sobota, 26 marca 2016

Rozdział 12 xx

~ ♥ ~

Obudziłam się następnego dnia wieczorem. Harry'ego nie było koło mnie. Leżałam chwile w ciszy po czym postanowiłam wstać i zejść na parter. Bardzo powoli przesuwałam się w dół schodów. Byłam jeszcze osłabiona. Nie chciałam spaść ze schodów. Wystarczy mi, że już prawie dwa tygodnie jestem chora. Jeszcze do tego wczoraj swoim wyjściem pogorszyłam swój stan a było już tak dobrze. Trzeba było posłuchać Harry'ego i zostać w domu. Idę powoli w stronę salonu ale gdy tam wchodzę nie zastaje nikogo. 
- Czyżbym była sama? - Mruczę sama do siebie pod nosem i kieruje się w stronę kuchni. Po drodze oczywiście zahaczyłam o róg fotela co skutkowało tym, że mnie teraz pobolewało kolano. Kiedy wchodzę do kuchni nie zastaje w niej Harry'ego tylko Lex i Zayna, którzy siedzą w ciszy pochyleni nad jakimiś papierami. Pierwszy zauważa mnie Zayn. Uśmiecha się lekko i mówi:
- Ooo, śpiąca królewna wstała. - Na jego słowa Lex podnosi głowę i patrzy na mnie uważnie po czym podchodzi do mnie i mocno przytula.
- Cześć. Jak się czujesz? - Lekko się ode mnie odsuwa i uważnie skanuje całą moją twarz. Uśmiecham się lekko do niej.
- Całkiem dobrze. - Mój głos jest schrypnięty ale nie mam problemu z mówieniem. 
- Martwiliśmy się o ciebie. - Mówi Zayn, który do tej pory tylko na nas patrzył. 
- Dziękuje ale na prawdę nie ma potrzeby. Nic mi nie nie jest. - Uśmiecham się do niego lekko i siadam przy stole. 
- Może teraz jest już w porządku ale wczoraj nie było. Kiedy Harry wynosił cię z pomieszczenia wyglądałaś jakbyś w każdej chwili miała zemdleć. Byłaś nienaturalnie, można nawet powiedzieć trupio blada. - Powiedział chłopak patrząc na mnie uważnie. Westchnęłam. Alex się nie odzywała czyli świadczyło by to o tym, że Zayn mówi prawdę. W sumie sama nie pamiętam co tak na prawdę stało się w tym klubie. Ostatnie co pamiętam, to jak Harry wynosił mnie z sali. Potem pustka. Nie chcąc dalej o tym rozmawiać zapytałam:
- Gdzie ... - Nie zdążyłam do końca zadać pytania bo przerwała mi Lex stawiając przede mną kubek z parującą herbatą i odpowiadając na moje nie zadane do końca pytanie.
- Harry musiał jechać dzisiaj na trochę do klubu. Miał do podpisania jakieś zamówienia czy coś takiego. W każdym razie mówił, że wróci przed dwudziestą druga. Louis go wtedy zmienia w klubie. 
- A co wy tu robicie? - Zapytałam i upiłam łyk herbaty.
- Jak co robimy? Pilnujemy Cię. - Zayn puścił mi oczko i uśmiechnął się szeroko. 
- Harry nie chciał zostawiać cię samej. Ja i tak miałam dzisiaj do ciebie przyjść popołudniu sprawdzić czy wszystko w porządku ale jak przyszłam do spałaś więc tylko  weszłam zobaczyć do ciebie do pokoju. Nadal byłaś blada i wstrząsały tobą dreszcze więc przykryłam cie po uszy kołdrą i dodatkowo narzuciłam na nią gruby koc. Później wyszłam. W czasie gdy ja byłam u ciebie, wpadł Zayn. Na prośbę Harry'ego zostaliśmy chociaż nawet jakby nie prosił i tak bym została. - Zayn tylko pokiwał głową na jej słowa jakby mówiła prawdę i podpisywał się pod jej słowami. Ja także tylko kiwnęłam głowa na znak, że rozumiem i dalej w ciszy piłam herbatę. Zayn powrócił do wypełniania jakichś papierów. Lex także, lecz ta coś rysowała. Usiadła i podwinęła nogi na krześle po czym podsunęła sobie pod nos zeszyt. Rozpoznałam w tym zeszycie jej szkicownik. Skoro miała szkicownik, to by oznaczało, że powróciła do projektowania. Uśmiechnęłam się lekko.
- Znów projektujesz? - Zapytałam. Podniosła na mnie wzrok i uśmiechnęła się. 
- Tak. - Odparła krótko. - Chcesz zobaczyć?
- Jeszcze pytasz? Oczywiście, że chcę. Dawno tego nie robiłaś. - Mówię a ona podsuwa mi zeszyt. Jestem jedyną osobą, której wolno dotykać ten zeszyt. Na stronie, którą mi podsunęła był niedokończony szkic sukienki. Nie miał jeszcze naniesionych kolorów ale i tak wyglądał imponująco.
- Zostało mi tak na prawdę tylko nanieść kolory ale nie mogę zdecydować się jakie.
- Hmm chyba mogę ci pomóc. - podniosłam głowę z nad projektu i spojrzałam na nią z uśmiechem.
- Na prawdę? Czy to oznacza, że wyjmiesz jeden ze swoich projektów? - Przyjrzała mi się uważnie a ja tylko kiwnęłam na potwierdzenie jej słów. Jeden z moich projektów oznaczał to, że wyjmę jeden szkic z mojej teczki z rysunkami makijażu. Nigdy nie chciałam nikomu ich pokazywać więc nie dziwie się, że jest zaskoczona.
- Poczekaj chwilę, muszę iść po niego do gabinetu. - Wstałam i wyszłam z kuchni na korytarz i do gabinetu. Znalazłam sejf, który był sprytnie ukryty w podłodze i wyjęłam z niego to co mnie interesowało. Wyszłam z powrotem do kuchni. Usiadłam na swoim poprzednim miejscu i wytarłam teczkę z kurzu. Za nim ją otworzyłam wzięłam głęboki oddech. Dawno do niej nie zaglądałam. Na pierwszej stronie ukazał mi się niedokończony szkic z body paintingu. Ale nie tego teraz szukałam. Przekartkowałam ostrożnie kartki i w końcu znalazłam. Był to mój pierwszy projekt makijażu jaki narysowałam. Nie był za dobry ale kolory powinny jej przypaść do gustu. Przynajmniej mam taką nadzieję. Przyjrzałam mu się jeszcze raz i podsunęłam Lexi. Wzięła go ostrożnie do ręki a jej oczy zrobiły się wielkie. Przez dłuższą chwilę się nie odzywała. Czyli jednak jej się nie spodobał... Miałam już go jej zabrać gdy ta podniosła na mnie wzrok i powiedziała:
- Wow! Mira, to jest świetne! Właśnie czegoś takiego szukałam. Wiem, że na prawdziwej twarzy nieco inaczej będą wyglądały te przejścia z jednego koloru w drugi ale to i tak jest boskie.

( ZABRANIA SIĘ KOPIOWANIA!
SZKIC JEST CAŁKOWICIE MOIM WŁASNYM PROJEKTEM)
 Odetchnęłam z ulgą. Czyli jednak nie jest tak źle jak myślałam.
- Czyli ci się podoba? - Zapytałam ostrożnie. Chciałam mieć pewność, że się nie wygłupiłam pokazując jej to.
- Czy mi się podoba?! Kobieto, on jest zajebisty! Jak podrzucisz mi jeszcze kilka projektów to stworzę całą kolekcje! Dzięki temu obrazkowi dostałam własnie natchnienia, którego mi ostatnio brakowało. Jesteś wielka. Kocham Cię Młoda. - Wstała i mnie przytuliła. Odwzajemniłam uścisk. Brakowało mi jej ostatnio. Całkowicie zapomniałyśmy, że jest z nami Zayn. Ale on też nie zwracał na nas uwagi. Kiedy Lex się ode mnie odsunęła wstałam aby zrobić sobie kolejną herbatę ona zaś usiadła na moim miejscu i spojrzała na teczkę a później na mnie. Kiwnęłam tylko głową na znak, że może ją przejrzeć. Zrobiłam sobie napój i zabrawszy Alex teczkę wyszłam do salonu. Postawiłam kubek i szkice na stoliku i wyszłam znowu do gabinetu wydrukować wektory twarzy i zabrać kredki. Zajęło mi to jakieś 15 minut. Wektory stanowiły moją bazę do szkicowania. Ja się specjalizowałam w dobieraniu kolorów i nanoszeniu je na odpowiednie miejsca. Moją mocną stroną nie było rysowanie konturów twarzy. Dlatego aby się nad tym nie męczyć drukowałam czyste szkice. Tak było łatwiej i prościej. Mając już wszystko wyszłam z powrotem do salonu. Umościłam się wygodnie na kanapie, włączyłam telewizor i zaczęłam sobie przypominać jak się powinno poprawie łączyć kolory i tak dalej. Po jakimś czasie rozbolała mnie już lekko głowa więc odłożyłam niedokończony projekt i położyłam się. W tle grała jakaś muzyka z telewizji a ja wsłuchując się w jej melodię nawet nie wiem kiedy usnęłam. Podczas szkicowania nikt mi nie przeszkadzał. Moi opiekunowie siedzieli dalej w kuchni. Przebudziłam się dopiero jak poczułam, że ktoś koło mnie siada i głaszcze po włosach. Po zapachu rozpoznałam Harry'ego. Otworzyłam delikatnie oczy i pierwsze co ujrzałam to przejrzyście zielone tęczówki chłopaka. Loczek pochylił się nade mną i cmoknął mnie lekko w czoło uśmiechając się w ten swój typowy sposób. Odpowiedziałam mu małym uśmiechem.
- Jak się czujesz? - Ehh, na prawdę miałam już dosyć tego, że ktoś co chwilę pyta mnie jak się czuję. Wiem, że się martwią no ale bez przesady. Jeszcze kilka razy usłyszę to pytanie a chyba zwymiotuję.
- Teraz już lepiej. 
- Ciesze się. A teraz grzecznie weźmiesz lekarstwa i pójdziesz spać. - Skrzywiłam się na jego ton. Mówił do mnie jak do dziecka. Rozumiem, że ostatnio nie bardzo kontaktowałam z rzeczywistością ale teraz jest już dobrze. Popatrzyłam na niego gniewnie i odwróciłam się plecami do mojego rozmówcy. Po chwili poczułam jego ręce na swoim ciele, które przesunęły mnie bardziej w głąb kanapy a później ciepło ciała Harry'ego gdy położył się za mną i objął mocno przysuwając do siebie. Leżeliśmy tak chwilę w ciszy a potem usłyszałam głos Loczka przy swoim uchu. Zresztą trudno było go nie usłyszeć kiedy wtulał swoją głowę w moją szyję.
- Co się stało?
- Nic. - Burknęłam pod nosem i mimo iż było mi bardzo wygodnie chciałam wstać. Nie pozwolił mi na to. Jakże by inaczej.
- Nie puszczę cię dopóki nie powiesz mi co się stało. - Jego głos był cichy ale stanowczy.
- Przecież mówię, że nic się nie stało. - Dalej obstaje przy swoim. Harry wzdycha i jeszcze mocniej przyciąga mnie do siebie.
- Może zapytam inaczej. Co przed chwilą zaszło? - Nie chciałam z nim teraz gadać ale i tak mruknęłam cicho pod nosem:
- Traktujesz mnie jak dziecko... - Miałam nadzieję, że nie usłyszał. Myliłam się.
- Po prostu się martwię. - Nie odpowiadam mu. Przymykam oczy i biorę głęboki oddech. Po chwili czuje jak przekręca mnie w swoją stronę tak abym leżała twarzą do niego. Nadal nie otwierałam oczu. Wtuliłam tylko głowę w jego tors. Harry przygarnął mnie mocno do siebie i nic już nie mówił. Po jakimś czasie gdy już zaczęłam przysypiać usłyszałam jego głos przy uchu.
- Mała, musisz wziąć lekarstwa. - Niechętnie otworzyłam oczy. Nie miałam ochoty nigdzie się ruszać. Było mi tak dobrze. Harry odsunął się ode mnie delikatnie po czym usiadł i sięgnął po kubek i leki. Usiadłam i przyjęłam wszystko co mi podał. Szczerze przyznam, że chyba nikt jeszcze się mną tak bardzo opiekował. A Harry mimo, iż znaliśmy się jeden dzień bez zastanowienia mi pomógł. I dalej to robi mimo moich częstych humorków. Oddałam mu kubek i wstałam. Zachwiałam się lekko ale Harry, który stanął koło mnie przytrzymał mnie delikatnie w talii. Następnie poczułam jak moje nogi odrywają się od podłoża i zostaje przewieszona przez ramię Loczka głową w dół. Z mojego gardła wydobywa się pisk. Harry tylko się śmieje i zaczyna iść w kierunku mojej sypialni. Ale ja nie chcę spać. Nie, chcę spać ale najpierw chcę coś zjeść. Nie miałam dzisiaj nic w ustach i brzuch już zaczyna mnie boleć. 
- Harry! - Piszczę. - Ja nie chcę do pokoju.
- To gdzie Księżniczka chce iść? - Pyta i słyszę, że się ze mnie nabija. Cały Harry.
- Coś zjeść. Od wczoraj nic nie jadłam i brzuch mnie już boli. - Po moich słowach chłopak stawia mnie na podłodze. Ale i tak nie cieszę się długo swoją wolnością. On chyba lubi mnie nosić bo już po chwili wiszę na nim jak małpka. Jedna z jego rąk przytrzymuje mnie na udach a drugą ma włożoną między nasze ciała tak aby mógł masować mój brzuch. Nie powiem, przyjemne. Ostatnio jest to jedna z moich ulubionych pieszczot. Zresztą odkąd pamiętam lubiłam jak ktoś mnie mizia po tym miejscu. Tylko nikt jeszcze tego nie robił z taką czułością. Uśmiecham się lekko pod nosem i wtulam twarz w jego szyję. Nawet nie wiem kiedy a już znajdujemy się w kuchni. Harry sadza mnie na blacie i odchodzi kawałek.
- To co byś chciała zjeść? - Pyta i w tym samym czasie otwiera lodówkę.
- Hmm... Jogurt iii... niech będą płatki. - Harry krzywi się na mój wybór ale nic nie mówi. Chce się zsunąć na podłogę aby mu pomóc ale jego silne ręce mi na to nie pozwalają. Posyła mi jeszcze tylko groźne spojrzenie i odchodzi. Pojawia się po chwili z moją kolacją. Nadal siedzę na blacie. Harry podaje mi miseczkę po czym mości się miedzy moimi nogami i przygląda mi się z zaciekawieniem. Trochę się peszę ale nic nie mówię i zaczynam jeść. Harry po jakimś czasie odsuwa się ode mnie i zaczyna kręcić się po kuchni coś robiąc. Rozmawiamy o jakichś mało istotnych rzeczach póki moja miska nie jest pusta. A szczerze to końcówkę musiałam w siebie już niemal wmuszać bo Harry nie szczędził mi płatków. Zabrał mi pustą miskę. Mimo iż podczas jedzenia nie byłam senna teraz zaczęłam ziewać. Przeczuwam, że któryś z leków ma takie skutki uboczne, dlatego ciągle śpię. Przecieram oczy i nawet nie wiem kiedy chłopak pojawia się przede mną i znowu bierze mnie na ręce. Tym razem jestem na to przygotowana więc nie wydaje z siebie żadnego sprzeciwu i od razu wtulam się  w niego. Od małego byłam straszną przylepą. Ale tylko w stosunku do niektórych osób takich jak na przykład moi dziadkowie. Potrafiłam przesiedzieć dziadkowi czy babci kilka godzin na kolanach i słuchać ich opowieści. Zmyślonych czy prawdziwych. To nie było wtedy ważne. Po tym jak zostałam zgwałcona długo nie mogłam się przemóc aby dać dotknąć się jakiemukolwiek mężczyźnie ale dziadek był nieustępliwy. Zawsze zaczynał od prostej rozmowy ze mną. Nie próbował mnie dotykać ani nic tłumaczyć. Po prostu przy mnie był i starał się abym na nowo się na niego otworzyła i mu zaufała. Na samym początku gdy nie chciałam z nikim rozmawiać siadał ze mną i milczał. Dawał mi nieme wsparcie. Dopiero kiedy pierwszy raz odpowiedziałam mu na przywitanie zamiast kiwnąć głową zaczął do mnie mówić. Opowiadał historyjki, jakieś anegdoty czy żarty. I to wystarczyło abym zaczęła się otwierać. Czasami zabierał mnie na wycieczki. Cały czas mówił ale nigdy nie próbował mnie nawet dotknąć. Czekał aż ja zrobię ten pierwszy krok w jego stronę. Za to kochałam go najbardziej. Razem z babcią można powiedzieć, że zastępowali mi rodziców. Tamci nawet nie próbowali ze mną rozmawiać. Oderwałam się dopiero od tych myśli gdy Harry postawił mnie na podłodze w łazience, pocałował w czoło i wyszedł. Westchnęłam. Podeszłam do lustra i aż się przeraziłam. Włosy odstawały mi we wszystkie strony ale nie miałam siły aby coś z nimi robić. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Gorąca woda od razu rozluźniła moje spięte ciało. Nie wiem stałam pod prysznicem pozwalając aby gorąca woda oblewała moje ciało zanim zaczęłam się myć. Kiedy wyszłam z pod prysznica cała łazienka była zaparowana. Sięgnęłam po ręcznik i się nim owinęłam po czym podeszłam do jednej z szafek i wyjęłam jakąś ciepłą piżamę i kapcie. Osuszyłam się i ubrałam.

Włosy zaplotłam w lekkiego warkocza i wyszłam z łazienki. Oczy same zaczęły mi się zamykać. Weszłam do sypialni ale nikogo tam nie zastałam. ściągnęłam kapcie i położyłam się do łóżka. Mimo iż bardzo chciało mi się spać nie mogłam zasnąć. Sprawdziłam swój telefon, który leżał na stoliku nocnym. Zegar wskazywał godzinę 23:41. Nikt do mnie nie dzwonił ani nie pisał ale to dobrze. Kiedy odkładałam telefon do pokoju wszedł Harry. Widać, że też brał prysznic bo miał mokre włosy i był ubrany tylko w spodnie dresowe. Przyzwyczaiłam się do tego, że sypia w takim stroju. Zresztą nawet mi to nie przeszkadza. Podszedł do łóżka i położył się koło mnie. Nie mam pojęcia dlaczego chce spać ze mną mając do wyboru jeszcze pokój gościnny ale to jego wybór. Dla mnie to nawet lepiej. Przy nim czuje się bezpieczna i nie mam już koszmarów. Harry zgasił lampkę nocną i w pokoju zrobiło się ciemno. Odwróciłam się do niego plecami i próbowałam zasnąć ale co chwila coś mi przeszkadzało przez co strasznie się kręciłam. Po chwili poczułam jak ręce Harry'ego oplatają mnie w talii i przyciągają do jego torsu. Z mojego gardła wydobyło się głośne westchnienie.
- Co jest? - Zapytał a ja jeszcze raz westchnęłam.
- Nie mogę zasnąć. - Odwracam się do niego twarzą i spoglądam mu w oczy. Nigdy nie spotkałam nikogo kto miałby taki kolor. Są niesamowite. Harry przyciąga mnie jeszcze bliżej siebie. Obejmuje go i wtulam się w jego ciało. Moje ciało automatycznie się rozluźnia. Nie wiem co mi dzisiaj jest. Leżymy chwilę w ciszy po czym zaczynamy rozmawiać o różnych błahych rzeczach zaczynając na ulubionym kończąc. Nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam. Czułam tylko jak Harry przyciąga mnie mocniej do siebie i całuje w czoło. Potem już była tylko ciemność.

~ ♥ ~

BUUM!
Wpadam do was z niespodzianką w postaci nowego rozdziału.
Udało mi się skończyć go wcześniej z czego jestem niezmiernie zadowolona ponieważ w przyszły weekend wybieram się na targi fryzur ślubnych i nie jestem pewna czy znalazłabym dość czasu na pisanie. 
Następny rozdział koniec kwietnia/ początek maja!

~ ♥ ~

Z okazji świąt Wielkanocnych chciałabym Wam złożyć życzenia:

Życzę Wam, Kochani,

aby te święta wielkanocne

wniosły do Waszych serc

wiosenną radość i świeżość
,

pogodę ducha, spokój, ciepło i nadzieję.



Patiii ♥

wtorek, 8 marca 2016

Informacja #2 xx

~ ♥ ~

UWAGA!

Rozdział w tym miesiącu się nie pojawi. :( 
Mam takie urwanie głowy w szkole, że ledwo daje ze wszystkim radę dlatego jestem zmuszona aby napisać tę notkę. Zaliczenia semestralne, bieżące lekcje i sprawdziany nie zostawiają mi za wiele czasu na pisanie a nie chcę tego robić na "odwal się" więc rozdziału można spodziewać jeżeli dobrze pójdzie nawet w święta a jak nie to w pierwszy weekend kwietnia.  :D

~ ♥ ~

A teraz ta przyjemniejsza część tego posta. ;P

Jako iż jest 8 MARCA czyli tak zwany Dzień Kobiet,  chciałabym Wam życzyć wszystkiego najlepszego, dużo miłości w tym dniu jak i przez cały rok, kasy^^ spełnienia marzeń i czego sobie jeszcze tam chcecie! ☻ 

PS. Jako, że uwielbiam białe róże to takie właśnie wstawiam ;D


PS2. Tak na poprawę humoru^^


Patiii ♥

sobota, 13 lutego 2016

Rozdział 11 xx

~ ♥ ~ 

~ Mira xx

Przez następny tydzień praktycznie nie wychodziłam z łóżka. Zazwyczaj spałam a jak już wstawałam to tylko aby coś zjeść lub do toalety. Harry nie odstępował mnie na krok. Codziennie wpadała także Alex i sprawdzała jak się czuje. Podczas jej wizyt Harry najczęściej się gdzieś ulatniał i pokazywał dopiero jak Lex wychodziła. Po za tym z każdym dniem czułam się coraz lepiej i przez większość czasu oglądaliśmy razem z Harrym filmy, piliśmy gorącą czekoladę, jedliśmy słodycze i leżeliśmy na kanapie. Z każdym dniem gardło bolało mnie coraz mniej i mogłam już swobodnie mówić czy śmiać się. Teraz leżałam na kanapie w salonie a Harry urzędował w kuchni. Czułam się już bardzo dobrze choć nie odstawiłam jeszcze leków. Jedynie co mi dolegało to to, że szybko robiłam się senna i czasami o dwudziestej potrafiłam iść spać. Teraz była godzina szesnasta. Lex wpadła dzisiaj z Louisem. Siedzieli dosyć długo a na koniec wymusili na nas obietnice, że wpadniemy dzisiaj do klubu. Tak więc nie mając zbytniego wyboru o dwudziestej mieliśmy się tam pojawić. Nie bardzo mi się to uśmiechało ale skoro obiecałam to nie mam innego wyjścia. Nawet nie wiem kiedy Harry usiadł koło mnie. Zorientowałam się dopiero wtedy gdy lekko podniósł górną część mojego ciała i położył na swoich kolanach. Ostatnimi czasy to była moja ulubiona pozycja do leżenia. Jego ręka automatycznie wylądowała na moim brzuchu. Nie doskwierał mi już jego ból ale widocznie Harry'emu było tak wygodnie. Oglądaliśmy kolejny film. Już nawet nie zliczę, który to jest podczas tego tygodnia. Obejrzeliśmy już wszystkie części Zmierzchu, Percy'ego Jacksona, Harry'ego Pottera a teraz oglądamy ostatnią część Igrzysk Śmierci. Od samego początku spodobały mi się postacie Katniss i Peety. Johanna i Finnick też są fajni. A w siostrze Katniss, Prim normalnie się zakochałam. Jest boska na swój wyjątkowy sposób. Za to teksty Johanny zawsze mnie rozbawiają. Z kolei Harry'emu nie podoba się ani Katniss ani Peeta ale za to upodobał sobie Gale'a. Ja z kolei od początku go nie lubiłam. Nie podoba mi się to, że przystawia się do Katniss. Według mnie ona ma być z chłopcem od piekarza i już! Kiedy kończymy oglądać chce mi się płakać. Zbiera się na to kilka czynników między innymi śmierć Prim i Finnicka ale także szczęśliwe zakończenie. Harry widząc w jakim stanie się znajduje zaczyna lekko chichotać pod nosem. Podnoszę się z jego kolan i spoglądam na niego wilkiem. Chłopak widząc moją minę od razu wybucha głośnym śmiechem. Prycham i podnoszę się z kanapy w celu udania się do garderoby. Jest 18.30 więc za godzinę musimy jechać jeżeli chcemy zdążyć do klubu na 20.00.
Nie zamierzam się specjalnie stroić bo jedyne co mam tam zamiar robić to siedzieć i ewentualnie coś pić. Nie będzie mi to jakoś przeszkadzało bo w końcu i tak nie pijam napojów procentowych zbyt często. Tylko przy jakiejś wyjątkowej okazji. Tańczyć też nie zamierzam bo nie czuję się jeszcze na siłach. Z garderoby wybieram ciuchy i udaje się do łazienki w celu wzięcia prysznica. Zajmuje mi on dość sporo czasu ale nie przejmuje się tym. Owinięta w ręcznik staje przed lustrem i robię delikatny makijaż. Czyli krótko mówiąc nakładam bardzo lekki podkład, puder matujący ale bardzo niewielką ilość, na górną powiekę cień w kolorze lekko brązowym, tusz to rzęs i kredka pod oczy. Włosy suszę i zostawiam rozpuszczone. Teraz pozostaje mi się już tylko ubrać. 



Gotowa schodzę do kuchni gdzie zastaję Harry'ego siedzącego przy stole i robiącego coś w swoim telefonie. Po cichu tak aby mnie nie usłyszał podchodzę do niego od tyłu i łapie go w pasie przytulając się do jego pleców. Nie wygląda na zaskoczonego czy wystraszonego. Nawet się nie ruszył czyli musiał mnie słyszeć.  Po chwili odwrócił się do mnie przodem i przygarnął w swoje ramiona. Powinnam być na niego zła za to, że się ze mnie śmiał ale jakoś nie mam na to ochoty. Po chwili odsuwa się ode mnie i skanuje moja twarz.
- Wszystko w porządku? - Pyta.
- Tak... -  Odpowiadam cicho i spuszczam wzrok na swoje stopy. Nagle odechciało mi się wszystkiego. Najchętniej zawinęłabym się w koc, położyła na kanapie i nie ruszała z niej ale nie chce złamać danej obietnicy. Czuje jak Harry unosi mi lekko brodę tak abym znów spojrzała mu w oczy.
- Hej Mała, co jest? - Na dźwięk określenia którym mnie nazwał na moje usta wpłynął mały uśmiech. 
- Po prostu... Po prostu nie bardzo mam ochotę gdzieś iść. - Biorę głębszy oddech i ponownie wtulam się w ciepłe ciało Harry'ego. Nie wiem co mi jest i chyba nie chce wiedzieć. Chłopak przytula mnie mocno do siebie i głaszcze po głowie i plecach. Jego zapach działa na mnie uspokajająco. Po jakimś czasie niechętnie się od niego odsuwam i biorę kilka głębokich wdechów.
- Jeżeli nie chcesz to nie musimy tam iść. Zostaniemy w domu i będziesz się mogła położyć spać bo coś widzę, że chyba nie masz za bardzo sił na nic innego. - Dlaczego on czyta ze mnie jak z otwartej księgi? Ale może w sumie to dobrze bo jakoś nie wiem jak miałabym mu to wszystko wyjaśniać. Fakt, najchętniej bym poszła spać ale nie chce łamać danego słowa. Pojedziemy, posiedzę z dwie godziny i wrócę do domu a Harry jak będzie chciał to będzie mógł tam zostać. Nie chcę go zmuszać do tego aby rezygnował z zabawy tylko z mojego powodu.
- Nie, nie chcę łamać danej obietnicy. Po za tym ja i tak będę tam tylko siedzieć. Nic mi się nie stanie jak przemęczę się tych kilka godzin. - Odpowiadam a Harry przygląda mi się jeszcze przez chwilę po czym wzdycha i kiwa głową. 
- No dobrze ale jakbyś się źle poczuła masz mi natychmiast o tym powiedzieć. Zrozumiano? - Ton jego głosu wskazywał na to, że nie żartuje.
- Tak. 
- No to chodźmy. - Przybliża się do mnie, całuje mnie w czoło i wychodzi z kuchni w stronę drzwi. Nie mając zbytniego wyboru ruszam za nim. Harry ubiera buty. Ja już swoje mam na nogach więc zostaje mi tylko ubrać jakąś bluzę. Nie chcę pogorszyć swojego stanu mimo, że na dworze jest dwadzieścia coś stopni. Sięgam więc po swoją bluzę, która już chwilę później zastaje zastąpiona przez bluzę Loczka, który wyrwał mi moje ubranie z dłoni i w jego miejsce włożył swoje. W sumie nie mam nic przeciwko temu. Jego bluza jest cieplejsza, większą i o niebo lepiej pachnie niż moja. Chłopak pomaga mi ją założyć po czym otwiera drzwi i puszcza mnie przodem. Pierwszy raz od tygodnia wyściubiam nos po za dom. Harry zamyka drzwi i prowadzi mnie do swojego auta. Otwiera mi drzwi i wsiadam a w czasie gdy ja zapinam pas, on zajmuje miejsce kierowcy i już po chwili wyjeżdżamy z posesji. Podczas jazdy nie rozmawiamy bo cisza między nami nie jest niezręczna. W tle słychać radio. Opieram głowę o szyję i nawet nie orientuję się kiedy dojeżdżamy. Tak bardzo pochłonęły mnie myśli i wspomnienia. Pod klubem stoi już wiele osób czekających na swoją kolej. Harry podchodzi do mnie, łapie mnie za rękę i ciągnie prosto do drzwi. Nadal nie puszczając mojej dłoni rozmawia chwilę z ochroniarzem stojącym przy wejściu. Po jakimś czasie znajdujemy się już w środku klubu. Od głośnej muzyki od razu rozbolała mnie głowa. Harry zatrzymał się na chwilę i popatrzył na mnie. Z mimiki jego twarzy wyczytałam, że sprawdza czy wszystko ze mną okej więc tylko kiwam dwa razy głową. Po tym przepychamy się do sekcji dla vip'ów. W środku zastajemy Lex z Louisem, jakiegoś ciemnoskórego mężczyznę, chyba Mulata z piękną różowowłosą dziewczyną przy boku. Obok Mulata siedzi chłopak ścięty na jeża o brązowych oczach a jeszcze obok blondyn ale zdaje się, że jest farbowany bo widać mu odrosty. Harry przedstawia mnie wszystkim i dowiaduje się, że Mulat ma na imię Zayn a jego dziewczyna to Perrie, chłopak obcięty na jeża to Liam a blondynek to Niall. Witam się ze wszystkimi po czym siadam pomiędzy Alex a Harrym. Na szczęście muzyka nie jest tu tak dokuczliwa jak na parkiecie. Po chwili do pomieszczenia wchodzi Annie z tacą pełną kolorowych drinków. Stawia ją na stole po czym wychodzi szybko usprawiedliwiając się tym, że za barem jest ruch jak nigdy i ledwo nadążają z wydawaniem drinków. Każdy sięga po drinka z wyjątkiem mnie. Lex ma swojego bezalkoholowego, ja nie wiem czy nawet takiego mogę się napić. Wole nie ryzykować. Kiedy Harry z powrotem się opiera widzę, że w jednej dłoni trzyma szklankę wody z cytryną a w drugiej sok jabłkowy, który mi wręcza. On zawsze o wszystkim myśli. Uśmiecham się do niego w podziękowaniu a on puszcza mi tylko oczko i odwraca się w stronę Zayna. Perrie przysiada się do mnie i do Alex i już po chwili zaczynają plotkować. Ja tylko czasami dorzucam coś od siebie. W uszach mi szumi ale jakoś daje radę. Odkąd przyjechaliśmy minęła już jakaś godzina. Co chwilę ktoś wychodził aby potańczyć. Ja za to rozsiadłam się wygodnie nogi podciągając blisko ciała i kładąc je na sofie. W pomieszczeniu teraz znajdowałam się tylko ja, Harry, Zayn i Liam. Chłopacy namiętnie o czymś dyskutowali choć widziałam, że Harry co chwila spogląda na mnie uważnie. Głowa zaczynała mi już trochę ciążyć ale nie aż tak bardzo żeby zawiadamiać o tym Loczka. Opatuliłam się szczelnie bluzą i siedziałam. Nie miałam nic innego do roboty. Tańczyć nie miałam ochoty ani też siły a do rozmowy też jakoś nie bardzo mi się śpieszyło. Po jakichś dwudziestu minutach wróciła reszta. Niall usiadł na swoim wcześniejszym miejscu, Perrie koło Zayna a Lex z Louisem między Harry'm a Perrie bo ich wcześniejsze miejsce zostało zajęte przeze mnie i Loczka. Kiedy chciałam napić się soku do pomieszczenia weszły dwie dziewczyny, które wyglądały krótko mówiąc jak dziwki. Tona tapety na twarzy, tlenione blond włosy i strój, który więcej odsłaniał niż zasłaniał.
- Cześć Wszystkim. - Kiedy to usłyszałam myślałam, że dostanę cukrzycy. Jej głos był tak przymilnie słodki, że aż się chciało rzygać.
- Czego tu chcesz Sunia? Och, to znaczy Sonia. - Głos Perrie zawierał w sobie tonę jadu pomieszanego z sarkazmem.
- Od ciebie na pewno nic. Nie do ciebie przyszłam.
- Wiesz, nie masz tu raczej czego szukać więc spływaj. - Tym razem odezwał się Liam. Zaczynało mnie coraz bardziej łupać w głowie. Jej głos z milutkiego zmienił się na skrzekliwy. Harry delikatnie przysunął się do mnie, przyrzucił swoje ramie między moim brzuchem a kolanami bo miałam podkurczone nogi, pochylił się tak że delikatnie się o mnie opierał, złapał mnie za dłoń i zaczął bawić się moimi palcami. Ta cała Sonia obrzuciła każdego pogardliwym spojrzeniem a kiedy jej wzrok spoczął na mnie i Harrym myślałam, że mnie nim zabije. Lekko się spięłam lecz na Harrym nie zrobiło to żadnego wrażenia. Dalej bawił się moimi palcami i przytulał do mnie. Jedyną oznaką, że w ogóle zauważył, że się na nas patrzy było to, że wzmocnił uścisk woków moich nóg. Więc nawet gdybym teraz chciała wstać to nie mam jak. A szczerze mówiąc to bardzo chętnie bym się stąd zmyła. 
- Co. To. Ma. Być ? - Jej wzrok ani na sekundę nie oderwał się ode mnie i Harry'ego nawet na chwilę.
- Nie rozumiem o co ci chodzi. - Głos Harry'ego był obojętny. Nadal na nią nie patrzył, zupełnie tak jakby moje palce były aż tak mocno interesujące. 
- O co mi chodzi? Ty się jeszcze pytasz? - Kiedy wypowiadała te słowa jej głos brzmiał jak piszczałka. Naprawdę. - Zdradzasz mnie z jakąś lafiryndą. - w tym momencie poczułam się jakbym dostała w twarz. Moje ciało automatycznie się spięło co nie uszło uwadze Harry'ego, który jedną ze swoich dłoni włożył mi pod koszulką na brzuch. To mnie nieco uspokoiło ale nie do końca.
- Powiedz mi. Jak mogę cię zdradzać skoro my nigdy nie byliśmy, nie jesteśmy ani nie będziemy razem? - Jego głos w tym momencie był ostry jak brzytwa. Dziewczyna widocznie nie bardzo wiedziała co ma odpowiedzieć bo tylko otwierała i zamykała usta jak ryba wyjęta z wody. Rytm mojego serca nadal był przyśpieszony. Poruszyłam się niespokojnie. Nagle zrobiło mi się słabo co w ostatnim czasie nie było niczym nowym. Tyle, że wtedy zazwyczaj trudniej było mi oddychać i musiałam mieć przez jakiś czas uchylone okno.Teraz tu nie było takiej możliwości. Jedynym rozwiązaniem było wyjście na zewnątrz. Wszystkie zapachy z pomieszczenia docierały do mnie ze zdwojoną siłą. Znów poruszyłam się niespokojnie. Harry spojrzał na mnie i wyraz mojej twarzy musiał mu powiedzieć, że coś jest nie tak bo od razu kucnął na podłodze przede mną i odebrał ode mnie szklankę. 
- Mała, spokojnie. - Z każdą minutą coraz trudniej było mi brać oddech. Kiedy mu nie odpowiedziałam, wstał i wziął mnie na ręce. Tak więc teraz oplatałam go nogami w pasie, ramionami za szyję a głowę miałam schowaną z zagłębieniu jego szyi. 
- Harry, co się dzieje? - Zewsząd dolatywały do mnie pytania ale tak szumiało mi w uszach, że nie mogłam rozróżnić kto co dokładnie mówi. Wiedziałam tylko, że Harry im coś odpowiada i rusza jak mi się zdaje drzwi. Kiedy mijamy Sonię do moich nozdrzy dociera mdły zapach jej perfum pomieszanych z alkoholem i fajkami. Wciskam mocniej twarz w szyję Loczka i zamykam oczy. W następnej chwili czuje mocne szarpnięcie i odchylam się od chłopaka. Nie wiem czy to przez adrenalinę krążącą w moim ciele ale wszystko nagle do mnie dociera. Ale tylko przez chwilę. Potem znowu zostaję przyciśnięta do Harry'ego tak jak poprzednio. Jedna jego ręka spoczywa teraz na moim karku i dociska mi głowę do jego ciała. Nie mam siły ani ochoty się opierać. Słyszę jeszcze jak Wszyscy coś krzyczą a potem czuję, że się przemieszczamy. Nie wiem gdzie mnie niesie bo mam zamknięte oczy i próbuje skoncentrować się na oddechu. Przechodzimy przez jakieś drzwi i czuję na swojej rozpalonej skórze chłód. Delikatnie uchylam oczy i z tego co widzę to znajdujemy się na zapleczu przy chłodniach. Od razu jest mi lepiej. Harry sadza mnie delikatnie na stole odsuwa się. Słyszę, że coś robi ale nie mam siły zobaczyć co. Po chwili znów czuje jego obecność przy sobie. Chwyta moją dłoń i wsadza mi w nią szklankę wody z lodem. Podnoszę głowę aby na niego spojrzeć. Nie uśmiecha się jak to ma w zwyczaju za to kiwa głową abym się napiła.
- No już. To ci dobrze zrobi. Zaraz wrócimy do domu i pójdziesz spać. - Przemawia do mnie jak do małego dziecka ale jestem mu za to wdzięczna bo mój mózg jest jeszcze trochę otumaniony i możliwe, że miałabym trudności z rozumowaniem. Biorę kilka łyków i oddaje mu szklankę. Biorę kilka głębszych wdechów i próbuję stanąć na własne nogi gdy te odrywają się od podłogi i znów zostaje uczepiona Harry'ego jak małpka. Wychodzimy na dwór i po chwili zostaje posadzona w samochodzie. Chłopak zapina mi pasy i zamyka drzwi. Wsiada i ruszamy. Opieram głowę o szybę i przymykam delikatnie oczy. Znów nawet nie wiem kiedy a jesteśmy na miejscu. Odpinam się i ledwo stawiam nogę na ziemi a Harry już jest przy mnie i bierze mnie na ręce. Nie powiem żeby mi się nie podobało to, że się tak o mnie troszczy bo naprawdę jestem mu za to wdzięczna. Wchodzimy do domu, Harry zamyka drzwi i dalej ze mną na rękach wchodzi po schodach do sypialni. Sadza mnie na łóżku. podaje ubrania w których śpię i wychodzi z pokoju. Nie mając zbytniego wyboru przebieram się i kładę do łóżka. Chwilę później do pomieszczenia wchodzi chłopak z kubkiem herbaty i naręczem moich leków. Siadam, odbieram od niego kubek i biorę łyka. Napój nie jest gorący ale nie jest tez zimny. Jest akurat do picia. Połykam wszystko co mi podaje i oddaję mu puste naczynie po naparze. Stawia je na szafce i kładzie się obok mnie. Zsuwam się tak, że leże koło niego. Harry od razu przygarnia mnie do swojego ciepłego ciała. Głaszcze mnie po plecach i brzuchu a ja nawet nie wiem kiedy odpływam do krainy Morfeusza.

~ ♥ ~

Rozdział z małym opóźnieniem ale nie miałam kiedy go opublikować. Mam remont w domu i stąd ten brak czasu ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie ;*
Rozdział mega długi więc zapraszam do czytania.

CZYTASZ? PROSZĘ SKOMENTUJ! ☻







niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział 10 xx

~ ♥ ~

~ Mira xx

Kiedy obudziłam się następnego dnia czułam się już o niebo lepiej niż wcześniej. Gardło mniej bolało i nie kręciło mi się w głowie. Chciałam wstać ale w łóżku było mi tak ciepło i wygodnie, że zrezygnowałam z tego pomysłu nadal leżąc. Przynajmniej mogłam przeanalizować sobie w spokoju całą sytuację. I przypomnieć sobie o moim postanowieniu odwiedzenia grobów dziadków. Byłam tak pochłonięta swoimi myślami, że nie zauważyłam nawet gdy ktoś wszedł do pokoju. Mówiąc ktoś miałam na myśli Harry'ego. Poznałam go po jego perfumach. Tylko on używa tak charakterystycznego zapachu. Usiadł na brzegu mojego łóżka i nic nie mówiąc przyłożył mi dłoń do czoła a następnie zjechał nią na policzek i tam ją zostawił przez jakiś czas. Żadne z nas się nie odzywało. Ja, bo nie wiedziałam czy mogę a on pewnie dlatego, że nie chciał przerywać tej ciszy. W pewnym momencie chłopak podniósł się ze swojego miejsca i nic nie mówiąc wyszedł z pokoju. Nie wiedziałam o co chodzi ale nie wstawałam póki co z łóżka. Zostawił otwarte na oścież drzwi dlatego mogłam usłyszeć jego kroki. Słyszałam jak schodzi po schodach i jak zaczyna krzątać się bodajże chyba w kuchni. Nie jestem pewna. Kiedy tak leżałam oczy znowu zaczęły mi się zamykać a organizm domagał się snu. Ale co się dziwić. Ostatnimi czasy spałam tyle co nic. No póki nie trafiłam do szpitala bo od tamtej pory śpię cały czas ale jak widać organizmowi jest jeszcze mało. Powoli przekręciłam się na drugi bok tak, że leżałam tyłem do drzwi i zamknęłam oczy. Sen przyszedł bardzo szybko z czego się cieszyłam. Nim całkowicie odpłynęłam nakryłam się jeszcze po uszy kołdrą bo zrobiło mi się zimno. Potem już nic nie słyszałam.

~ Harry xx

Kiedy wyszedłem z pokoju po sprawdzeniu Mirze temperatury, udałem się do kuchni z celu przygotowania jej czegoś ciepłego do picia bo wątpiłem, żeby miała ochotę coś zjeść. Po za tym musiała połknąć leki. Kiedy herbata już się zaparzyła dodałem do niej łyżeczkę miodu i dużą cytrynę. Podobno taka herbata jest najlepsza przy chorobie. Zgarnąłem jeszcze lekarstwa i z kubkiem udałem się z powrotem na górę. Wszedłem do sypialni dziewczyny i pierwsze co mi się rzuciło w oczy to Mira zwinięta na łóżku i przykryta po uszy kołdrą. Odstawiłem wszystko co miałem w rękach na szafkę nocną i delikatnie tak żeby jej nie obudzić położyłem się koło niej. Przylgnąłem delikatnie do jej pleców i podpierając się ramieniem ponownie sprawdziłem jej czoło. Była rozpalona czyli miała gorączkę. Nie chciałem jej budzić ale musiała wziąć leki. Inaczej jej stan mógłby się pogorszyć. Dłoń, którą sprawdzałem jej czoło ulokowałem na jej ramieniu i lekką nią potrząsnąłem wymawiając przy tym kilkakrotnie jej imię. Obudziła się po chwili i chyba nie bardzo wiedziała co się dzieje bo zaczęła się rozglądać. Najdelikatniej jak potrafiłem przewróciłem ją na plecy tak aby mogła na mnie spojrzeć. Jej oczy wyrażały niezrozumienie zaistniałą sytuacją. Uśmiechnąłem się do niej lekko.
- Nie chciałem cię budzić ale musisz wziąć lekarstwa. - powiedziałem i podniosłem się z łóżka. Mira usiadła opierając się plecami o zagłówek łóżka. Nie odezwała się ani słowem ale na to też przyjdzie jeszcze pora. Ważne jest teraz aby zniwelować gorączkę, która trawiła jej ciało. Podałem jej kubek z herbatą. Podstawiła sobie kubek do ust i automatycznie się skrzywiła czując jej zapach. Już chciałem coś powiedzieć ale mnie ubiegła. 
- Nienawidzę herbaty z miodem i cytryną. - To było jedno jedyne zdanie, które powiedziała. Dzięki temu mogłem też stwierdzić, że z jej strunami głosowymi jej już dużo lepiej bo głos miała tylko lekko zachrypnięty.
- Rozumiem cię Mała ale dobrze ci zrobi jeżeli ją wypijesz. - Na moje słowa pokręciła tylko głową na nie. Westchnąłem i podałem jej kilka tabletek.
- To popij chociaż te tabletki. Potem będziesz mogła iść z powrotem spać. No dalej, tylko te dwa łyki. Naprawdę. - Ze zbolałą miną zrobiła to o co ją poprosiłem automatycznie odsuwając potem od siebie kubek ze znienawidzonym napojem. Podała mi go a ja odstawiłem go na szafkę. Następnie położyłem się z powrotem do łóżka zgarniając Mirę w swoje ramiona. Widać było, że jest zdziwiona ale i tak wtuliła swoje drobne ciało w moje najbardziej jak się tylko dało. Swoją głowę ułożyła w zagłębieniu mojej szyi tak, ze czułem jej oddech. Rękę przerzuciła przez mój brzuch a nogi skrzyżowała z moimi. Musiało to wyglądać komicznie ale nie przeszkadzało mi to. Nie powiem, że pozycja była niewygodna bo bym skłamał. Jedną ręką mocno ją obejmowałem i kreśliłem małe kółka na jej plecach a drugą wsunąłem pod jej bluzkę i ulokowałem na brzuchu robiąc na nim to samo co na plecach. Czułem jak jej oddech się uspokaja a ciało całkowicie rozluźnia. Nadal byłem zdziwiony jak mój dotyk na nią działa. Wygląda na to, że czuje się przy mnie bezpiecznie. Nigdy jeszcze takiego nie doświadczyłem z żadną dziewczyną i skłamałbym gdybym powiedział, że mi się to nie podoba. To jak się przy niej czułem było nie do opisania a to co czułem trzymając ją w swoich ramionach to już zupełnie inna bajka. Najchętniej nigdy bym jej nie wypuszczał. Ona jest MOJA. MOJA Mała Mira...


~ ♥ ~

Rozdział krótki ale mam nadzieję, że się niektórym spodoba. Dla mnie jest on jako taki. Następny powinien być już dłuższy ale nie obiecuję, że tak na pewno będzie. Ostatnio z moją weną coś jest nie tak i nie mogę wykrzesać z siebie żadnego dobrego zdania... :( 
Następny rozdział za miesiąc ♥

Patiii ♥

CZYTASZ? PROSZĘ SKOMENTUJ! ;)

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Rozdział 9 xx

~ ♥ ~

~ Mira xx

Leniwie otworzyłam oczy mrugając kilka razy powiekami aby wzrok mi się wyostrzył. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to, to że nie jestem w swojej sypialni. Ściany pokoju miały kolor biały co dało się dostrzec nawet mimo tego, że w pokoju panował lekki mrok. Było też trochę duszno. Jak się później okazało wszystko w pokoju było białe i bardzo sterylne. Od razu nasunęła mi się myśl, że jestem w szpitalu ale co ja tutaj robię? Ostatnie co pamiętam to, to że nie mogłam złapać oddechu i Harry'ego a potem pustka. Spróbowałam się lekko podnieść ale ból w prawej ręce mi to uniemożliwił. Podniosłam ją lekko do góry i okazało się, że w dłoń mam wbity wenflon i podłączoną do niego jakąś kroplówkę. Opadłam z powrotem na poduszkę i przekręciłam się na lewy bok. Chciałam włożyć rękę pod poduszkę, gdy poczułam tam coś twardego. Jakie było moje zdziwienie gdy okazało się, że to mój telefon? Wielkie. Szybko odblokowałam i nawet nie patrząc, która godzina wybrałam pierwszy numer z listy, który jak się później okazało należał do nikogo innego jak Harry'ego. Już chciałam się rozłączyć gdy usłyszałam jego głos...
- Mira? - chciałam mu odpowiedzieć ale nie mogłam. Gdy tylko otwierałam usta z mojego gardła nie wydobywał się odgłos głośniejszy od szeptu. W końcu za którymś razem udało mi się ledwie wykrztusić imię chłopaka.
- Spokojnie, nic nie mów. Zaraz u Ciebie będę Mała.- A potem usłyszałam tylko przerwanie połączenia. Ocknęłam się dopiero po chwili i odłożyłam telefon z powrotem pod poduszkę bo do szafki nie dosięgałam. Przymknęłam delikatnie oczy i chyba musiałam zasnąć bo przestałam cokolwiek słyszeć.

~ Harry xx


Obudził mnie dźwięk telefonu. Nawet nie podnosząc głowy z poduszki ręką wymacałem telefon i tylko szybko patrząc kto dzwoni odebrałem. Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że to Mira? Duże. Wymówiłem jej imię ale długo nie mogłem doczekać się odpowiedzi a gdy już ją uzyskałem jej głos był bardzo cichy i zachrypnięty. Nie powinna mówić. Od razu kazałem jej się uspokoić i oświadczyłem, że zaraz u niej będę po czym się rozłączyłem. Wstałem i biorąc jakieś świeże ciuchy udałem się do łazienki pod prysznic. Toaleta zajęła mi jakieś 30 minut. Nie trudząc się nawet tym aby zjeść śniadanie udałem się na parking uprzednio jednak zamykając mieszkanie. Pod szpitalem byłem niespełna 20 minut później. Wysiadłem i zamknąłem samochód. Udałem się do drzwi wejściowych i kiwając tylko jakiejś pielęgniarce głową na "dzień dobry" udałem się prosto do windy a następnie na piętro na którym przebywała dziewczyna. Stanąłem pod drzwiami sali i nie pukając po cichu wszedłem do pomieszczenia. Nie chciałem jej obudzić gdyby spała i dobrze, że nie zapukałem bo zaraz na wejściu w oczy rzuciła mi się dziewczyna przykryta po same uszy kołdrą i z miarowym oddechem co oznaczało, że spała. Podszedłem bliżej do łóżka i kucnąłem tuż koło twarzy Miry. Wyglądała słodko. Jej włosy porozrzucane były po całej poduszce, usta miała lekko otwarte i widać było, że są spierzchnięte od gorączki jaka trawiła jej ciało. Na policzkach widniały delikatne rumieńce co oznaczało, że temperatura spadła choć nie do końca. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Była śliczna nawet bez makijażu i w rozczochranych włosach. Uśmiechnąłem się sam do siebie i pogłaskałem ją delikatnie po policzku. Mira poruszyła się lekko ale nie obudziła się tylko wtuliła się w moją dłoń a na jej ustach pojawił się lekki uśmiech. Popatrzyłem na nią jeszcze przez chwilę a następnie podniosłem się i wyszedłem z sali w poszukiwaniu lekarza, który udzieliłby mi jakichś informacji o jej stanie. W pierwszej kolejności udałem się do tego samego gabinetu w którym byłem wczoraj z Alex. Zapukałem i już po chwili usłyszałem pozwolenie na wejście. Delikatnie otworzyłem drzwi i moim oczom ukazał się ten sam lekarz co wczoraj. 

- Dzień Dobry. - dopiero teraz mężczyzna podniósł na mnie swój wzrok znad sterty papierów, które jeszcze chwilę temu uzupełniał. 
- Ach, to Pan. Dzień Dobry. Domyślam się po co Pan przyszedł i mogę powiedzieć, że stan pana dziewczyny od wczoraj bardzo się poprawił i nie widzę powodu aby trzymać ją tu dalej. - lekarz nie dał mi nawet dojść do słowa tylko od razu zaczął swój wykład. W sumie nie przeszkadzało mi to bo wole kiedy osoba z którą rozmawiam od razu przechodzi do rzeczy bez jakichś tam niepotrzebnych pogadanek. Widać ten mężczyzna uznał tak samo. 
- Czyli mogę ją już teraz zabrać do domu? - zapytałem i uśmiechnąłem się lekko. Mira na pewno lepiej się poczuje kiedy będzie w swoim domu niż w szpitalu.
- Tak, przygotowałem już nawet wypis i recepty. Kiedy spała zrobiłem jej podstawowe badania więc teraz zostało już tylko odłączenie od kroplówki i wyjęcie wenflonu. - mówiąc to wstał i podał mi jakieś kartki, które jak się domyśliłem były wypisem i receptami. Następnie nakazał abym poszedł z nim to od razu uporamy się z tym wszystkim. Już zaczynałem lubić tego gościa. Chyba jako jedyny tutaj nie działał mi na nerwy. Kiedy weszliśmy do sali w której leżała moja Mała okazało się, że znajduje się tam również pielęgniarka, która miała właśnie zamiar zmieniać kroplówkę gdyż poprzednia była pusta.
- Marie, nie zakładaj nowej kroplówki. Właśnie przyszedłem aby wyciągnąć naszej pacjentce wenflon. - Kobieta nic nie mówiąc skinęła tylko głową po czym wyszła z pomieszczenia. Lekarz uporał się z tym w miarę szybko nawet nie budząc dziewczyny. Zadziwiające jaki miała twardy sen, który jak się później był spowodowany lekami nasennymi podanymi jej aby jej organizm szybciej się regenerował. Po udzieleniu mi wszystkich wskazówek co i jak mam robić oraz jak podawać jej lekarstwa lekarz wyszedł a mi zostało już tylko obudzić dziewczynę. Tak jak wcześniej kucnąłem koło jej twarzy i pogłaskałem ją delikatnie po policzku wypowiadając przy tym jej imię. Po jakimś czasie zaczęła się kręcić aż w końcu otworzyła swoje zaspane oczy. Uśmiechnąłem się delikatnie i powiedziałem.
- Wstajemy. Czas iść do domu. - widząc jej niezrozumiały wzrok wytłumaczyłem jej wszystko po czym pomogłem jej wstać z łóżka. Na krześle leżały jej ciuchy w których ją wczoraj przywiozłem więc zgarnąłem je do jednej ręki drugą nadal przytrzymując Mirę przed upadkiem. Była jeszcze osłabiona i do tego leki jeszcze działały wiec wolałem nie ryzykować. Skierowałem się z dziewczyna w stronę łazienki, która była dołączona do pokoju. Posadziłem ją delikatnie na wannie po czym spytałem czy sobie poradzi a gdy kiwnęła głową na "tak" wyszedłem z pomieszczenia przymykając za sobą drzwi. Przed tym jednak poprosiłem ją aby zastukała w drzwi gdy już będzie gotowa jako, ze nie może mówić. 20 minut później wychodziliśmy z budynku w kierunku auta. Posadziłem dziewczyną na fotelu pasażera a sam zasiadłem za kierownicą uprzednio jednak zapinając pasy swoje jak i Miry. Jako, że w ucie było chłodno, włączyłem ogrzewanie i ruszyłem do domu Miry po drodze wstępując jeszcze do apteki i jakiegoś supermarketu. Mira za każdym razem zostawał w aucie. W tym wszystkim nawet nie zauważyłem kiedy zasnęła. Za bardzo skupiłem się na swoich myślach i na tym aby niczego nie zapomnieć. Kiedy dojechaliśmy na miejsce było przed czwartą popołudniu. Nawet nie wiem kiedy ten czas tak szybko minął. Najpierw zaniosłem a dopiero później wróciłem po Mirę. Nie chciałem jej budzić. Powinna teraz jak najwięcej spać i odpoczywać. Zaniosłem ją do jej pokoju i przykryłem kołdrą po same uszy całując delikatnie w czoło. Następnie opuściłem pokój udając się do kuchni aby rozpakować zakupy. Kiedy już to zrobiłem zaparzyłem sobie kawę i udałem się do salonu. Byłem zmęczony ale nie fizycznie tylko psychicznie. Tak dużo się ostatnio dzieje, że powoli zaczynam nie nadążać. Potrzebowałem chwili dla siebie aby móc wszystko w spokoju przemyśleć. A taka okazja nadarzyła się właśnie w tej chwili jako, że Mira spała i na pewno przez dłuższy czas się nie obudzi. Siadając na kanapie i włączając telewizor na jakimkolwiek programie zatopiłem się w rozmyślaniach o dziewczynie, która swoją obecnością wywróciła cały mój poukładany świat do góry nogami ale nie tylko o niej i nie tylko o tym....


~ ♥ ~

Przyznam się, że miałam mały problem z napisanie tego rozdziału... Nie mogłam się zdecydować z jakiej perspektywy go napisać ale w końcu po kilku próbach udało mi się stworzyć coś takiego co mam nadzieję Wam się spodoba. Rozdział po kilkunastu korektach nawet mi się podoba.

UWAGA!

JAKO, ŻE NIEDŁUGO KOŃCZY SIĘ SEMESTR I MAM  MEGA DUŻO NAUKI JAK NA TECHNIKUM I NIE TYLKO TO, TO ROZDZIAŁY BĘDĄ SIĘ POJAWIAŁY RAZ W MIESIĄCU. PÓKI CO NIE MAM INNEJ MOŻLIWOŚCI ABY DODAWAĆ CZĘŚCIEJ.

Patiii ♥

środa, 14 października 2015

Rozdział 8 xx

~ ♥ ~

~ Harry xx

Od kiedy przywiozłem Mirę do szpitala minęły dwie godziny a ja nadal nie wiem co jej jest. Za każdym razem gdy pytam co z nią, zostaje obdarowany pytaniem czy jestem kimś z rodziny lub odpowiadają, że na razie nic nie wiedzą. Z tego całego zamieszania zapomniałem zadzwonić do chłopaków i Alex. Wyciągam telefon i wybieram numer Lou. Powiem mu i będę mieć pewność, że reszta się dowie. Odbiera po dwóch sygnałach.
- Stary, gdzie ty jesteś?! I gdzie jest Mira oraz dlaczego żadne z was nie odbierało telefonu gdy dzwoniliśmy?! - na przywitanie zostaje przywitany serią pytań. Serio próbowali dzwonić? Nic nie słyszałem...
- Lou, spokojnie. Jesteśmy w szpitalu, dlatego nie odbieraliśmy.
- W szpitalu?!? Co zrobiłeś Styles?! Mów do kurwej nędzy co jej zrobiłeś! - Jestem pewien, że jego krzyk słyszał każdy kto jest w poczekalni. Wolną ręką pocieram skronie. Od tego wszystkiego czuję się jakbym i ja był chory choć nie mam żadnych objawów. Jestem po prostu zmęczony. Pół nocy nie spałem tylko czuwałem przy Mirze. Po każdym napadzie kaszlu musiałem podawać jej wody aby zwilżyła gardło i do tego gorączka nie chciała spaść. Spadła dopiero rano, zaraz przed tym jak wstałem aby zrobić śniadanie. A potem kolejny napad i wzrost temperatury oraz szpital. Ledwo się trzymam ale nie zamierzam zostawiać jej tu samej. Siłą mnie stąd nie wyciągną. Otrząsam się ze swoich myśli i odpowiadam Louisowi. Opowiadam mu o wszystkim co wydarzyło się wczorajszego wieczora i dzisiejszego poranka. Tommo trochę się uspokoił i złość w jego głosie zastąpiła troska. Na koniec poprosiłem go aby powiedział reszcie oraz podałem adres szpitala w którym jesteśmy. Skończyliśmy rozmowę i stwierdziłem, że jeszcze raz zapytam się co z Mirą. Jak mi tym razem nic nie powiedzą, to nie ręczę za siebie. Nie żartuję. Siedzę tu już od jakichś trzech godzin i mam dosyć tego, że nikt nie chce udzielić mi żadnej informacji. Chowam telefon do kieszeni i idę do recepcji. Za kontuarem siedzi blond włosa kobieta z toną makijażu na twarzy i wielkim dekoltem. Tyle jestem w stanie stwierdzić bo siedzi i tylko tyle wiedzę. Kiedyś zwrócił bym na to uwagę i próbował zaciągnąć ją do łóżka ale teraz... Teraz jedyne co chcę zrobić to zobaczyć moją Małą. Nie ma nic ważniejszego od tego. Staję przy kontuarze i chrząkam aby zwrócić na siebie uwagę pielęgniarki. 
- Słucham ? - burka pod nosem oschłym tonem i dopiero po chwili podnosi na mnie wzrok. Jej wyraz twarzy od razu się zmienia. Na ustach pojawia się chyba tylko według niej uwodzicielski uśmiech a powieki mrugają w szybkim tempie. Mam ochotę wywrócić oczami ale powstrzymuję się od tego. 
- Mira Stones. Która sala ? - pytam obojętnym tonem. Nie mam ochoty tu stać i patrzeć na tą wytapetowaną lalę. Chce już być przy Mirze i osobiście sprawdzić jak się czuje. Pielęgniarka mruga jeszcze jeden ostatni raz i patrzy w komputer. Chwilę coś sprawdza i dopiero po chwili pyta:
- Jest pan kimś z rodziny ? - Kurwa! Szlak mnie zaraz trafi. Ledwo się powstrzymuję aby czegoś w tej chwili nie rozwalić. Jeżeli powiem jej, że nie jestem to za chuja mi nie powie więc pozostaje mi tylko skłamać... Nie mogę powiedzieć, że jestem jej bratem bo nazwiska się nie zgadzają więc pozostaje mi powiedzieć, że jestem jej chłopakiem. Z przyjacielem mi wcześniej nie wyszło więc trudno. Pewnie mnie za to zabije ale o to będę martwił się potem.
- Jestem jej chłopakiem. - odpowiadam głosem wypranym z emocji. Nie mam już siły a jedyne o czym marzę to sen ale to może poczekać. To MUSI poczekać. 
- Pokój 248, trzecie piętro. - mówi a ja nie oglądając się za siebie szybkim krokiem ruszam w stronę wind. W połowie drogi jednak zmieniam zdanie i idę w kierunku drzwi za którymi są schody. Dotarcie na odpowiednie piętro nie zajmuje mi więcej niż 3 minuty. Teraz tylko odpowiedni pokój. 245, 246, 247... I jest! Delikatnie uchylam drzwi i pierwsze co rzuca mi się w oczy to łóżko ustawione na wprost drzwi. Wchodzę po cichu do pomieszczenia i zamykam delikatnie drewnianą powłokę. W środku panuje lekki półmrok i jest cieplej niż na korytarzu oraz też trochę duszno. Podchodzę szybko do łóżka a pierwsze co tam widzę to moją Mała, która leży okryta po same uszy kołdrą a na ustach i nosie ma maskę przez, którą podają jej tlen. Nie jest już tak blada jak jeszcze kilka godzin temu a na policzkach widnieją lekkie rumieńce co świadczy o tym, że gorączka jej powoli spada. Sięgnąłem po krzesło, które stało pod ścianą i postawiłem je koło łóżka. Usiadłem blisko łóżka i złapałem ją za dłoń, która wystawała jej spod kołdry. Przyglądałem się jej twarzy. Gdy ją dotknąłem uśmiechnęła się lekko przez sen ale nie obudziła. Wtuliła się mocniej w poduszkę i spała dalej. Kiedy spała wyglądała tak słodko i niewinnie. Nikomu na pewno nie przyszłoby do głowy ile ta dziewczyna wycierpiała... Nie wiem co mam niej myśleć. Mimo, że znamy się dopiero kilka dni, mi na prawdę na niej zależy. Jest inna od reszty, wyróżnia się nie robiąc nic nadzwyczajnego. Jest po prostu sobą i chyba to mi się w niej najbardziej podoba. Moje rozmyślania przerwał dźwięk sms'a. Nie puszczając jej ręki, drugą wyjąłem urządzenie z kieszeni i odczytałem wiadomość. 

Od: Lou xx

Który pokój? xx

Ehh i co teraz ? Nie myślałem, że tak szybko przyjadą... Nie mogą tu wszyscy teraz wejść. Mira musi odpoczywać. 

Do: Lou xx

pokój 248
trzecie piętro xx
poczekam na wam 
przed salą

Zanim tu dotrą mam jeszcze jakieś 2 minuty. Ostatni raz patrze na Mirę, wydaję mi się teraz taka krucha... Ale w rzeczywistości taka nie jest. Przekonałem się o tym ostatnio. Nigdy nie zapomnę tego jak uciekła z mojego mieszkania. Teraz wydaje mi się to śmieszne. Kręcę głową na tę myśl, puszczam dłoń dziewczyny i wychodzę na korytarz akurat w momencie gdy drzwi windy się otwierają a ze środka wychodzą nasi przyjaciele. Na przodzie widzę Alex i Lou a za nimi podążają Liam, Niall i Zayn z Perrie. Na widok tej ostatniej lekko się dziwię ale cóż. Nie mam przecież nic przeciwko niej. Na pewno polubią się z Mirą. 
- Co z nią?! - pierwsza doskoczyła do mnie Lex choć mogłem się tego spodziewać. Były z Mirą jak siostry. 
- Już lepiej. Teraz śpi ale jej stan się poprawił. Zresztą nie wiem prawie nic bo żaden z lekarzy nie chciał mi nic powiedzieć. Żeby dowiedzieć się w jakiej sali leży musiałem skłamać pielęgniarce, że jestem jej chłopakiem bo z przyjacielem nie wyszło jak pytałem się lekarza co z nią. - powiedziałem to wszystko na jednym wydechu. Kiedy usłyszeli o tym, że skłamałem pielęgniarce, że jestem jej chłopakiem ich oczy zrobiły się wielkie jak dwa galeony*. 
- Co się tak patrzycie? Gdyby nie to kłamstwo, nadal nie wiedzielibyśmy w której jest sali. Aaa właśnie. Alex mogłabyś pójść ze mną do jakiegoś lekarza i zapytać się o jej stan ? Wiesz, że mi nie chcą nic powiedzieć... - popatrzyłem na nią proszącym wzrokiem. Nikt mi się wtedy nie opiera. I w tym wypadku moje oczęta mnie nie zawiodły. Dziewczyna popatrzyła jeszcze tylko na Louisa i ruszyła korytarzem w poszukiwaniu jakiegoś lekarza dyżurującego. Powolnym krokiem ruszyłem za nią. Nie musieliśmy długo szukać. Akurat w naszą stronę szedł jakiś lekarz. podeszliśmy do niego i Lex zapytała:
- Przepraszam.
- Słucham? - zwrócił na nas swoją uwagę gdyż dotychczas przeglądał jakieś papiery, które trzymał w dłoniach. 
- Dzień Dobry. Nazywam się Alex Carter i chciałabym zapytać co z Waszą pacjentką Mirą Stones? 
- A jest Pani kimś z rodziny ? - zapytał a ja myślałem, że mnie szlak zaraz trafi. Miałem ochotę coś w tej chwili rozwalić. 
- Jestem jej najlepszą przyjaciółką i jednocześnie jedyną bliską osobą. - powiedziała i w tej chwili postanowiłem o sobie przypomnieć. Chrząknąłem znacząco a dziewczyna zwróciła na mnie swoją uwagę. Popatrzyłem na nią a ona z powrotem przeniosła wzrok na lekarza i rzekła :
- A to jest Harry Styles, jej... chłopak. - Przy ostatnim słowie się zająknęła. Lekarz zmierzył mnie uważnie wzrokiem.
- Dobrze, zapraszam do mojego gabinetu. Jestem jej lekarzem prowadzącym. - skończył mówić i ruszył przed siebie a my w ślad za nim. Otworzył jakieś drzwi po lewej stronie i gestem dłoni zaprosił nas do środka. Pomieszczenie było całe białe, na środku stało biurko, za nim fotel i przed nim dwa krzesła. Po prawej stronie pod ścianą stały jakieś szafki a po lewej kozetka. Mężczyzna ponownie wskazał nam dwa krzesła na których usiedliśmy gdy zajął miejsce w fotelu.
- A więc tak. Panna Stones trafiła do nas kilka godzin temu z przewlekłym zapaleniem płuc. Miała trudności z oddychaniem i mocne napady kaszlu. W sumie, gdyby przywieziono ją kilka godzin później mogłaby tego nie przeżyć. Do tego jej organizm był mocno przemęczony czego skutkiem było omdlenie. Podaliśmy jej już odpowiednie leki i jeżeli dobrze pójdzie to jutro popołudniu bądź wieczorem będzie mogła wrócić do domu. - powiedział lekarz.
- Jak to do domu ?! - zdziwiła się Alex.
- Antybiotyki, które jej podaliśmy bardzo szybko się przyjęły i zaczęły działać. Jej stan z bardzo krótkim czasie z krytycznego zmienił się w dobry. Jeżeli nie będzie żadnych powikłań to nie widzę powodu aby długo ją tu trzymać. Wychodzę z zasady, że pacjent podczas choroby czuje się o wiele lepiej w domu niż w szpitalu. - Trochę się zdziwiliśmy tym co powiedział ale jednocześnie ucieszyliśmy. 
- Ona teraz śpi ale można do niej na chwilę wejść. Najlepiej pojedyńczo i na krótko. Potrzebuje teraz dużo spokoju i odpoczynku. 
- Dobrze, dziękujemy. Dowiedzenia. - pożegnaliśmy się i wyszliśmy z gabinetu. Wróciliśmy do reszty. Alex zaczęła im od razu wyjaśniać co się stało a ja w tym czasie wszedłem do Miry. Nadal leżała w tej samej pozycji co wcześniej i spała. Podszedłem do niej i delikatnie pogłaskałem ją po policzku. Mruknęła coś ale spała dalej. Dalej trzymałem rękę na jej licu teraz już z delikatnym naturalnym rumieńcem. Uśmiechnąłem się lekko i zabrawszy rękę wyszedłem z pokoju. Na korytarzu była już tylko Lex z Louisem. Rozmawiali o czymś po cichu lecz jak tylko mnie zobaczyli ucichli. Pierwsza odezwała się dziewczyna.
- I jak z nią?
- Dobrze ale jak chcesz możesz do niej wejść. Cały czas śpi. - powiedziałem i usiadłam na krześle. 
- Przyjdę do niej jutro, niech dzisiaj już śpi spokojnie. I tak a pro po to tobie też by się przydało trochę snu. - powiedziała i zaczęła kierować się z Lou w stronę wind. Nijak nie skomentowałem tego, tylko potarłem twarz dłońmi. I wtedy sobie przypomniałem. Miałem przy sobie jej telefon. Wziąłem go przez przypadek razem z kluczami od auta. Szybko podniosłem się z krzesła i ponownie wszedłem do sali. Podszedłem do szafki koło łóżka i już miałem położyć na niej urządzenie gdy pomyślałem sobie, że może go nie dosięgnąć bez wstawania. Chwilę się zastanowiłem i zdecydowałem, że położę go jej koło poduszki. Tam na pewno go dosięgnie a co najważniejsze, szybko go znajdzie gdyby się coś stało.
Popatrzyłem jeszcze chwilę i wyszedłem z sali a następnie ze szpitala. Powietrze było chłodne ale nie przeszkadzało mi to we wzięciu głębokich wdechów. Ruszyłem do auta. Jazda do domu zajęła mi jakieś 15 minut. Gdy wszedłem do sypialni, nie miałem nawet siły aby się rozebrać, choć było dopiero przed dziewiętnastą. Ostatnio co pamiętam to jak moja głowa dotknęła poduszki. Potem była ciemność.


♥ ~


* - Galeony to takie pieniądze używane w świecie magicznym przedstawionym przez J.K.Rowling w sadze o Harrym Potterze. Były one duże, okrągłe i złote. 

~ ♥ ~

Wracam do Was po bardzo długiej nieobecności z nowym rozdziałem. Przepraszam, że tak długo mnie nie było ale towarzyszył mi brak czasu, potem brak weny i niemożność wykrzesania z siebie nawet jednego ciekawego zdania a na koniec szkoła i nauka. Ale mam nadzieję, że teraz uda mi się już dodawać posty na bieżąco ☻

Patiii ♥

piątek, 22 maja 2015

Rozdział 7 xx

~ ♥ ~
Obudził mnie odgłos otwieranych drzwi i zapach naleśników. Automatycznie otworzyłam oczy. W drzwiach mojej sypialni stał Harry ubrany jedynie w bokserki i z tacą w ręku.
- Hej mała. - Gdy to powiedział szeroki uśmiech rozświetlił jego twarz ukazując dołeczki w policzkach a mnie aż zrobiło się od tego gorąco. Nie odpowiedziałam bo w gardle nadal czułam nieprzyjemnie drapanie dlatego w odpowiedzi uśmiechnęłam się tylko lekko. Chłopak odstawił tacę z jedzeniem na szafkę nocną a następnie usiadł koło mnie i dotknął delikatnie swoją dłonią mojego czoła i policzka. Przymknęłam delikatnie oczy na ten gest. Kiedy mnie dotykał czułam się taka lekka i bezpieczna. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie doświadczyłam. To jest takie, takie... takie inne. Harry nie zabrał od razu ręki z mojej twarzy tylko przez krótką chwilę przyglądał mi się. Czułam jego wzrok na sobie. 
- Gorączka już spadła ale nie wiem jak z twoim gardłem bo się nie odzywasz. - zaśmiał się lekko na ostatnie stwierdzenie. Otworzyłam oczy i przyjrzałam mu się uważnie. Dzięki temu, że nie miał na sobie koszulki mogłam podziwiać jego gołą klatkę piersiową i wszystkie tatuaże, które na niej miał. Najbardziej spodobał mi się motyl, który znajdował się tuż przy zakończeniu żeber. Wyciągnęłam dłoń spod kołdry i delikatnie palcem wskazującym zaczęłam jeździć po konturach tatuażu. Gdy dotknęłam jego klatki piersiowej lekko się spiął ale gdy poczuł co robię od razu się rozluźnił i opadł na poduszki przez co aby nie przerwać wykonywanej czynności musiałam się podeprzeć ręką. Kiedy obrysowałam już całego motyla położyłam mu dłoń na klatce piersiowej i spojrzałam w oczy. Od razu uderzyła we mnie głębia jego zielonych jak świeża trawa po skoszeniu tęczówek, które wyrażały wiele różnych emocji. Patrzyliśmy sobie w oczy tak jakby świat miał się zaraz skończyć. W jego spojrzeniu widziałam troskę i coś jeszcze czego nie mogłam zidentyfikować. Był wesoły ale jednocześnie poważny. Tak jakby usilnie się o czymś myślał lub próbował hamować swoje odruchy. Nie wiedząc co mną kieruje podciągnęłam się wyżej na jego piersi tak, że nasze oczy były na tej samej wysokości. Jego dłonie automatycznie wślizgnęły się pod moją górną część ubrania na talię. Zrobiło mi się gorąco. Bardzo gorąco. I to uczucie, które mną zawładnęło... Było takie... Takie zniewalające. Jedyne co mogłam robić to patrzeć mu w oczy. Jednak kiedy poczułam jak przyciąga mnie bliżej siebie i zacieśnia uścisk nie hamowałam się tylko oplotłam mocno jego szyję swoimi ramionami wtulając głowę w zagłębienie jego szyi zaciągając się jego zniewalającym zapachem. W tamtym momencie czułam się jak jakaś narkomanka. No bo kto normalny tak robi? Nie wiem ile znowu tak leżeliśmy ale z tego stanu wybudził nas odgłos mojego brzucha, który domagał się jedzenia. Odsunęłam się od chłopaka i popatrzyłam na szafkę nocną na której stały naleśniki. Wzrok Harry'ego powędrował za moim i już po chwili zajadałam się moim ulubionym przysmakiem. Harry nic nie jadł tylko przyglądał mi się. Ale czy on coś innego robi oprócz tego? Kiedy skończyłam posiłek, który nawiasem mówiąc był pyszny Loczek zabrał ode mnie naczynia i wyszedł z pokoju nic nie mówiąc. Nie zastanawiając się długo wstałam i ruszyłam za nim. Znalazłam go w kuchni, gdzie z tego co zauważyłam robił coś. Stanęłam i oparłam się o framugę drzwi przyglądając mu się. Póki co mnie nie zauważył. Po chwili przyglądania mu się chciałam się odezwać ale kiedy chciałam wypowiedzieć pierwsze słowo zaczęłam się krztusić. Zgięłam się w pół i coraz mocniej kaszlałam. W chwili gdy ugięły się pode mną kolana i myślałam, że upadnę na talii poczułam dłonie Harry'ego. Wziął mnie na ręce i posadził na sofie. Ukucnął przy moich kolanach i spokojnym głosem zaczął dawać mi rady spokojnym głosem. Na początku dawało to jakiś efekt ale zaraz znowu wracało. Kiedy za trzecim razem rozkaszlałam się i nawet płytkie, częste oddechy nic nie pomogły, Harry zerwał się na równe nogi i pobiegł gdzieś na górę. Wrócił po chwili całkowicie ubrany z bluzą i kluczykami w rękach. Nic nie mówiąc założył mi bluzę i delikatnie łapiąc za ramiona podniósł do góry. Zaprowadził mnie do korytarza, gdzie pomógł ubrać mi trampki. Potem nawet nie wiem kiedy a już wtulałam się w jego klatkę piersiową. Wyszliśmy z domu i chłopak zamknął drzwi a następnie podszedł do auta i posadził mnie na miejscu pasażera zapinając po drodze pasy. Kiedy już to zrobił zamknął drzwi i usiadł za kierownicą. Moja głowa znowu zaczęła boleć tępym bólem i myślałam, że zaraz zemdleję. Do tego dalej miałam trudności z oddychaniem. Bolał mnie brzuch i po lepszym samopoczuciu, które mi towarzyszyło zaraz po przebudzenia nie było najmniejsze śladu. Obraz przed oczami lekko mi się rozmazywał przez co nie widziałam gdzie jedziemy. Oparłam głowę o szybę i przymknęłam oczy. Widziałam i słyszałam jak przez mgłę. Harry chyba coś mówił ale nie byłam w stanie rozróżnić słów. Czułam jak auto zwalnia tempa i po chwili zatrzymuje się przed jakimś budynkiem. Słyszę dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi. Podnoszę głowę z szyby akurat gdy drzwi po mojej stronie otwierają się. Znowu ktoś bierze mnie na ręce i gdzieś mnie niesie. Nie wiem gdzie, nie wiem po co. Jedyne co wiem to, to że mam ochotę spać i żeby te wszystkie boleści zniknęły. Czuję zmianę temperatury i słyszę jakies głosy a do moich nozdrzy dociera ostry i znany zapach czystości. Jesteśmy w szpitalu. Ból w moje głowie nasila się i próbuje z nim walczyć ale nie udaję mi się. Przegrywam. Tracę przytomność i ostatnie co słyszę to jak ktoś krzyczy moje imię i lekko mną potrząsa. Potem widzę już tylko ciemność w każdym znaczeniu tego słowa...

~ ♥ ~ 


Notka z tygodniowym opóźnieniem ale mam szlaban na komputer i rozdział pisze na telefonie co wcale nie jest łatwe. Jeżeli znajdą się jakieś błędy to przepraszam.
Notka jest krótka i nie jestem z niej za bardzo zadowolona ale cóż... Jak zawsze mam nadzieje, że się spodoba :)  W przyszłym tygodniu mam nadzieję dorwać się już do laptopa więc rozdział powinien być dużo dłuższy.
Patiii ♥