzyliśmy sobie w oczy tak jakby świat miał się zaraz skończyć. W jego spojrzeniu widziałam troskę i coś jeszcze czego nie mogłam zidentyfikować. Był wesoły ale jednocześnie poważny. Tak jakby usilnie się o czymś myślał lub próbował hamować swoje odruchy. Nie wiedząc co mną kieruje podciągnęłam się wyżej na jego piersi tak, że nasze oczy były na tej samej wysokości. Jego dłonie automatycznie wślizgnęły się pod moją górną część ubrania na talię. Zrobiło mi się gorąco. Bardzo gorąco. I to uczucie, które mną zawładnęło... Było takie... Takie zniewalające. Jedyne co mogłam robić to patrzeć mu w oczy. Jednak kiedy poczułam jak przyciąga mnie bliżej siebie i zacieśnia uścisk nie hamowałam się tylko oplotłam mocno jego szyję swoimi ramionami wtulając głowę w zagłębienie jego szyi zaciągając się jego zniewalającym zapachem. W tamtym momencie czułam się jak jakaś narkomanka. No bo kto normalny tak robi? Nie wiem ile znowu tak leżeliśmy ale z tego stanu wybudził nas odgłos mojego brzucha, który domagał się jedzenia. Odsunęłam się od chłopaka i popatrzyłam na szafkę nocną na której stały naleśniki. Wzrok Harry'ego powędrował za moim i już po chwili zajadałam się moim ulubionym przysmakiem. Harry nic nie jadł tylko przyglądał mi się. Ale czy on coś innego robi oprócz tego? Kiedy skończyłam posiłek, który nawiasem mówiąc był pyszny Loczek zabrał ode mnie naczynia i wyszedł z pokoju nic nie mówiąc. Nie zastanawiając się długo wstałam i ruszyłam za nim. Znalazłam go w kuchni, gdzie z tego co zauważyłam robił coś. Stanęłam i oparłam się o framugę drzwi przyglądając mu się. Póki co mnie nie zauważył. Po chwili przyglądania mu się chciałam się odezwać ale kiedy chciałam wypowiedzieć pierwsze słowo zaczęłam się krztusić. Zgięłam się w pół i coraz mocniej kaszlałam. W chwili gdy ugięły się pode mną kolana i myślałam, że upadnę na talii poczułam dłonie Harry'ego. Wziął mnie na ręce i posadził na sofie. Ukucnął przy moich kolanach i spokojnym głosem zaczął dawać mi rady spokojnym głosem. Na początku dawało to jakiś efekt ale zaraz znowu wracało. Kiedy za trzecim razem rozkaszlałam się i nawet płytkie, częste oddechy nic nie pomogły, Harry zerwał się na równe nogi i pobiegł gdzieś na górę. Wrócił po chwili całkowicie ubrany z bluzą i kluczykami w rękach. Nic nie mówiąc założył mi bluzę i delikatnie łapiąc za ramiona podniósł do góry. Zaprowadził mnie do korytarza, gdzie pomógł ubrać mi trampki. Potem nawet nie wiem kiedy a już wtulałam się w jego klatkę piersiową. Wyszliśmy z domu i chłopak zamknął drzwi a następnie podszedł do auta i posadził mnie na miejscu pasażera zapinając po drodze pasy. Kiedy już to zrobił zamknął drzwi i usiadł za kierownicą. Moja głowa znowu zaczęła boleć tępym bólem i myślałam, że zaraz zemdleję. Do tego dalej miałam trudności z oddychaniem. Bolał mnie brzuch i po lepszym samopoczuciu, które mi towarzyszyło zaraz po przebudzenia nie było najmniejsze śladu. Obraz przed oczami lekko mi się rozmazywał przez co nie widziałam gdzie jedziemy. Oparłam głowę o szybę i przymknęłam oczy. Widziałam i słyszałam jak przez mgłę. Harry chyba coś mówił ale nie byłam w stanie rozróżnić słów. Czułam jak auto zwalnia tempa i po chwili zatrzymuje się przed jakimś budynkiem. Słyszę dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi. Podnoszę głowę z szyby akurat gdy drzwi po mojej stronie otwierają się. Znowu ktoś bierze mnie na ręce i gdzieś mnie niesie. Nie wiem gdzie, nie wiem po co. Jedyne co wiem to, to że mam ochotę spać i żeby te wszystkie boleści zniknęły. Czuję zmianę temperatury i słyszę jakies głosy a do moich nozdrzy dociera ostry i znany zapach czystości. Jesteśmy w szpitalu. Ból w moje głowie nasila się i próbuje z nim walczyć ale nie udaję mi się. Przegrywam. Tracę przytomność i ostatnie co słyszę to jak ktoś krzyczy moje imię i lekko mną potrząsa. Potem widzę już tylko ciemność w każdym znaczeniu tego słowa...

~ ♥ ~ 


Notka z tygodniowym opóźnieniem ale mam szlaban na komputer i rozdział pisze na telefonie co wcale nie jest łatwe. Jeżeli znajdą się jakieś błędy to przepraszam.
Notka jest krótka i nie jestem z niej za bardzo zadowolona ale cóż... Jak zawsze mam nadzieje, że się spodoba :)  W przyszłym tygodniu mam nadzieję dorwać się już do laptopa więc rozdział powinien być dużo dłuższy.
Patiii ♥ 

piątek, 8 maja 2015

Rozdział 6 xx

~ ♥ ~
Mimo iż muzyka skończyła się już jakiś czas temu, my nadal staliśmy blisko, nawet bardzo blisko siebie i patrzyliśmy sobie w oczy. Zieleń kontra brąz. Nasze lekko przyśpieszone oddechy mieszają się ze sobą. W sumie, nie wiem co się ze mną ostatnio dzieje. Nigdy nie reagowałam tak na żadnego osobnika płci przeciwnej a tu zjawia się taki Harry i wszystkie moje zmysły stają się wyostrzone. Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Zostałam dłużej aby to wszystko sobie przemyśleć i poukładać ale widać nie będzie mi to jednak dane. Mam mętlik w głowie. Jego wzrok wyraża całą gamę sprzecznych emocji. Jeżeli zostanę tu jeszcze chwilę to się popłaczę. Od tego trefnego wydarzenia w klubie chłopaków jestem strasznie rozbita emocjonalnie. W pewnym momencie zrobiło mi się strasznie duszno a do nozdrzy dotarł zapach męskich perfum. W oczach pojawiły mi się łzy. Szybko odskoczyłam od Harry'ego nim zdążył to zauważyć i wybiegłam z sali. 
- MIRAAA! - usłyszałam krzyk chłopaka i jego ciężkie kroki tuż za mną.  Nie zatrzymałam się, biegłam dalej a łzy utrudniały mi widoczność. 
- Mira! Poczekaj! - kolejny krzyk Harry'ego.  Czym prędzej wbiegam do jakiejś sali i gdy próbuje zamknąć drzwi na zamek okazuje się, że wbiegłam do jedynej sali w całym studiu, której drzwi nie posiadają zamknięcia na klucz. Ugh. Kroki Harry'ego były coraz głośniejsze co oznaczało, że jest coraz bliżej miejsca w którym się znajdowałam. Rozglądnęłam się po sali w poszukiwaniu czegoś na czym mogłabym usiąść. Strasznie kręciło mi się w głowie. Pod jedną ze ścian stała ławka. Udałam się w tamtą stronę i usiadłam na niej podpierając łokcie na kolanach i chowając twarz w dłoniach. Wzięłam kilka głębszych wdechów aby się uspokoić lecz nie przyniosło to zamierzonego efektu a tylko pogorszyło sprawę. Odgłos kroków stawał się coraz głośniejszy co oznaczało, że chłopak jest coraz bliżej. Nie miałam nawet siły aby uciekać dalej lub po prostu się gdzieś schować. Dziwnie się czułam. Z jednej strony chciałam być sama a z drugiej aby ktoś przy mnie był i nie wiedziałam, które pragnienie jest silniejsze więc siedziałam dalej nie zmieniając swojej dotychczasowej pozycji. Odgłos otwieranych drzwi wyrwał mnie z rozmyśleń. Poczułam dotyk na swoich dłoniach, które w tej samej chwili zostały odciągnięte delikatnie od mojej twarzy. Ujrzałam głębie zielonych tęczówek Loczka, które tym razem wyrażały troskę i niezrozumienie. Mimowolnie się wzdrygnęłam. Nie z obrzydzenia. Od jakiegoś czasu tylko jedna osoba patrzyła na mnie takim wzrokiem. Trochę mnie to zdziwiło i nie wiedziałam co mam o tym myśleć. To było takie dziwne, takie inne niż dotychczas. Moje dłonie nadal były trzymane przez chłopaka, który zataczał małe kółka swoimi kciukami na wierchu moich dłoni w uspokajającym geście. I faktycznie, w jakiś sposób zadziałało bo zaczęłam się uspokajać. Jedyne o czym marzyłam w tej chwili to potrzeba przemożnego snu. Byłam wykończona. Za dużo emocji jak na jeden dzień. Harry puścił jedną z moich dłoni i swoja wolną dłonią dotknął delikatnie mojego policzka unosząc go ciut do góry tak aby nasze oczy ponownie się spotkały. Odruchowo wtuliłam twarz w jego ciepłą dłoń i przymknęłam leciutko oczy. W tej chwili potrzebowałam czyjegoś dotyku, czułości i spokoju. I w jakiś dziwny sposób ale Harry mi to zapewniał. Samą swoją obecnością sprawiał, że czułam się odrobinę lepiej. Cudem, jak dla mnie było także to, że nie odwrócił się i nie zostawił mnie po tym jak wyjawiłam mu prawdę o najdrastyczniejszej części mojej przeszłości tak jak inni gdy się o tym dowiedzieli. Było wiele spekulacji o tym, że sama się o to prosiłam i że jest to moja wina. Na początku starałam się to wszystko ignorować lecz z czasem było mi coraz trudniej. I wtedy właśnie do mojego życia wkroczyła Alex umiejętnie zajmując mnie i moje myśli tak abym się niczym nie przejmowała. I jestem jej za to naprawdę wdzięczna. Mój oddech się unormował a serce zakończyło swój szaleńczy bieg wybijając miarowe bicie. Uchyliłam delikatnie powieki i spojrzałam swoimi brązowymi tęczówkami na chłopaka, który kucał prze de mną. Był przystojny. Nawet bardzo przystojny. Nie to, że się w nim od razu zakochałam. Ja tylko stwierdzam fakt. Te jego głębokie zielone oczy, kręcone włosy i chłopięcy uśmiech z dołeczkami w policzkach. Każdy chłopak mógłby mu pozazdrościć urody. Jestem mu wdzięczna za to, że jest przy mnie on gdy Alex nie może i nie jestem sama. Nie ma jej tego za złe. Chcę aby była szczęśliwa a na pierwszy rzut oka widać, że Louis jej to szczęście daje. Nie chcę jej tego odbierać. W głowie mam mętlik ale nie mam siły aby teraz to wszystko sobie układać. Dalej jestem zła na Harry'ego za tą całą akcje rano i za to jak mnie potraktował. Poczułam się jakbym była jakąś rzeczą. Jedyne o czym teraz marzę to moje wygodne łóżko w moim pokoju oraz sen. Wzięłam głęboki oddech i spróbowałam się podnieść lecz gdy tylko się uniosłam moje nogi odmówiły posłuszeństwa i opadłam z powrotem na ławkę. Zakręciło mi się w głowie. Przyłożyłam wolna dłoń do skroni i lekko pomasowałam w celu zmniejszenia bólu lecz nie przyniosło to zamierzonego efektu gdyż głowa nadal pulsowała mi tępym bólem a przed oczami pojawiły mi się czarne mroczki. Harry w tym czasie gładko podniósł się na równe nogi. Schylił się i delikatnie wziął mnie na ręce jak pannę młoda. Do moich nozdrzy od razu dotarł zapach jego zniewalających perfum i ciała. To mieszanka wybuchowa. Nie wiem, który już raz mnie niesie. Straciłam rachubę. Wyszliśmy z sali i skierowaliśmy się do tej w której byliśmy wcześniej. Harry delikatnie posadził mnie na parapecie i zaczął składać cały sprzęt. Nie odezwałam się ani słowem tylko obserwowałam go w milczeniu. Po 10 minutach wszystko było na swoim miejscu. Nie kręciło mi się już w głowie więc stanęłam delikatnie na podłodze nadal jednak przytrzymując się parapetu. Kiedy nie zakręciło mi się ponownie w głowie zrobiłam delikatny krok w przód. Wszystko było w porządku. Powolnym tempem zaczęłam kierować się w stronę szatni. Musiałam zabrać stamtąd swoje ciuchy i torebkę. Harry przyglądał mi się w milczeniu i po chwili ruszył za mną. Nie miałam siły aby się przebrać więc założyłam na siebie tylko bluzę Harry'ego, którą wzięłam rano z jego mieszkania. Od razu zrobiło mi się trochę cieplej. Harry nic nie mówił tylko się przyglądał. Stał w drzwiach a na ramieniu dzierżył moją torbę z laptopem oraz mój telefon w jednej z dłoni. Nie wiedziałam jak mam się teraz przy nim zachowywać. Nadal nic nie mówiąc podszedł do mnie i odebrał także torbę w moimi ciuchami. Wyszło na to, że on niósł wszystko oprócz kluczyków od auta, które trzymałam w prawej dłoni oraz kluczy od studia. Chłopak ruszył powolnym krokiem w stronę wyjścia na zewnątrz. Na dworze było już ciemno. Pogasiłam światła i ruszyłam za chłopakiem. Pozamykałam dokładnie wszystkie zamki po czym ruszyłam w stronę swojego samochodu przy którym stał Styles. Opierał się o jego bok. Ostrożnie do niego podeszłam po drodze otwierając przyciskiem auto. Harry odepchnął się lekko od auta, otworzył tylne drzwiczki i wsadził tam wszystkie moje rzeczy po czym podszedł i otworzył drzwi od strony pasażera wskazując na nie dłonią. Zrobiłam wielkie oczy.
- Co ? - wyrwało mi się. 
- Wsiadaj mała. - powiedział i puścił mi oczko. Kiedy przez dłuższą chwilę nie wsiadałam tylko patrzyłam się to na kluczyki to na samochód. Harry w końcu się chyba zirytował bo pokręcił tylko delikatnie głową i zabrał mi kluczyki z dłoni ponownie wskazując abym wsiadła. Nie mając innego wyboru odetchnęłam głęboko i zajęłam miejsce pasażera. Loczek tylko się uśmiechnął, zamknął drzwi po czym okrążył auto i wsiadł na miejsce kierowcy. Odpalił silnik i ruszył w tylko sobie znanym póki co kierunku. Oparłam głowę o szybę i przymknęłam delikatnie oczy. Głowa nadal mnie lekko bolała. Żadne z nas się nie odzywało przez co w aucie panowała lekko napięta atmosfera. Ja nie odzywałam się bo nie wiedziałam co mam powiedzieć i oprócz tego nie miałam nawet siły  żeby mówić a Harry chyba nie chciał przerywać panujące między nami ciszy. Uchyliłam delikatnie powieki i spojrzałam na jego sylwetkę. Wyglądał dobrze, nawet bardzo dobrze. Głowa coraz mocniej mnie boli. Jest mi trochę zimno chociaż na zewnątrz jest ponad 20 stopni. Owinęłam się jeszcze szczelniej bluzą i przymknęłam ponownie oczy. Chciało mi się strasznie spać. Ostatnie co pamiętam to jak ręka Harry'ego zmierzała w stronę ogrzewania a następnie jego ciepłą dłoń na mojej...

~ Harry xx

Czułem na sobie jej wzrok a kątem oka widziałem, że ledwo powstrzymuje powieki przez opadnięciem. W końcu się poddała wcześniej owijając się szczelniej moją bluzą. Było jej zimno. Podkręciłem ogrzewanie choć na zewnątrz było ciepło po czym złapałam swoja ręką jej dłoń. Była zimna. Odwróciłem lekko głowę w jej stronę i zauważyłem, że zasnęła. Dodałem gazu i już po chwili wjeżdżałem na posesje pod jej domem. Zaparkowałem jak najbliżej drzwi po czym wysiadłem i z kluczami w rękach poszedłem je otworzyć. Wróciłem do auta i otworzyłem drzwi od strony pasażera. Odpiąłem Mirze pasy i delikatnie wziąłem ją na ręce. Mruknęła tylko coś pod nosem ale nie obudziła się. Stanąłem prosto i lekko poprawiłem sobie dziewczynę w ramionach. Wtuliła się we mnie mocniej i zarzuciła mi ręce na szyje. Uśmiechnąłem się lekko i ruszyłem do domu w poszukiwaniu jej sypialni. Otwierałem wszystkie drzwi aż w końcu trafiłem na te, których szukałem. podszedłem do łóżka i delikatnie położyłem na nim dziewczynę. Oderwałem jej ręce od mojej szyi z niemałym trudem po czym przykryłem ją i musnąłem lekko jej czoło wargami. Znów coś mruknęła ale na szczęście się nie obudziła. Potrzebuje teraz dużo snu, można by nawet powiedzieć, że bardzo dużo patrząc na jej sińce pod oczami i matową cerę, którą próbowała zakryć makijażem. Usiadłem na brzegu jej łóżka tak aby móc ją chwilę poobserwować. Gdy spała wyglądała tak niewinnie, tak uroczo i tak słodko. Nie wiem co ona ma takiego w sobie, że ciągnie mnie do niej. Ostatnią osobą do której czułem coś takiego byłam moja była dziewczyna Nina. Chociaż nie, z nią przezywałem tylko namiastkę tego. I pomyśleć, że gdyby nie zrobiła tego co zrobiła pewnie dalej byłbym w tym toksycznym związku. To ONA mnie zniszczyła. To ONA sprawiła, że zachowuje się tak a nie inaczej. To ONA uczyniła piekło z mojego życia. To ONA sprawiła, że musiałem opuścić rodzinne miasto i wyjechać z dala od rodziny choć nie byłem do nich przywiązany to i tak było mi ciężko zostawić chłopaków, którzy byli ze mną zawsze. To przez NIĄ prawie zniszczyłem sobie życie. To przez NIĄ miałem do czynienia z policją i narkotykami. Gdyby nie moja matka, która jest prawnikiem nie zatuszowała tej sprawy, pewnie wylądowałbym w poprawczaku lub co bądź nawet w więzieniu. Tylko do tego się nadawała. Do tuszowanie moich przewinień. Przejmowała się tylko tym żeby nazwisko Styles nie zostało zhańbione i jej reputacja nie legła w gruzach. Przez całe moje rozmyślania patrzyłem na Mirę. Była piękna. Taka inna od innych. Była sobą. Nie udawała kogoś kim nie była. Tym właśnie zwróciła moją uwagę. Kiedy wyszły na jaw wszystkie przekręty i plany Niny na to zacząłem zwracać uwagę u kobiet. Nienawidzę kłamstwa i udawania. Szlak mnie wtedy trafia i potrafię być nieobliczalny. Od tamtego czasu nie byłem w stałym związku. Zdarzyło się kilka randek z czego każda była jedną wielką pomyłką. Każda coś przede mną zatajała lub kłamała tylko po to abym się z nią umówił. Nie interesowały się mną tylko moja kasą. A tego nienawidzę najbardziej. Chciałbym mieć kobietę, która będzie kochać mnie a nie moje pieniądze i pozycje, którą sobie wywalczyłem. Z którą będę mógł się śmiać, płakać, milczeć,rozmawiać o wszystkim, wyjawić swoje sekrety i problemy a przede wszystkim kobietę, którą będę mógł darzyć zaufaniem. I którym ona także będzie mnie darzyć. Jak na razie nie spotkałem takiej dziewczyny ale wieże, że kiedyś, może jutro, może za tydzień, miesiąc, rok czy dwa ją spotkam... Póki co jest to jedyne moje marzenie, które zamierzam spełnić. 
Kiedy tak o tym myślał nie zdawał sobie sprawy, że już znalazł taką osobę i śpi ona na łóżku tuż koło niego. Nie zdawał sobie sprawy ile szczęścia, stabilności, miłości i zaufania mu ona da. Ale miejmy nadzieję, że niedługo się o tym przekona...

~ Mira xx

Coś mi tu nie pasuje. Po pierwsze jest mi ciepło, po drugie wygodnie a po trzecie nic nie pamiętam. No prawie nic. Ostatnie co pamiętam to to jak uciekałam przed Harrym a potem jak mnie niósł i sprzątał sprzęt w sali. Dalej pustka. Mimo iż dopiero się obudziłam moje powieki nadal są ciężkie i spragnione snu. Przy każdym najmniejszym ruchu czuje wszystkie mięśnie. Wszystko mnie boli a w gardle czuje suchość. Niechętnie uchylam powieki lecz od razu je zamykam widząc oślepiające światło, które pada centralnie na mnie. Z mojego gardła wydobywa się jęk. Jest tu za jasno a ja nie mam siły aby wstać i zasłonić okna czarnymi roletami. Muszę mieć ciemność. MUSZĘ. Naciągam lekko kołdrę na oczy. Słyszę cichy chichot z końca pokoju a już po chwili rolety zostają zaciągnięte dzięki czemu w pokoju panuje lekki półmrok. Chwila, coś mi tu nie pasuje. Skoro ja leże i się nie ruszam to do kogo należał ten śmiech i kto zasunął rolety?! Mój oddech natychmiast przyśpiesza a serce kołacze w piersi. Nie mam nad tym kontroli. To się dzieje samo z siebie. Mimo bólu jaki odczuwam w każdej jednej kończynie zwijam się w kulkę i zakrywam mocniej kołdrą.
- Hej, mała. - Słyszę łagodny męski głos i już po chwili ten ktoś siada na brzegu mojego łóżka po czym zapala lampkę nocną. 
- Mała. spokojnie. To tylko ja, Harry. Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy. Csii, już spokojnie. - Harry. Wystawiam lekko głową z pod kołdry aby upewnić się, że to na pewno on. Tak, to on. Z mojego gardła wydobywa się suchy szloch. To naprawdę on. Tylko co on tutaj robi? Czuje jak materac ugina się mocniej i już po chwili czuje ciało chłopaka obok swojego. Siedzi oparty o zagłówek. Chcę się od niego odsunąć ale nie pozwala mi. Unosi mnie lekko za ramiona i układa tak, że moje nogi są pomiędzy jego, moja miednica styka się z jego a moja głowa spoczywa u niego na piersi. Czuję przyjemnie ciepło, które bije od jego ciała. Zaciskam mocno ręce na jego koszulce i podciągam się bardziej do góry aby móc schować twarz w zagłębieniu jego szyi. Pozwala mi na to a nawet mi w tym pomaga. Mimo iż na początku nie chciałam niczyjej bliskości teraz wręcz jej potrzebuje. Przytulam się do niego mocno swoje dłonie nadal zaciskając na materiale jego bluzki. Chłopak obejmuje mnie mocno i przyciska do siebie tak, że między nami nie ma nawet milimetra odstępu zaś swoje nogi krzyżuje na moich. Wdycham nieziemski zapach jego ciała. Jest mi tak dobrze a co najważniejsze czuję się bezpiecznie w jego ramionach. Nie wiem ile leżymy w takiej pozycji ale podejrzewam, że bardzo długo. Nie chcę go puszczać i sądząc po tym, że co chwila całuje mnie w czoło i mocniej przytula on też nie ma na to ochoty. Mimo iż leżymy pod okryciem a dodatkowo Harry mnie jeszcze przytula mi i tak jest zimno a w gardle mnie drapie. Biorę głębszy oddech i czuje jak tysiące małych igiełek wbija mi się w płuca. Coś mi tu nie pasuje. Wypuszczam powoli tlen i muszę odkaszlnąć bo zaczynam się dusić. Harry Delikatnie odsuwa mnie od siebie i patrzy czujnym wzrokiem na moją twarz po czym przykłada jedną ze swoich dłoni do mojego czoła. Przechodzi mnie dreszcz, jeden, drugi, trzeci. Chłopak dotyka teraz mojego zarumienionego policzka po czym kręci głową i podnosi się ze mną na rękach. Chcę coś powiedzieć ale z mojego gardła nie wydobywa się nawet szept.
- Csii, nic lepiej nie mów. Masz wysoką gorączkę i z tego co widzę nabawiłaś się również zapalenia krtani. Chodźmy, zaraz zmierzymy ci dokładnie temperaturę i podamy jakieś leki aby zbić gorączkę. - Mówi i okrywa mnie mocniej kołdrą. Schodzimy do salonu gdzie chłopak sadza mnie na kanapie i owija szczelnie kocem oraz kołdrą po czym całuje w czoło i każe tutaj na siebie zaczekać a sam kieruje się w stronę kuchni. Układam się wygodnie na sofie i owijam  jeszcze mocniej okryciem. Moim ciałem wstrząsają dreszcze a w gardle czuje niemiłosierne drapanie. To się załatwiłam. Nie ma co. Wiedziałam, że się w końcu doigram. Mała ilość snu i jedzenia doprowadziły do osłabienia organizmu. Nie wiem ile czasu minęło odkąd Harry mnie tu zostawił ale podejrzewam, że może jakieś 15 minut. Kiedy wrócił w rękach trzymał dwa kubki z parującym płynem a pod pachą trzymał termometr i jakieś opakowania. Postawił naczynia i leki na stoliku po czym podszedł do mnie z termometrem. Lecz zanim mi go jeszcze podał podniósł mi lekko głowę i usiadł w tamtym miejscu, położył sobie na kolanach poduszkę i położył na niej moją głowę. Podał mi termometr. Kiedy mu go oddałam po kilku minutach jego mina nie była za ciekawa.
- No mała, masz 39.1 stopni gorączki. Gdzieś ty się tak załatwiła? - chciałam coś powiedzieć ale znów mnie uciszył. 
- E e e - pokręcił delikatnie głową. Nie miałam nawet siły aby się z nim kłócić, po za tym i tak nie miałabym jak zważając na to, że z mojego gardła za każdym razem jak chcę coś powiedzieć wydobywa się jakiś niezidentyfikowany skrzek. Nachylił się lekko nade mną aby móc sięgnąć lekarstwa, które przyniósł. Kiedy już miał odpowiednią dawkę podniósł mnie lekko i posadził tak abym mogła połknąć i popić leki gorącą herbatą. Czułam jak ciepły płyn spływa mi po gardle. Po chwili z powrotem leżałam na jego kolanach a jego ręka wślizgnęła się pod moja koszulkę na brzuch i zaczęła go lekko masować. Skąd on wiedział, że właśnie tam mnie najbardziej boli ? Tak jak ostatnio jego dotyk zdziałał cuda i już po chwili moje ciało się odprężyło. Przymknęłam powieki i cicho zamruczałam z rozkoszy. Było mi tak dobrze. Dreszcze po jakimś czasie ustały lecz nadal było mi cholernie zimno. Harry jedną ręką masował mnie po brzuchu a drugą głaskał po głowie. To było miłe. Mimo iż znamy się od kilku dni zrobił dla mnie więcej niż ci których znałam przez całe życie. Jest przy mnie, opiekuje się mną, wspiera. Nie mam już mu nawet za złe tego, że nie chciał mnie wypuścić ze swojego mieszkania. Widocznie musiał mieć jakiś powód o którym nie chce mi powiedzieć. Rozumiem to. Jak będzie gotów to się otworzy przede mną. Po jakimś czasie zmieniliśmy miejsce przebywania. Harry zaniósł mnie na wpół śpiąca do mojej sypialni po czym rozebrał się do bokserek po czym wsunął się do łóżka obok mnie. Żadne z nas nic nie mówiło. Wystarczyła nam sama obecność drugiej osoby. Automatycznie przysunęłam się do jego gorącego ciała i ułożyłam swoją głową na jego piersi a rękę przerzuciłam przez jego klatkę piersiową. Ręce chłopaka oplotły moją talię i przysunęły jeszcze bliżej siebie. W dalszym ciągu gładził mnie po włosach a drugą ręką masował moje plecy aby było mi cieplej.  Wsłuchując się w miarowe bicie jego serca, oddałam się w objęcia Morfeusza.
~ ♥ ~

Rozdział krótki i pisany na szybko ale mam nadzieję, że Wam się spodoba.  :)
Mam także dla Was ważną informację. Notki będę starała się dodawać w co tydzień w piątek bądź sobotę ewentualnie niedzielę jeżeli nie będę mieć czasu wcześniej ;D

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!

PS. Wystarczy nawet jedna mała kropka w komentarzu i już będę mieć pewność, że są osoby, które czytają moje prace.

PS1. Chciałabym również podziękować osobom, które skomentowały poprzednie rozdziały. Dodałyście mi motywacji do dalszego pisania. DZIĘKUJE!

PS2. Liczę na Wasze szczere opinie ;P

Patiii ♥

niedziela, 5 kwietnia 2015

Rozdział 5 xx

~ ♥ ~ 


Rozdział z dedykacją dla osób, które poświęciły chwilę i skomentowały moje "wypociny" oraz za cierpliwość do mnie i mojego pisania ;D DZIĘKUJĘ ♥

PS. PRZECZYTAJ PROSZĘ NOTKĘ POD POSTEM! WAŻNE! 

~ ♥ ~

Znowu ten sam zaułek. Wiem co się zaraz stanie i nie mogę z tym nic zrobić. Jedyne co mogę robić to stać i patrzeć. Chcę się ruszyć, biec, uciekać, krzyczeć, cokolwiek ale nie mogę. Na talii nie czuje już dłoni Harry'ego i to mnie przeraża najbardziej. W oddali słyszę głosy. TE głosy. ONI są coraz bliżej mnie. Serce tłucze mi się w piersi, oddech przyśpiesza, staje się płytki i ciężki jakbym przebiegła co najmniej kilometr a tymczasem tylko stoję i się nie ruszam. Oni podchodzą bliżej i mogę zobaczyć częściowo ich twarz. Są niewyraźne. Z mojego gardła wydobywa się krzyk. Oni podchodzą do mnie i już maja mnie dotknąć gdy...
-MIRA! Miraaa! Obudź się mała! - słyszę i szybko otwieram oczy. Nad sobą widzę burzę brązowych loków i zielone oczy. Skądś je znam. I wtedy sobie przypominam. Harry. Mój Harry. Patrzę mu w oczy i próbuję się uspokoić. Rozglądam się po pokoju i widzę, że drzwi od pokoju są otwarte.
- Gdzie byłeś? - pytam cicho a mój głos jest zachrypnięty. Znowu przenoszę na niego wzrok. Harry nadal się nade mną pochyla i trzyma za ramiona.
- Wyszedłem na chwilę do kuchni. - mówi i siada  koło mnie ze zgiętymi nogami. Ja nadal leże. Mój oddech powoli się uspokaja. 
- Wszystko w porządku ? - pyta Loczek i kładzie się obok mnie. 
- Nie... - szepczę i aż sama się sobie dziwię, że nie płaczę. Kiedy przypominam sobie to wszystko aż się wzdrygam. Znowu zrobiło mi się zimno więc naciągam wyżej kołdrę na swoje ramiona. 
- Boje się. - mówię i patrzę w sufit. W pokoju świeci się tylko jedna mała lampka nocna. 
- Ja też się wystraszyłem jak usłyszałem twój krzyk. Wpadłem do pokoju a ty rzucałaś się po całym łóżku. To nie był miły widok. Od razu rzuciłem się w twoją stronę i unieruchomiłem cię bo bałem się, że sobie coś zrobisz. Na początku tylko krzyczałem twoje imię a kiedy to nie przynosiło rezultatu, zacząłem tobą potrząsać. Dopiero wtedy się obudziłaś. - powiedział to na jednym wydechu po czym odetchnął głęboko. Odwróciłam głowę w jego stronę. Nasze oczy się spotkały. 
- Przepraszam. - powiedziałam cicho nie spuszczając  swoich brązowych oczu z jego zielonych. Byliśmy tak od siebie różni a jednak coś nas do siebie przyciągało. Mimo, że poznaliśmy się zaledwie dwa dni temu czuję jakbym znała go od zawsze. Jest jedyną osobą, której zaufałam w tak krótkim czasie. Nawet Alex nie do końca zaufałam na początku naszej znajomości. Ona o tym wiedziała i nie winiła mnie za to. Na każdym kroku próbowała udowodnić mi, że mogę jej ufać, że nie zamierza mnie poniżyć, że nie zamierza być ze mną tylko na chwilę, że zamierza być ze mną już zawsze. Jest jedyną moją bliską osobą. Nie wiem ile tak jeszcze rozmyślałam o wszystkim co mi się do tej pory przytrafiło. O dobrych i złych rzeczach. O szczęśliwych momentach mojego życia i tych przeciwnych. O dziadkach, rodzicach... Po prostu o wszystkim. Harry się nie odzywał, nie przerywał mi moich rozmyślań. Leżał koło mnie w ciszy. Byłam mu za to wdzięczna. Musiałam sobie to wszystko uporządkować. Kiedy wspominałam dziadków, naszła mnie myśl aby odwiedzić ich na cmentarzu. Dawno tam nie byłam. Tak właściwie to nie byłam tam od ich pogrzebu. Nie mogłam się przełamać i tam od tak sobie pójść. To tak bardzo bolało, to że ich już przy mnie nie ma. Pójdę tam. Mimo, że to nadal boli, czuję, że jestem gotowa aby się z nimi zobaczyć. Żeby z nimi porozmawiać mimo tego, że nie mogą mi odpowiedzieć. Po prostu po to żeby poprowadzić najzwyklejszy na świecie monolog do nagrobka, żeby wyrzucić z siebie wszystko co mnie dręczy. Otrząsam się ze swoich myśli i patrzę na Harry'ego. Leży a oczy ma zamknięte a oddech równomierny. Śpi. Powoli i cicho, tak żeby go nie obudzić próbuje zejść z łóżka. Już mam spuszczać nogi na podłogę, gdy słyszę.
- Gdzie się wybierasz ? - odwraca się w moją stronę i wbija we mnie to swoje przenikliwe spojrzenie zielonych oczu.
- Chciałam iść do kuchni po coś do picia. - mówię i już mam wstać gdy coś ciągnie mnie od tyłu z powrotem na łóżku. Harry. 
- Ty tu zostajesz mała. Ja ci przyniosę coś do picia. Sok czy woda ? - pyta i puszcza mi oko. Myślałam, że on spał a tu takie zdziwienie.
- Sok. - wzdycham z rezygnacją. Nie mam siły się z nim kłócić o to, że sama mogę sobie przynieść picie. To i tak by nic nie dało. I tak postawiłby na swoim. Harry podnosi się z łóżka i znika za drzwiami. Ja w tym czasie sięgam po swój telefon, który leży na szafce i sprawdzam godzinę. 04:55. Mimo, że spałam całe popołudnie nadal jestem zmęczona i poszłabym spać. Ale nadal boje się. Ehh może jak teraz zasnę to już mi się to nie przyśni ?
Jak mówią "Nadzieja matką głupich". Cóż, może w takim razie jestem głupia bo mam taką nadzieje. Mam nadzieje, że będę spokojnie spać. Do pokoju wraca Harry. Zamyka drzwi, siada koło mnie i podaje mi szklankę soku jabłkowego.
- Dziękuje. - biorę łyk, potem kolejny i w końcu szklanka jest pusta. Odkładam ją na szafkę koło telefonu i kładę się na poduszce. Chłopak podąża w moje ślady i teraz oboje leżymy koło siebie. Harry obraca się do mnie plecami i chyba próbuje zasnąć. Chcę się do niego przytulić, poczuć się bezpiecznie w jego ramionach ale boje się o to zapytać. Po kilku kolejnych minutach ciszy i braku snu, przełamuje się i pytam go.
- Harry? Śpisz? - mówię cicho ale chyba mnie słyszy. 
- Nie śpię. - mruczy równie cicho co ja pod nosem. Nie odwraca się do mnie. 
- Harry, boje się. - mówię a zaraz potem pytam jeszcze ciszej niż wcześniej. - Mogę się do ciebie przytulić? - kiedy kończę to zdanie mam ochotę uciec stąd jak najdalej. On może nie mieć ochoty mnie przytulać i założę się, że już mu się znudziło takie niańczenie mnie. Mogłam zadzwonić po taksówkę i wrócić do domu. Czasu już nie cofnę ale zawsze mogę teraz wrócić. Jest już 05:30. Harry milczy.  Nie chcąc mu się już narzucać, podnoszę się z łóżka, biorę telefon i kieruję się w stronę drzwi. Otwieram je i wychodzę. Jak najciszej zamykam za sobą drzwi i idę do łazienki. Na krześle nadal leżą moje ciuchy więc je ubieram. Jest mi jeszcze trochę zimno więc zakładam bluzę Loczka w której wcześniej chodziłam. Ubrania Harry'ego składam i kładę na tym samym krześle co wcześniej leżały moje. Przeglądam się jeszcze tylko raz w lustrze i wychodzę z łazienki. Wchodząc do salonu rozglądam się za swoją torebką. Widzę ją na jednym z foteli. Podchodzę do niej i patrzę czy wszystko mam. Najdziwniejsze jest dla mnie to, że Harry mnie nie zatrzymał. Nie odezwał się, nie poszedł za mną. Wzdycham ciężko i idę do drzwi. Ubieram jeszcze tylko swoje buty i chcę wyjść ale kiedy naciskam klamkę, drzwi się nie otwierają. Zamknięte. W drzwiach nie ma kluczy. Rozglądam się w ich poszukiwaniu ale nie widzę. W moje oczy rzuca się za to małe pudełeczko z klawiszami ? Że co ? Drzwi na kod cyfrowy ? To są chyba jakieś żarty. Ja chcę stąd wyjść. Muszę stąd wyjść. Nie mogę tu zostać. Mogłabym wstukać jakiś przypadkowy ciąg cyfr ale jeżeli będzie zły to po trzecim razie włączy się alarm a tego nie chcę. I co ja mam teraz zrobić ? Nie pójdę do Harry'ego i nie poproszę aby otworzył mi drzwi. Mimo, że znam go bardzo krótko wiem, że tego nie zrobi. Wzdycham ciężko, odwracam się i zamieram. Przede mną stoi nie kto inny jak on. Harry stoi z nieodgadniętym wyrazem twarzy. Nie mówi nic tylko patrzy. Zaczynam się lekko bać. Nie wiem co mam robić, mówić. I czy cokolwiek z tych rzeczy zrobić...
- Gdzieś się wybierasz ? - syczy przez zęby nie spuszczając ze mnie swojego czujnego wzroku. 
- Ja... - nie wiem co mam mu powiedzieć.
- Co "ty" ? - pyta i robi krok w moją stronę. Jego wzrok jest groźny. Zaczynam się go trochę bać. Robię krok w tył. Nie mam pojęcia co mam zrobić. Oddech mi przyśpiesza i tak naprawdę jestem przerażona. Harry robi znowu krok w moją stronę a ja automatycznie się cofam. Jego wzrok pada na moje oczy i coś w jego postawie się zmienia. 
- Boisz się mnie ? - pyta a ja nieświadomie kiwam głową. Spuszczam głowę i patrzę na swoje buty. Milczymy. Po jakimś czasie czuje przyjemny dotyk na swojej brodzie. Moja głowa zostaje uniesiona do góry i jestem zmuszona patrzeć na Harry'ego. Jego zielone oczy wyrażają teraz masę uczuć Mimo, że nadal się go jeszcze trochę boje nie przeszkadza mi jego dłoń na moim policzku. Kiedy mam odwagę spojrzeć mu w oczy, słyszę.
- Przepraszam. Nie chciałem cię wystraszyć. Ja naprawdę nie chciałem. - pod koniec zdania głos mu lekko drży ale stara się to zatuszować. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć więc kiwnęłam tylko głową na zgodę. Stoimy i patrzymy sobie w oczy, jego ręka nadal gładzi mój policzek. Nie wiem ile tak stoimy ale przypomina mi się, że muszę iść na zajęcia. 
- Muszę iść. - mówię cicho ale nie robię żadnego ruchu. 
- Nie. - i wrócił tam ten Harry. Co z nim jest nie tak? Dopiero co mnie przepraszał a teraz... ehh nawet nie wiem jak mam to określić. 
- Wypuść mnie. Muszę iść inaczej spóźnię się do Studia. - powtarzam kolejny raz. Nic mi nie odpowiada tylko podchodzi jeszcze bliżej i nawet nie wiem kiedy a wiszę głową w dół przewieszona przez jego ramię. 
- Aaaa! Puść mnie! Harry, słyszysz?! Puszczaj! - krzyczę i zaczynam bić go po plecach. - Co z tobą jest nie tak ?! Wypuść mnie! - lecz mimo moich krzyków, okładania go po plecach on i tak szedł dalej. Weszliśmy do kuchni i Harry posadził mnie na krześle. Nie patrzył na mnie. Stanął do mnie tyłem i zapatrzył się na widok za oknem. W pomieszczeniu panowała wszechobecna cisza. I co ja mam teraz zrobić? Nie rozumiem go, jego zachować, humorków... Jest tak zmienny jak "baba w ciąży". Tylko takie stwierdzenie przychodzi mi na myśl jako określenie jego zachowań. Ta cisza jest coraz bardziej uciążliwa. Jest już 6.30 i jeżeli mam wrócić po swoje auto, pojechać na chwile do domu i zdążyć na zajęcia to muszę już wyjść. Najciszej jak potrafię schodzę z krzesła i podchodzę do chłopaka. Staję za nim i kładę mi delikatnie dłoń na ramieniu. Kiedy moja dłoń zetknęła się z jego ramieniem, Harry lekko się spiął i obrócił głowę w moją stronę. Gdy spojrzałam w jego oczy, coś we mnie pękło... Te ciepłe i radosne oczy, które patrzyły na mnie jeszcze nie tak dawno teraz są smutne i widać w nich najprawdziwszy ból. Jeju i co ja mam teraz zrobić? Nigdy nie byłam w takiej sytuacji... Wygląda teraz jak takie małe, skrzywdzone dziecko. Nie chcę żeby taki był, chcę żeby się uśmiechał, śmiał, żeby był radosny, opiekuńczy tak jak wcześniej. I zastanawia mnie dlaczego nie chce mnie puścić, przecież ja chcę pojechać tylko na zajęcia, nie uciekam bóg jeden wie gdzie. Nie. Muszę się trochę odprężyć i przestać choć na chwile o wszystkim myśleć. A jedynym sposobem abym mogła tego dokonać jest taniec. Tak więc muszę jechać do studia. Nie mam takich zwykłych zajęć, ja tak naprawdę tą szkołę ukończyłam już rok temu lecz nadal uczęszczam a czasami nawet prowadzę zajęcia. Tak naprawdę idę tam tylko wtedy gdy potrzebuje o wszystkim zapomnieć. To jest mój azyl. Skoro Harry nie chce mnie puścić to może...
- Harry ? - chłopak podczas mojej wewnętrznej walki odwrócił wzrok i znów zapatrzył się przez okno. W tej chwili jednak odwrócił swoją głowę i kiwnął lekko głową na znak, że słucha.
- A może poszedłbyś tam ze mną? - dopiero teraz zdałam sobie jak to może idiotycznie brzmieć. Ale już za późno żeby to odkręcić. Jego oczy lekko się powiększyły i otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć lecz po chwili je zamknął i znowu otworzył. Wyglądał trochę jak taka ryba wyjęta z wody. Kiedy myślałam już, że nie odpowie on się odezwał.
- Ja ? A po co ja tam ? - zapytał i lekko się uśmiechnął. Ugh, no naprawdę, jak baba w ciąży.
- Nie, Kubuś Puchatek! - sarkastyczny ton mi nawet pasuje. 
- Nie wiedziałem, że jestem Kubusiem Puchatkiem. - Do niego ten sarkazm lepiej pasuje. 
- To już wiesz. To jak? Idziesz ze mną czy wypuścisz mnie samą ? Wiesz, wyszłabym sama gdyby pewien osobnik zamiast klucza do drzwi ma ciąg cyferek. - w ostatnie zdanie dałam tyle ironii na ile było mnie stać. Harry uśmiechnął się sarkastycznie a ja odwzajemniłam ten uśmiech. Co z nami jest nie tak? Dopiero się do siebie nie odzywaliśmy, on na mnie warczał, ja się go trochę bałam i nie wiedziałam co mam powiedzieć a teraz prowadzimy "normalną" rozmowę, jeżeli takowa rozmowę można nazwać normalną i uśmiechamy się, a ja jeszcze do tego nic z tego nie rozumiem. Nie rozumiem jego zachować, zmian nastroju. I mówią, że to my kobiety jesteśmy skomplikowane. A weź tu zrozum takiego Harry'ego. 
-To jak? Wypuścisz mnie ? - jest już prawie 7 a ja o 8 muszę być w studiu.
- Hmm zastanówmy się. Samej cie nie puszczę. A jechać z tobą i nudzić się tam jakoś mi się nie chce. - odpowiada a we mnie gotuje się gniew.
- Masz.Mnie.W.Tej.Chwili.Wypuścić. Nie obchodzi mnie co ci się chce a co nie. Ja.Muszę.Tam.Dzisiaj.Być.I.Już! Więc albo mnie wypuścisz teraz albo ja znajdę sposób aby się stąd wydostać. - na niektóre zdania daje szczególny nacisk aby wyartykułować mu ich znaczenie. Patrzy na mnie i uśmiecha się po czym odpowiada. 
- Nie. - tylko tyle i wychodzi z kuchni. Sam tego chciałeś Styles. Ze mną się nie zadziera. Jeżeli chcę wyjść to wyjdę. Szybko biorę telefon i piszę sms'a do Alex.

Do: Alex xx

Hej młoda, daj
mi nr do Louisa.
Pliss to ważne.
Później ci wszystko
opowiem xx

Klikam wyślij i nie muszę długo czekać na odpowiedź. 

Od: Alex xx

Louis jest ze mną
i mówi, żebyś napisała
co chcesz bo on zostawił
telefon w domu xx
Czekam na opowieśc ;*

Do: Alex xx

Niech poda mi 
kod do drzwi 
wyjściowych w domu 
Harry'ego. Nie pytaj czemu.
później opowiem xx

Od: Alex xx

Kod: 201097
Proszę ale jakby co
nie masz go ode mnie. 
~ Lou xx

Ha. Mówiłam, że wydostanę się stąd.  Jeszcze raz powtarzam sobie w myślach kod i kiedy jestem pewna, że go pamiętam i chcę schować telefon do kieszeni on zaczyna wibrować. Sms.

Od: Alex xx
Zapomniałbym ;)
Kod do windy jest taki
sam jak do drzwi xx
Powodzenia w uciekaniu
z twierdzy smoka ;P
~ Lou xx

Twierdzy smoka ? Haha gorszego określenia w życiu nie słyszałam. Ale Lou to Lou. Harry'ego nigdzie nie ma. Idę do salonu i dopiero teraz słyszę dlaczego go nie ma. Z łazienki dochodzi odgłos prysznica. Kąpie się. Tak. To moja szansa. Szybko podbiegam do drzwi i wbijam kod na klawiaturze. Zamek klika i drzwi są otwarte. Szybko wychodzę i podbiegam do windy. Znów wbijam kod i winda się otwiera. Wbiegam do środka i wciskam przycisk "hol parter". Kiedy drzwi się zasuwają wypuszczam wstrzymywane powietrze. Czuję się jakbym uciekała przed jakimś przestępcą a tak naprawdę uciekam tylko przed Harrym. Oddycham głęboko i spoglądam na godzinę. Jest 7:05. Może zdążę, najwyżej odpuszczę sobie pierwszą godzinę zajęć i pójdę dopiero na drugie. Kiedy wychodzę z windy kamerdyner dziwnie się na mnie patrzy. Przyśpieszam kroku i szybko wychodzę z budynku. Idę w kierunku metra i akurat zdążam na to połączenie, którym muszę dojechać pod klub. Kiedy docieram pod klub jest już 7:30. Jak nic nie zdążę na 8:00 dojechać do studia. Idę w stronę swojego auta. Po drodze wyciągam tylko kluczyki od auta będąc już przy moim audi otwieram je i szybko wsiadam. Odpalam i włączam się do ruchu kierując się w stronę swojej posiadłości. Droga zajmuje mi kolejne 20 minut czasu i gdy parkuje pod domem jest już za dziesięć ósma. Jak najszybciej otwieram drzwi i od razu kieruję się do łazienki. Zrzucam z siebie ciuchy i wskakuje pod prysznic.

~ Harry xx

Szybko wychodzę z kuchni i kieruję się do łazienki. Muszę wziąć prysznic. Kiedy gorąca woda spływa po moim ciele, od razu się rozluźniam. Nie wiem co się ze mną dzieje. Od kiedy poznałem Mirę zacząłem się dziwnie zachowywać i nawet ja to zauważyłem. Mimo iż znam ją dopiero te dwa dni, czuje jakbym znał ją dużo dłużej. Muszę zmienić swoje zachowanie wobec niej, zachowałem się jak jakiś zaborczy i zazdrosny facet. A my nawet nie jesteśmy razem. A może to przez to co jej się przytrafiło ? To prawda, chcę ją chronić ale nie wiem czym się kierowałem kiedy nie chciałem jej wypuścić z mieszkania. Ona chciała jechać tylko na te swoje zajęcia. Woda spływa mi po oczach i twarzy ale nie zwracam na to uwagi. Może się utopie? Na tę myśl lekko się uśmiecham i kręcę głową. Muszę ją przeprosić. Że jak ? Przecież ja nigdy nie przepraszam. Nigdy! Ja chyba wariuje. Harry Styles i przeprosiny ? Dobre sobie... Szybko się myję i wychodzę z pod prysznica. 
Ubieram się i wychodzę z łazienki. 

Muszę znaleźć Mirę. Nie mogę jej tu przecież więzić. Wchodzę do salonu ale jej tu nie ma, idę do kuchni ale tu też ani śladu  po niej. 
- Mira! - wołam ale odpowiada mi cisza. Idę szybko do sypialni ale tam też jest pusto. Idę do drzwi i łapie za klamkę. Otwarte. 
- Cholera. - klne cicho pod nosem i szybko wybiegam z domu. Zamykam jeszcze tylko drzwi, tym razem kluczem i biegnę w stronę windy. Wciskam przycisk przywołujący i nie muszę długo czekać a winda stoi przede mną otworem. Wchodzę i wciskam przycisk przy którym pisze: hol parter. Winda się zamyka i już po chwili jestem w holu. Szybko wychodzę z budynku i kieruję się w stronę swojego auta. Wsiadam i włączam się do ruchu. Droga pod klub zajmuje mi 10 minut. Kiedy już jestem na miejscu widzę, że jej auta które wczoraj tu zostawiła nie ma. Parkuje i wysiadam z auta. Patrze na godzinę i stwierdzam, że chłopcy powinni już być. Dzisiaj mają przywieść nową dostawę i musi być jeden z nas. Jednak na wszelki wypadem biorę swoje klucze. Szybkim krokiem kieruję się do wejścia. Naciskam na klamkę i drzwi się otwierają. Czyli jednak się nie myliłem. Wchodzę i krzyczę. 
- Siema chłopaki. - po chwili już widzę Louisa i Liama, którzy siedzą przy barze i coś piją a Lou dodatkowo przegląda jakieś papiery.
- Siema stary. - mówi Liam i podaje mi dłoń. Ściskam ją i z Louisem robię to samo. Siadam z nimi i pytam. 
- Co tam sprawdzasz Tommo? 
- Przeglądam wydatki i dochody klubu. I muszę ci powiedzieć, że jest więcej wydatków niż ostatnio ale dochody także się dużo zwiększyły. Bardzo dużo. - na ostatnie daje duży akcent i uśmiecha się szeroko.  
- Dużo czyli ile ? - pytam i wstaję ze stołka aby zrobić sobie coś do picia. 
- O 15 tysięcy w ciągu tego miesiąca. Czyli jeżeli dobrze pójdzie to w tym miesiącu zarobimy po 40 tysięcy na każdego. - odpowiada i uśmiecha się dumnie. - A i na piątek mamy wynajęte dwie sale. Jakiś koleś dzisiaj dzwonił i bardzo nalegał. Tłumaczyłem mu, że nie wynajmujemy sal ale kiedy podał cenę jaką jest w stanie zapłacić za te dwie to od razu się zgodziłem. - mówi podekscytowany. 
- Ile ? - pytam. Zupełnie zapomniałem po co w ogóle wyszedłem z domu i przyjechałem tu. Interesy są teraz ważniejsze.
- 30 tysięcy razem z alkoholem i dwoma barmankami. 
- Dużo. Tylko, że nie mamy żadnych wolnych kelnerek. Ann zostaje tutaj, Beth i Kat tak samo czyli w sumie zostają Kira i Kate. W takim razie trzeba zadzwonić do Kiry i Kate bo o ile dobrze pamiętam to piątek mają wolny. Louis zajmij się tym, jakoś nie mam teraz na to czasu. - mówię i dopijam wodę, którą sobie nalałem. 
- A właśnie Harry, co to za laska, z którą spędziłeś wczoraj popołudnie i wieczór? - pyta Liam a mi od razu przed oczami staje obraz Miry. Cholera. Louis tak mnie zagadał, że zapomniałem po co tu przyjechałem. Mam przecież dzisiaj wolne. Choć w sumie ja zawsze mam wolne. 
- No właśnie. - Lou podłapał temat. - Po co Mirze był kod do twoich drzwi ? O cholera, właśnie się wkopałem. - Och Louis, wkopałeś się i to bardzo. 
- Hmm może dlatego Tommo, że nie chciałem jej wypuścić? - odpowiedziałem z sarkazmem i na moją twarz wpłynął ironiczny uśmieszek.
- Tego to się domyśliłem ale dlaczego? - dopytywał. Nie odpowiedziałem mu. Sam nie wiem dlaczego to zrobiłem.
- Pamiętasz co stało się ostatnim razem, kiedy tak się zachowywałeś? - tym razem to Liam zadaje pytanie. - Zaczynało się tak samo a ty nawet o tym nie wiedziałeś. - kiedy nie widzi żadnej reakcji z mojej strony kontynuuje. 
- Znowu chcesz przeżywać to samo? Chcesz żeby to się skończyło zanim na dobre się zacznie ? Naprawdę chcesz tego?Chcesz skrzywdzić w ten sposób kolejną dziewczynę? Myślałem, że już przez to przeszedłeś i nie będziesz znowu tego robił ale widzę, że się myliłem. - Liam zaczął swój wywód. Ja o tym doskonale wiedziałem ale wtedy to nie była tylko moja wina. To była po części JEJ wina. Muszę się bronić.
- Wtedy to nie była tylko moja wina. To przez NIĄ jestem teraz taki a nie inny. To przez NIĄ musiałem się znowu zmienić tylko, że na lepsze. Staram się ale kiedy jestem przy Mirze, nie zawsze mogę się pohamować. Jest mi naprawdę ciężko. Dopiero przy niej poczułem ten dziwny spokój, który towarzyszył mi kiedyś przy NIEJ. Nie zakochałem się w Mirze, co to, to nie. Po prostu ona ma na mnie dziwny wpływ... A jeszcze po tym co jej się przytrafiło, mam nieodpartą chęć chronienia jej. Nie umiem tego wytłumaczyć. Sam nie rozumiem tego. To jest strasznie pogmatwane. - kończę swoją wypowiedź i przecieram twarz ręką. 
- Co zamierzasz teraz zrobić ? - pyta Lou i patrzy na mnie porozumiewawczo. Czyżby wiedział o czym mówiłem z tym przytrafieniem? Możliwe, w końcu spędził ostatnio dużo czasu z Alex. Pewnie mu powiedziała. 
- Muszę ją znaleźć i to wyjaśnić. - mówię i wzdycham ciężko. To będzie trudne. 
- Zamierzasz jej powiedzieć o Ninie ? - Na dźwięk jej imienia natychmiastowo się spinam.
- Nie wypowiadaj przy mnie JEJ imienia. - cedzę przez zęby i patrzę na niego groźnie. 
- Okey, sorry. A wracając do mojego pytania, powiesz o NIEJ Mirze ? - Odpowiada Li i uśmiecha się przepraszająco. 
- Teraz nie. Może kiedyś. -mówię cicho i zwracam się do Louisa. - Znasz może jej adres? Albo chociaż adres tego studia do którego chodzi razem z Alex ? 
- Znam oba te adresy. Lex mi podała bo mam ją odebrać o 13 z zajęć. - uśmiecha się na to i patrzy na nas. Jego oczy się błyszczą. Coś tu się kroi tylko nie wiem jeszcze co ale się dowiem. Prędzej czy później Louis się wygada. A wracając do tematu naszej rozmowy. Spoglądam na telefon i stwierdzam, że jest 8:00. Cholera! Nie wytrzymam do 13:00. Muszę się czymś zająć bo inaczej chyba oszaleje. Chociaż równie dobrze mógłbym pojechać do domu Miry tylko, nie mam pewności, że ona nie jest już na zajęciach. Wzdycham ciężko i nic nie mówiąc idę na zaplecze. Przydałoby tam się zrobić porządek. Wszędzie jest pełno porozwalanych butelek, niepoustawianych skrzynek i masę kurzu. Muszę się czymś zająć do czasu aż pojadę z Louisem do studia a to będzie najlepsza rzecz jaką teraz zrobię. 

~ Mira xx

Po szybkim prysznicu zawinięta w ręcznik biegnę do garderoby po jakieś ubrania. 



Ubrana szybko kieruję się z powrotem do łazienki. Nakładam lekko makijaż i idę do swojego pokoju aby wziąć torebkę i zapakować i torbę na zajęcia. Upewniwszy się, że wszystko mam zbiegam do kuchni i łapie w rękę jabłko. Patrzę na zegar i stwierdzam, że jest 8:30 czyli mam pół godziny. Biorę klucze i wychodzę z domu. Jazda zajmuje mi 20 minut czyli mam jeszcze 10 aby się przygotować. Wchodzę do środka i od razu kieruję się do szatni. Kiedy wchodzę do środka Alex już tam jest. Siedzi przebrana i patrzy na swój telefon. Kiedy podchodzę do niej podnosi głowę, wstaje i rzuca się na mnie. 
- Wszystko w porządku ? - pyta i odsuwa się ode mnie aby móc zeskanować mnie spojrzeniem z góry na dół. 
- Tak. Jest ok. - odpowiadam i uśmiecham się szeroko. 
- Na pewno ? Nie wyglądasz dobrze. - stwierdza i przygląda mi się badawczo. Faktycznie, nie wyglądam dobrze ale to dlatego, że się nie wyspałam a potem jeszcze ta kłótnia z Harry'm. Nie mogę teraz o tym myśleć, nie chcę teraz o tym myśleć. 
- Na pewno. A teraz muszę się przebrać bo za 5 minut mamy zajęcia. - mówię i posyłam jej szeroki uśmiech. Odwzajemnia go siada z powrotem na ławce czekając na mnie. Szybko się przebieram i związuje włosy w kitkę. 

(bez słuchawek i różowej bokserki)

Lex jest ubrana podobnie do mnie.




Bierzemy jeszcze tylko wodę i idziemy na sale. Kiedy wchodzimy wszystkie rozmowy cichną ale jesteśmy do tego przyzwyczajone. Podchodzimy do naszego stałego miejsca i odkładamy butelki z woda na parapet. Telefon, który mam w kieszeni również tam kładę. Jest 9:00 czyli Pani Jonson powinna już tu być. Dziwne. Może się spóźni. Ale kiedy jest już prawie piętnaście po dziewiątej a jej dalej nie ma patrzę na Alex porozumiewawczo i łapiąc swoje rzeczy idziemy na początek sali gdzie stoi wieża muzyczna i kładziemy koło niej swoje rzeczy. Biorę pilot do ręki i wychodzę na środek. Nie robię tego pierwszy raz. Ogólnie rzecz biorąc nie jestem tutaj uczniem. Razem z Alex w końcu skończyłyśmy Akademie lecz patrząc na nasze zdolności dostałyśmy pozwolenie aby dalej uczęszczać do studia i w razie potrzeby pomagać lub zastępować nauczycieli. 
- Jak widać Pani Jonson się chyba nie pojawi dlatego zaczniemy już dzisiaj pracować nad układami do przedstawienia, które odbędzie się za dwa miesiące. - mówię i patrzę po wszystkich zebranych tu osobach. Kiedy nie widzę ani nie słyszę sprzeciwu mówię dalej. 
- Jako, że jesteście grupą zaawansowaną czyli krótko mówiąc jesteście najlepsi liczę na wasze ciekawe pomysły co do układów i wyboru piosenek. I o ile dobrze wiem to spora część z was także potrafi pięknie śpiewać, tak ? - pytam i uśmiecham się do nich. O tak. Jestem w swoim żywiole. Uwielbiam to robić 
- Ma może ktoś plan zajęć przy sobie? Dzisiaj macie tylko zajęcia taneczne czy także inne ? 
- Tylko taneczne. - odpowiada mi Lesie i uśmiecha się. 
- Dobrze, w takim razie nie stójcie tak tylko usiądźcie ponieważ najpierw trzeba wymyślić temat przewodni musicalu oraz dobrać odpowiednią muzykę co wcale nie jest takie łatwe. - mówię i podchodzę do szafki w rogu sali skąd ze swojej półki wyciągam ołówek, kartkę i podkładkę. Tak, jestem przygotowana w końcu to mi przypadła organizacja tego przedsięwzięcia zresztą jak co roku. Siadam po turecku na podłodze naprzeciwko całej grupy a Alex siada koło mnie. Tak, ona została wytyczona mi do pomocy a nawet jeśli by tak nie było i tak by mi pomagała. Zawsze to robi. I nie mówię tu tylko o przedstawieniu. 
- Okey, - mówię, kiedy już wszyscy siedzą naprzeciwko mnie. - Macie jakieś pomysły ? Nic ? Serio ? - pytam i wzdycham ciężko. Naprawdę trudno będzie mi z nimi pracować skoro nie chcą nic robić. - Skoro nie macie ŻADNYCH pomysłów - daję szczególny nacisk na jedno słowo - to tematem przewodnim będzie: miłość i pasja, muzyka, taniec. - usłyszałam tylko pomruki. Zaczynało mnie to wkurzać. Lexi miała chyba podobne odczucia bo wyraz jej twarzy był gniewny. 
- Odpowiada wszystkim ? - pytam a kiedy znów słyszę tylko lekkie pomruki aprobaty szlak mnie trafia.  - Wiem, że za mną nie przepadacie i wiem dlaczego ale to nie oznacza, że macie nie pracować. Nie chcecie nic przygotowywać teraz to skończymy to i zaczniemy ćwiczyć ale bądźcie pewni, że dam wam taki wycisk przed te najbliższe 3 godziny, że będziecie ledwo stać na nogach. A do tego przekaże wszystko Pani Jonson i u niej też nie będziecie mieć za ciekawie, więc teraz zacznijcie pracować i podajcie mi tytuły piosenek związane z tematem przewodnim. - kiedy skończyła krzyczeć trochę się uspokoiłam. I wystarczył mój wybuch aby zaczęli coś robić. Już po 10 minutach miałam całą listę różnych piosenek. Kiedy ja przeglądałam jeszcze raz wszystkie tytuły Lex poszła do szatni po mojego laptopa, którego wzięłam dzisiaj ze sobą. Podaje mi go. Włączam go. 
- Dobra, od której piosenki chcecie zacząć? - pyta Lex a ja w tym czasie włączam internet oraz podłączam laptopa do wieży. 
- Może "Love Me Like You Do" Ellie Goulding ? - uśmiecham się słysząc tytuł mojej i Lex ulubionej piosenki. Patrzę na nią a ona patrzy na mnie porozumiewawczo. Ta piosenka jest nasza. Wszyscy się zgadzają więc teraz potrzebne nam będzie jeszcze tylko kilka mikrofonów.
- Dobra, to najpierw trzeba was odpowiednio ustawić ale to za chwile. Teraz mi powiedzcie kto z was śpiewa. - o dziwo wszyscy podnoszą ręce. Uśmiecham się jeszcze szerzej i patrzę na Alex. Ma taka samą minę jak ja. 
- Matt biegnij szybko do sali muzycznej i weź 20 mikrofonów tylko tych na głowę. - mówię do chłopaka, który stoi najbliżej mnie a ten uśmiecha się tylko i wybiega z klasy. Wraca po 5 minutach z pudełkiem. Odbieram je od niego i kładę koło laptopa. - Tą piosenką rozpoczniemy występ. I od razu mówię, skoro wszyscy tutaj będą coś śpiewać. Pierwszą piosenkę będziemy śpiewać ja z Alex ale wy także. No dobrze to może zacznijmy bo jest już po dziesiątej a tą jedna chociaż piosenkę chciałabym przećwiczyć. - mówię i podaje każdemu mikrofon. Podłączam je jeszcze tylko żeby współgrały z głośnikami i możemy zaczynać. 
- O ile dobrze pamiętam to niedawno ćwiczyliście jakiś układ do tej piosenki więc wykorzystamy go jako podstawę i w razie potrzeby zmienimy niektóre kroki. Ustawcie się. Najpierw przećwiczymy sam układ. - włączam muzykę i zaczynamy.


Po godzinie tańczenia robimy mała przerwę. Patrzę na godzinę i stwierdzam, że jest przed dwunastą. Jeszcze tylko godzina. 
- Dobra, koniec przerwy. Teraz zaczniemy ze śpiewem. Każdy zapoznał się już po kim wchodzi i co śpiewa oraz zna tekst ? - pytam i patrzę na ich twarze. Wszyscy kiwają głową więc znów włączam muzykę i zaczynamy. 
Zaczynam śpiewać.

~ You're the light, you're the night
You're the color of my blood
You're the cure, you're the pain
You're the only thing I wanna touchNever knew that it could mean so much, so much
Follow me to the dark
Let me take you past our satellites
You can see the world you brought to life, to life
Touch me like you do, to-to-touch me like you do
What are you waiting for?




Lex:
~You're the fear, I don't care
'Cause I've never been so high

Razem:
So love me like you do, lo-lo-love me like you do
Love me like you do, lo-lo-love me like you do

Ja:
~Fading in, fading out
On the edge of paradise
Every inch of your skin is a holy Grail I've got to find
Only you can set my heart on fire, on fire
Yeah, I'll let you set the pace
'Cause I'm not thinking straight
My head spinning around I can't see clear no more
What are you waiting for?

Wszyscy razem:

Love me like you do, lo-lo-love me like you do(like you do)
Love me like you do, lo-lo-love me like you do
Touch me like you do, to-to-touch me like you do
What are you waiting for?

Love me like you do, lo-lo-love me like you do (like you do)
Love me like you do, lo-lo-love me like you do (yeah)
Touch me like you do, to-to-touch me like you do
What are you waiting for?

Lex:
I'll let you set the pace
'Cause I'm not thinking straight
My head spinning around I can't see clear no more
What are you waiting for?

Razem:
Love me like you do, lo-lo-love me like you do (like you do)
Love me like you do, lo-lo-love me like you do (yeah)
Touch me like you do, to-to-touch me like you do
What are you waiting for?

Ja:
Love me like you do, lo-lo-love me like you do (like you do)
Love me like you do, lo-lo-love me like you do (yeah)
Touch me like you do, to-to-touch me like you do
What are you waiting for?



Kiedy kończymy wszyscy zaczynają klaskać i się uśmiechać. Wyszło nam to nawet dobrze. Rzucam się Lexi na szyję i obię się śmiejemy. Robimy chwile przerwy i znowu zaczynamy. Zostało nam 15 minut. Włączam melodie i znowu zaczynamy. Ty razem wychodzi nam to jeszcze lepiej. 


~ Harry xx

Kiedy kończę sprzątać jest po dwunastej. W klubie jestem już tylko z Louisem bo Liam musiał iść do pracy. Dostawa przyjechała już jakieś półtorej godziny temu więc mamy resztę dnia wolne. No jeszcze tylko wieczorem musimy przyjechać i otworzyć klub, ponieważ żadna z barmanek nie ma klucza. Taki środek ostrożności. Zresztą znając Zayna i Perrie będą tu przez całą noc się bawić więc oni otworzą. Wychodzę z zaplecza i widzę Louisa, który dalej siedzi i przegląda papiery. Jezu, że mu się jeszcze nie znudziły te cyferki. Staję za ladą i nalewam sobie wody. Louis podnosi głowę i patrzy na mnie. 
- Gotowy ? - pyta i zaczyna składać te papierzyska. 
- Taa, możemy jechać. - mówię i odkładam szklankę do zmywarki, która stoi pod ladą. Zresztą jest tam ich więcej niż jedna. Są wyciszone i podczas imprez ich nie słychać. Wychodzimy i Louis zamyka drzwi. Każdy idzie do swojego auta. Lou jedzie pierwszy. Po jakichś 15 minutach bardzo szybkiej jazdy jesteśmy na miejscu. Wchodzę za Louisem do środka. Prowadzi mnie jakimś korytarzem aż do moich uszy dobiega jakaś melodia. Stajemy w drzwiach i wtedy ją widzę. Stoi na samym przodzie i tańczy. Lexi tańczy koło niej i śpiewa. Ciekawe czy Mira też śpiewa. Przyglądam jej się dokładniej i wtedy zauważam mikrofon. A więc jednak. Lex kończy swoją zwrotkę i zaczynają śpiewać we dwie więc nie mogę dokładnie przysłuchać się jej głosowi. Po chwili Lex odłącza się i Mira śpiewa sama. Stoję jak oniemiały. Ma piękny głos. Śpiewa ja anioł. Kończy śpiewać i melodia cichnie. Patrzę na Lou i stwierdzam, że ma taką samą minę jak ja tylko, że on ją ma na twarzy trochę dłużej. A dokładniej odkąd Lex skończyła śpiewać. Zaczynamy z Lou klaskać i od razu wzrok wszystkich spoczywa na nas.

~ Mira xx

Kończę ostatnią zwrotkę i uśmiecham się do siebie. Kocham to robić. Melodia kończy się równo z naszym tańcem. Ściągam mikrofon i już mam zamiar coś powiedzieć gdy słyszę odgłos oklasków od strony drzwi. Razem z Lex patrzymy w tamtą stronę a nasze reakcje są całkowicie odmienne. Moja przyjaciółka uśmiecha się i szybko podbiega do Louisa po czym rzuca mu się na szyję. Dziwne. Czyżby oni coś razem? Wypytam ją o to później. Ja z kolei stoję jak skamieniała i tylko patrzę Harry'emu w oczy. Po chwili opamiętuje się i mówię do grupy, że na dzisiaj koniec. Każdy zbiera swoje rzeczy i wychodzi. Zostaje tylko nasza czwórka.Wchodzą do sali ale ja nie patrzę na nich. Zaczynają rozmawiać. Odwracam się i podchodzę do laptopa aby go wyłączyć. Ściągam mikrofon i odkładam go do pudełka wcześniej odłączając go od głośników. Czuję na sobie czyjś wzrok ale nie odwracam się aby spojrzeć do kogo on należy. Dobrze wiem kogo on jest. Chowam wszystkie swoje rzeczy do torby z laptopem i podnoszę się upewniając, że wszystko jest na swoim miejscu. Nie chcę jeszcze wracać do domu, zresztą muszę wymyślić inne układy i odprężyć się a to jest najlepsza czynność abym to osiągnęła. Taniec i śpiew. Patrzę na telefon i stwierdzam, że jest 13:00. Czyli ogólnie mam sale do swojej dyspozycji jeszcze przez jakieś 6 godzin. Sprzątaczka przychodzi dopiero o 19:00 a ja i tak mam klucze do tylnego wejścia do studia. Czemu ? Zasługa mojego "tatusia" kiedy jeszcze było ze mną źle. Potrafiłam przesiadywać tu do późnej nocy i tańczyć. Dopiero po jakimś czasie doszedł śpiew. Wszyscy chyba zapomnieli, że mam ten klucz. Nie muszę się długo zastanawiać. Zostanę tu jeszcze trochę. Musze się odstresować. Odkładam torbę z powrotem na poprzednie miejsce i wyjmuje laptopa. Znów go włączam i podłączam do reszty sprzętu. Reszta dalej rozmawia. Wyjmuje jeszcze tylko jeden mikrofon po czym podnoszę się i wychodzę z sali aby odnieść resztę i przynieść sobie keyboard. To też mi pomaga. Uwielbiam grać na pianinie tak jak uwielbiam śpiewać i tańczyć. To jest moja odskocznia od codziennych problemów. Wracam po 10 minutach i odkładam to co przyniosłam w rogu sali. Tamci chyba nawet nie zauważyli mojego wyjścia. Ale to dobrze. Spoglądam na Alex. Jest wesoła i uśmiechnięta tak samo jak Lou. Mimowolnie na moje usta wkrada się mały uśmieszek. Podchodzę do komputera i wpisuję hasło aby się włączył. Zaczynam przeglądać swoją playlistę i w końcu wybieram jedną z moich ulubionych piosenek Martiny Stoessel* "Libre Soy". Jest po hiszpańsku ale na szczęście znam ten język bardzo dobrze. W końcu każde wakacje spędzam w Madrycie lub ewentualnie w Buenos Aires w Argentynie. Wkładam jeszcze tylko mikrofon i jestem gotowa. Odwracam się a reszta patrzy się na mnie jakbym zabiła im matkę. Serio. 
- Co ty robisz Ir ? - pyta Lex i podchodzi do mnie.
- A nie widać ? Na co ci to wygląda ? - pytam i podchodzę do sprzętu i włączam go. Kiedy nie odpowiada mówię.
- Zamierzam jeszcze trochę tu zostać i poćwiczyć. 
- Nie masz jeszcze dosyć ? - pyta i uśmiecha się wesoło do mnie. 
- Nie. Dla mnie taniec to sposób na odpoczynek. - odpowiadam i włączam podkład muzyczny. Staję na środku sali i zaczynam tańczyć a po chwili dokładam także śpiew. Nie obchodzi mnie to czy oni wyszli czy zostali. Dla mnie ważne są teraz kroki, melodia i słowa. Nic więcej. 

Włacz xx

~La nieve pinta la montaña hoyNo hay huellas que seguirLa soledad un reino y la reina vive en míEl viento ruge y hay tormenta en mi interiorUna tempestad que de mí salióLo que hay en ti, no dejes verBuena chica tú siempre debes serNo has de abrir tu corazónPues ya se abrióLibre soy, libre soyNo puedo ocultarlo másLibre soy, libre soyLibertad sin vuelta atrásY firme así me quedo aquíLibre soy, libre soyEl frío es parte también de míMirando a la distancia, pequeño todo esY los miedos que me ataban muy lejos los dejéLejanía me haces bien, ya puedo respirarLo sé a todo renuncié, pero al fin me siento en paz
Libre soy, libre soy
No puedo ocultarlo más
Libre soy, libre soy
Libertad sin vuelta atrás
Y firme así me quedo aquí
Libre soy, libre soy
El frío es parte también de mí

Fuerte, fría, escogí esta vida
No me sigas, atrás está el pasado
Nieve lo cubrió
Libre soy, libre soy
No puedo ocultarlo más 

Libre soy, libre soy
Libertad sin vuelta atrás
Y firme así me quedo aquí
Libre soy, libre soy
El frío es parte también de mí
Libre soy, libre soy

Libertad

Libre soy, libre soy


Kiedy kończę zauważam, że w sali nie ma nikogo oprócz mnie i Harry'ego. Ten jak gdyby nigdy nic siedzi sobie na parapecie ze zgiętymi nogami w kolanach i obserwuje mnie. Nic nie mówi i ja też nie zamierzam. Biorę łyk wody i włączam kolejną piosenkę. Tym razem mój wybór pada na Faydee "Can't let go" . Kolejna piosenka którą kocham . 

Włącz xx


Can’t can’t can’t go  - Nie potrafię, nie potrafię, nie potrafię odejśćCan’t can’t can’t go  Nie potrafię, nie potrafię, nie potrafię odejśćCan’t can’t can’t go  - Nie potrafię, nie potrafię, nie potrafię odejśćCan’t can’t can’t go  - Nie potrafię, nie potrafię, nie potrafię odejść

Kiedy mam zacząć śpiewać koleją zwrotkę słyszę tekst ale to nie ja śpiewam. To Harry.


Can’t live a day without you baby  - Nie potrafię przeżyć dnia bez ciebie, kochanieOh no… - oh nie...If you’re not here I don’t know what I’m living for - Jeśli cię tu nie ma nie wiem po co żyjęYou stared right in my eyes and said - Spojrzałaś prosto w moje oczy i powiedziałaśGo slow - Odejdź powoli‘Cause you’ve been hurt with that not once but twice before - Bo zostałeś tym zraniony wcześniej                                                                                                                      nie raz, a dwa 



Ja: 
I I I I  - Ja, ja, ja, ja
I don’t wanna fi-i-i-ight  - Nie chcę walczyć
You wanna say you trust me now but then you go and change your mind - Chcesz powiedzieć że mi                                                                                       ufasz ale potem odejdziesz i zmienisz zdanie

Harry:
I I I IJa, ja, ja, ja

Do it every ti-i-i-ime - Robię to za każdym razem

Just because he hurt you bad it’s in the past Tylko dlatego że on zranił cię mocno w przeszłości
I just wanna love you like that Ja chcę po prostu kochać cię w ten sposób

Stoję i patrzę na niego. W mojej głowie jest tysiąc przeróżnych myśli. Nie zatracam się w nich tylko patrząc mu w oczy zaczynam śpiewać kolejną zwrotkę.

~ She said don’t let go  - Ona powiedziała: Nie odchodź
‘Cause I’ve been hurt before  
Ponieważ byłam kiedyś zraniona
Said I’ve been hurt before  - 
Mówiła: Zostałam wcześniej zraniona
Yes, I’ve been hurt before  
Tak, zostałam wcześniej zraniona

Harry:
So I said oh no no no  - Więc powiedziałem o nie, nie, nie
No, I won’t let you go  - Nie, nie pozwolę ci odejśćNo, I won’t let you go  - Nie, nie pozwolę ci odejśćNo, I can’t let you go  - Nie, nie mogę pozwolić ci odejść

~ I can’t let go  - Nie mogę pozwolić odejść
Even if I tried  - 
Nawet jeśli próbuję
Ja:
~ I can’t, I can’t sleep at night  - Nie potrafię, nie potrafię spać w nocy
Swallow my and let it die  - Przełknę dumę i pozwolę temu umrzeć

Harry:
‘Cause I I can’t let go  - Ponieważ ja, ja nie potrafię odejść
Even if I tried  - Nawet jeśli próbuję
I can’t, I can’t sleep at night  - Nie potrafię, nie potrafię spać w nocy
I can’t, I can’t say goodbye  - 
Nie potrafię, nie potrafię powiedzieć –żegnaj
‘Cause I I can’t let go  
Ponieważ nie mogę, nie mogę pozwolić odejść

Ja:
Can’t can’t can’t go  - Nie potrafię, nie potrafię, nie potrafię odejść
Can’t can’t can’t go  
Nie potrafię, nie potrafię, nie potrafię odejść
Can’t can’t can’t go  - 
Nie potrafię, nie potrafię, nie potrafię odejść
Can’t can’t can’t go  - Nie potrafię, nie potrafię, nie potrafię odejść

Harry:
~ Nobody seems to understand  - Nikt nie wydaje się rozumieć
Why I stay  - 
Dlaczego zostałem
When I know you’re letting her push at me away 
Kiedy wiem że pozwoliłaś odepchnąć mnie z daleka od siebie
You got me working overtime oh yea  - 
Miałaś mnie cały czas, oh tak
And just to see that witsy smile upon your face
I tylko widziałem ten figlarny uśmiech na twojej twarzy 

Ja:
I I I I  - Ja, ja, ja, ja
I don’t wanna fi-i-i-ight  - Nie chcę walczyć
You wanna say you trust me now but then you go and change your mind - Chcesz powiedzieć że mi                                                                                       ufasz ale potem odejdziesz i zmienisz zdanie

Harry:
I I I I - Ja, ja, ja, jaDo it every ti-i-i-ime - Robię to za każdym razem
Just because he hurt you bad it’s in the past Tylko dlatego że on zranił cię mocno w przeszłości
I just wanna love you like that Ja chcę po prostu kochać cię w ten sposób

Ja:
~ She said don’t let go  - Ona powiedziała: Nie odchodź
‘Cause I’ve been hurt before  
Ponieważ byłam kiedyś zraniona
Said I’ve been hurt before  - 
Mówiła: Zostałam wcześniej zraniona
Yes, I’ve been hurt before  
Tak, zostałam wcześniej zraniona

Harry:
So I said oh no no no  - Więc powiedziałem o nie, nie, nie
No, I won’t let you go  - Nie, nie pozwolę ci odejśćNo, I won’t let you go  - Nie, nie pozwolę ci odejśćNo, I can’t let you go  - Nie, nie mogę pozwolić ci odejść

~ I can’t let go  - Nie mogę pozwolić odejść
Even if I tried  - 
Nawet jeśli próbuję

Ja:
~ I can’t, I can’t sleep at night  - Nie potrafię, nie potrafię spać w nocy
Swallow my and let it die  - Przełknę dumę i pozwolę temu umrzeć

Harry:
‘Cause I I can’t let go  - Ponieważ ja, ja nie potrafię odejść
Even if I tried  - Nawet jeśli próbuję
I can’t, I can’t sleep at night  - Nie potrafię, nie potrafię spać w nocy
I can’t, I can’t say goodbye  - 
Nie potrafię, nie potrafię powiedzieć –żegnaj
‘Cause I I can’t let go  
Ponieważ nie mogę, nie mogę pozwolić odejść

Ja:
Can’t can’t can’t go  - Nie potrafię, nie potrafię, nie potrafię odejść
Can’t can’t can’t go  
Nie potrafię, nie potrafię, nie potrafię odejść
Can’t can’t can’t go  - 
Nie potrafię, nie potrafię, nie potrafię odejść
Can’t can’t can’t go  - Nie potrafię, nie potrafię, nie potrafię odejść

Harry:
~ I can’t let go - Nie potrafię odejść
Can’t let can’t let can’t let  - Nie pozwolę, nie pozwolę, nie pozwolę
~ I can’t let go  - Nie mogę pozwolić odejść
Even if I tried  - Nawet jeśli próbuję

Ja:
~ I can’t, I can’t sleep at night  - Nie potrafię, nie potrafię spać w nocy
Swallow my and let it die  - Przełknę dumę i pozwolę temu umrzeć

Harry:
‘Cause I I can’t let go  - Ponieważ ja, ja nie potrafię odejść
Even if I tried  - Nawet jeśli próbuję
I can’t, I can’t sleep at night  - Nie potrafię, nie potrafię spać w nocy
I can’t, I can’t say goodbye  - 
Nie potrafię, nie potrafię powiedzieć –żegnaj
‘Cause I I can’t let go  
Ponieważ nie mogę, nie mogę pozwolić odejść

 Razem:
Can’t live a day without you baby  Kochanie, nie potrafię przeżyć bez ciebie dniaOh no…  - Oh nie...
If you’re not here I don’t know what I’m living for - Jeśli cię tu nie ma nie wiem po co żyję...

~ ♥ ~

 Po długie nieobecności wpadam do Was z nowym rozdziałem i 

mam nadzieję, że Wam się spodoba ;) Liczę na Wasze opinie ;* 

Mam do was także  kilka spraw;
~ Po pierwsze chciałam was przeprosić za moją długą nieobecność ale za dwa dwa tygodnie mam egzaminy gimnazjalne i cały swój wolny czas poświęcam na naukę :/
~ Po drugie następny rozdział pojawi się dopiero po skończonych egzaminach czyli za jakieś 3-4 tygodnie, bardzo mi przykro z tego powodu ale nie mam innego wyboru jeżeli chcę dobrze napisać te egzaminy co nie oznacza, że nie będę tu zaglądać.
~ Po trzecie bardzo cieszy mnie to, że niektórzy piszą do mnie na fb i pytają kiedy nowa notka. To naprawdę bardzo dopinguje w pisaniu. Ta świadomość, że jednak ktoś czeka i docenia twój wysiłek w pisaniu bo może dla niektórych wydaje się, że prowadzenie takiego bloga to łatwizna ale to nie jest prawda. 
~ Po czwarte wiem, że kończę notkę w takim momencie ale jeżeli bym napisała ciąg dalszy teraz nie czekalibyście z taką z niecierpliwością na kolejny. Tak wiem, że jestem okrutna.
~ Po piąte i ostatnie chciałabym Wam życzyć Wesołych, kolorowych i rodzinnych świąt Wielkanocnych oraz bardzo mokrego dyngusa ;P 

PS. Jeżeli macie jakieś pytania to zapraszam na swojego aska lub na fb :) na pewno coś na to poradzę :D

Do Zobaczenia niedługo Sis i Bro ( jeżeli takowi czytają ) 
Kocham Was ♥ 
Patiii ♥