czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 1 xx

~ ♥ ~ 
Dzwonek telefonu. To jedyne co teraz słyszę. Tylko teraz pytanie gdzie on jest... Szybko wsadzam rękę pod poduszkę i wymacuje urządzenie. Szybko go wyciągam i nie patrząc nawet kto dzwoni odbieram.
- Halo. - mówię i opadam na poduszki.
- MIRAAAA! - krzyczy ktoś do słuchawki.
- Tak mam na imię Lex. - mówię z rozbawieniem.
- Och! Jakaś ty dowcipna od rana. - stwierdza sarkastycznie. - A tak a pro po pamiętasz, że dzisiaj idziemy do "Demons" - pyta i się śmieje.
- Pamiętam! I nie mogę się tego doczekać. - piszczę do słuchawki.
- To o której tam idziemy ? - pyta Alex i słyszę w telefonie jakieś szmery. Pewnie coś robi.
- Hmm, może o 20.00 ? - zwlekam się z łóżka i i kieruję się w stronę garderoby w poszukiwaniu ubrań na dzisiaj.
- Okey, przyjdę do ciebie o 17.30 i się razem naszykujemy. Musimy wyglądać dzisiaj wystrzałowo. Nie mogę się doczekać! - ostatnie zdanie wykrzykuje tak głośno aż muszę odsunąć komórkę od ucha bo inaczej na pewno bym ogłuchła. Jakby nie patrzeć Lexi ma bardzo donośny głos jak mówi normalnie a co dopiero jak krzyczy. Ugh! Przykładam z powrotem telefon do ucha i jeszcze chwilę gadamy i różnych pierdołach po czym zakańczamy rozmowę i każda udaje się w swoją stronę. Biorę ciuchy które zdążyłam już wybrać i wychodzę z garderoby kierując się do łazienki. Kładę rzeczy na szafce po czym biorę szybki prysznic. Zawinięta w ręcznik susze włosy i robię lekki makijaż. Na końcu się ubieram.
Wychodzę z łazienki i kieruję się w stronę kuchni. W całym domu panuje cisza. Zresztą jak zawsze odkąd rodzice tu nie mieszkają czyli od dnia moich 18 urodzin. Zostawili mnie od tak, wyjechali twierdząc, że już nie są mi potrzebni gdyż jestem pełnoletnia i mogę sama siebie pilnować. W całym tym ogromnym domu mieszkam sama.
Pieniądze na dom, jedzenie, ubrania i inne wydatki rodzice wysyłają mi na konto. Nie kontaktują się ze mną. O ile wiem mieszkają teraz w Ameryce i nie zamierzają wracać do Londynu.
Kocham ten dom ale jednocześnie go nienawidzę. Nigdy nie myślałam, że będę tu mieszkać sama. Choć rodzice rzadko bywali na dłużej w domu to wiedziałam, że nie mieszkam w nim sama. Teraz jest inaczej. Alex często u mnie nocuje ale to i tak nie jest to samo co kiedyś. Nadal jest tu pusto... Otrząsam się z moich ponurych rozmyślam na które od odejścia rodziców sobie nie pozwalam. Postanowiłam cieszyć się życiem i to własnie robię. Co noc jestem w innej dyskotece i jestem z tego powodu naprawdę szczęśliwa. Razem z Lexi podczas zabawy nie pijemy alkoholu. Wolimy zabawę na trzeźwo. Przynajmniej wszystko pamiętamy a do dobrej zabawy alkohol jest niepotrzebny. Wchodząc do kuchni podchodzę do lodówki i wyciągam jogurt a z szafki musli i miseczkę. 
Wsypuje musli do miseczki, zalewam jogurtem, biorę łyżeczkę i jem. W między czasie patrze jeszcze która jest godzina i stwierdzam, że już 13:00. Odstawiam pustą miseczkę do zlewu i udaje się do swojej sypialni aby zabrać swoją torebkę. Wchodząc do pokoju przeglądam się jeszcze raz w lustrze i stwierdziwszy, że wyglądam nawet dobrze, biorę torebkę z krzesła i udaje się w stronę drzwi wyjściowych. Po drodze łapie jeszcze klucze od auta, zamykam drzwi wejściowe i udaje się w stronę garażu do mojego kochanego auta.
Otwieram garaż a moim oczom ukazuje się moje kochane Audi A4.
Szybko wsiadam do środka i wyjeżdżam z garażu. Jeszcze tylko szybko otwieram bramę i wyjeżdżam z posesji. Jadę w stronę centrum. Muszę kupić sobie jakieś nowe ciuchy, buty i kosmetyki. 
Parkuje, zamykam auto i kieruje się do środka. Jeszcze tylko wkładam słuchawki na uszy, puszczam muzykę i jestem gotowa na zakupy. Po trzech godzinach mam już co najmniej z 20 toreb i mam dość zakupów. Sprawdzam godzinę i stwierdzam, że jest już po 16 więc pora wracać do domu. Kieruję się w stronę wyjścia a po chwili siedzę już w samochodzie i kieruję się w stronę domu. Dojazd zajmuje mi jakieś 15 minut. Wchodzę do domu i od razu kieruję się w stronę garderoby alby zostawić tam swoje zakupy. Po chwili wychodzę stamtąd i kieruję się do kuchni aby szybko coś zjeść zanim przyjdzie Alex bo jest już 17:00. Podchodzę do lodówki i wyjmuję sobie coś do jedzenia a następnie udaje się do salonu.

Włączyłam telewizor na byle jaki program i wzięłam telefon do ręki aby sprawdzić ile mam czasu zanim Lex przyjdzie. Jest 17:25 ale znając Alex i tak pewnie się spóźni. Dokończam swoje jabłko bo to akurat wpadło mi  rękę i kieruje się w stronę łazienki. 

Biorę szybki prysznic i zawinięta w ręcznik idę w stronę swojej garderoby. Już prawie łapie za klamkę aż naglę słyszę trzask drzwi wejściowych. To oznacza jedno. Lex przyszła. Patrzę na telefon, który trzymam w ręce i stwierdzam, że jest za dziesięć osiemnasta.
Po chwili słyszę tylko jej wrzask.
- IRAAA ! 
- Na górze. - Odkrzykuje i się śmieje. Wchodzę do garderoby i przeglądam wieszaki zastanawiając się co dziś ubrać. Wybieram jakiś zestaw i wychodzę akurat w momencie w którym Alex pojawia się na piętrze.
- Hej Młoda. - mówi i daje mi buziaka w policzek. - Gotowa na ostrą zabawę ? - pyta i razem kierujemy się w stronę łazienki.
- Hej Stara. - Śmieje się. - Oczywiście, ze gotowa. W co się ubierasz ? - pytam w momencie w którym wchodzimy do łazienki. Odkładam ciuchy na szafkę tak samo jak moja przyjaciółka. 
- Ajj zobaczysz. - mówi i wystawia mi język. - Muszę się wykąpać bo nie zdążyłam przed przyjazdem.
- Dobra, to w taki razie ty się kąp a ja idę dobrać sobie buty i muszę przynieść jeszcze tu swoje nowe kosmetyki. - mówię i kieruję się w stronę drzwi. Alex nie odpowiada tylko wchodzi pod prysznic. Za to ja kieruje się jeszcze raz w stronę garderoby, szybko wybieram jakieś buty a z torem których nie rozpakowałam wyciągam wszystkie kosmetyki które kupiła. Jest ich trochę sporo ale co tam. Jak szaleć to szaleć. Z tą myślą zmierzam w stronę łazienki. Kiedy wchodzę, Alex stoi już przed lustrem i suszy włosy. Jest w samym ręczniku tak jak ja. Podchodzę do szafki pod lustrem i kładę tam wszystkie rzeczy, które trzymam oprócz butów bo te rzucam na podłogę. Odbieram suszarkę od Alex i zaczynam suszyć swoje włosy. Potem już tylko makijaż ubrania. Po półtorej godziny jesteśmy gotowe.
(bez torebki )
Ja jestem ubrana w czarną półprzezroczystą koszule, rurki i lity a Alex w niebieska koszule w kratę, legginsy i szpilki. 
( bez dodatków)
Sprawdzam godzinę i stwierdzam, że jest już 19:30. Jeżeli chcemy być tam o 20:00 to musimy już jechać. Biorę telefon, jakąś kasę i telefon tak samo jak Lex i wychodzimy. Umawiamy się, że spotkamy się pod klubem po czym każda wsiada do swojego auta i odjeżdża. Włączam radio, podgłaszam i jestem gotowa. Jazda zajmuje mi tym razem mniej niż 20 minut. Parkuje na jednym z wolnych miejsc a już po chwili Lexi parkuje koło mnie. Wrzucam jeszcze tylko telefon do schowka bo nie chcę żeby mi go ktoś ukradł po czym wysiadam z auta. Alex akurat zamyka swój samochód. 
- No to: IMPREZAAA! - krzyczę i się śmieje a Lex dołącza do mnie.
- Coś mi się wydaję, że to będzie niezapomniana dyskoteka. -  mówi i podchodzi do mnie. Stoimy koło siebie i patrzymy na budynek w którym znajduje się klub. Jest niesamowity. Wielki szyld z nazwą klubu świeci a kolejka do wejścia jest długa. Ale nas ona nie interesuje. My nie stoimy w kolejkach. Ruszamy w stronę ochroniarza, który stoi przy drzwiach. Podchodzimy do niego a on jak tylko nas zauważa schodzi z przejścia i przepuszcza nas do środka. Dlaczego tak się dzieje ? Otóż jesteśmy znane w każdym klubie w Londynie i w wielu z nich prowadzimy dyskoteki. Czemu ? Bo tam gdzie my się pojawiamy, zjawia się także wielki tłum ludzi a niektórzy biją się tylko po to aby wejść na tą samą imprezę co my.Wielu właścicieli klubów w których byłyśmy dzwoni i pyta czy mogłybyśmy w jakiś tam dzień który oni proponują zjawić się u nich ale my ZAWSZE odmawiamy. To my decydujemy o tym w jakiej dyskotece się bawimy i do jakiej często wracamy. A teraz zdaje mi się, że do tego klubu wrócimy jeszcze nie raz. Wchodzimy do środka i od razu uderza w nas bardzo głośna muzyka, zapach alkoholu i nikły zapach dymu papierosowego. O ile wiem w tym klubie nie wolno palić fajek. Jedyną osobą która może tu palić jest jeden z właścicieli. Ale to jego klub więc może robić co mu się podoba. 
- TU JEST NIESAMOWICIE ! - Alex krzyczy tak głośno, że mimo iż jest tu bardzo głośno ja i tak ją słyszę. Śmieję się tylko, łapię ją za rękę i ciągnę w stronę środka parkietu. Przepychamy się aż w końcu jesteśmy tam gdzie chciałyśmy być. Zaczynamy się ruszać w rytm muzyki a ludzie którzy do tej pory ciasno nas otaczali robią miejsce. Rzucamy z Alex porozumiewawcze spojrzenia i zaczynamy się znowu ruszać. Tańczymy dwie godziny bez przerwy. Patrzę na Lex a ona kiwa głowa w stronę baru. Przepychamy się w jego stronę i już po chwili siedzimy na wysokich krzesłach barowych. Podchodzi do nas barmanka w różowych włosach i stawia przed nami dwa drinki.
- My tego nie zamawiałyśmy. - mówię i odsuwam od siebie kieliszek. Alex robi to samo.
- Wy nie ale oni tak. - mówi i pokazuje na dwóch facetów którzy siedzą w sekcji VIP i patrzą centralnie na nas. Jeden ma kręcone włosy oraz zielone oczy i poznaje, że to jeden z właścicieli klubu. Harry Styles. Czyli ten drugi to Louis Tomlinson. Odwracam od nich wzrok i znowu patrzę na barmankę a potem na drinka, który dalej stoi przede mną.
- Spokojnie. Nie ma w nim ani grama alkoholu. - mówi i się uśmiecha. - A tak w ogóle to jestem Annie ale możecie mówić mi An. - uśmiecha się ukazując swoje białe zęby i kolczyk. Odpowiadamy jej tym samy po czym mówię.
- Jestem Mira ale możesz mi mówić Mir albo Ira. 
- A ja jestem Alex ale mów mi Lex. - mówi Lex i bierze łyka swojego drinka. Patrzę jeszcze raz na swojego i nie jestem pewna co mam zrobić. An to zauważa więc mówi.
- Ira, spokojnie. Nie ma w tym alkoholu. Sama je przygotowywałam. To są zmieszane tylko różne soki które normalnie dodaje się do wódki. Nie ma nawet grama alkoholu. - śmieje się więc i ja to robię po czym biorę łyk swojego napoju. Faktycznie, dobrze smakuje. Wypijam z Alex swoje drinki i ruszamy z powrotem na parkiem. Zaczynamy się ruszać. Po chwili czuje czyjeś ręce na swoich biodrach. Odwracam się a tam za mną stoi jakiś facet, który jak podejrzewam jest zalany w trupa.
Próbuję się wyplątać z jego uścisku ale za każdym razem on coraz mocniej wbija mi palce w skórę. Jestem przekonana, że pozostaną mi w tych miejscach siniaki. W chwili w której mam zamiar go spoliczkować koleś zostaje ode mnie odciągnięty. Patrzę w miejsce w którym jeszcze chwilę stał ten typek ale nikogo nie widzę. Obracam się widzę jak szarpie się on z jednym z ochroniarzy klubu a obok stoi dwóch facetów, którzy przyglądają się temu z boku a po chwili jeden mówi coś temu ochroniarzowi na ucho po czym ten wyprowadza tego kolesia z sali. W chwili gdy mam odwrócić wzrok, ten sam facet, który mówił coś ochroniarzowi spogląda prosto na mnie. I wtedy już wiem kim on jest. Jeden z właścicieli, Styles. Pokazuje na mnie głową abym poszła za nim. Rozglądam się jeszcze za Alex ale jej nigdzie nie widzę. Powoli ruszam za Stylesem. Prowadzi mnie przez całą salę w stronę sekcji VIP. Gdy jestem już wystarczająco blisko mogę zobaczyć, że nikogo tam nie ma. Ogarnia mnie lekka panika ale nie daje nic po sobie poznać. Otwiera szklane drzwi i przepuszcza mnie. Kiwam mu głową w podziękowaniu i wchodzę do środka. Od razu uderza we mnie to, że jest tu dużo ciszej niż na sali. Odwracam się a chłopak pokazuje mi żebym usiadła. Robię to a on się odzywa.
- Nic Ci nie zrobił ?
- Niee, może poza paroma siniakami. - odpowiadam i spoglądam na niego. 
- Ciężko go było od ciebie odciągnąć. - odpiera i lekko się uśmiecha.
- Ty go ode mnie odciągnąłeś ? - pytam ze zdziwieniem cały czas na niego patrzą.
- Owszem. Widziałem, że nie mogłaś sobie z nim poradzić więc postanowiłem pójść tam i go od ciebie odciągnąć. - mówi i patrzy mi w oczy. Ta zieleń... Taka czysta, lekko zmącona ale uspokoiła mnie.
- Dziękuje. - mówię i nie mogąc się powstrzymać znowu spoglądam mu w oczy. Czuje jak moje policzki płoną. On tylko uśmiecha się szerzej ukazując szereg swoich śnieżno białych zębów. W tej chwili jestem pewna, że moje policzki przypominają dorodnego pomidora. Na to stwierdzenie śmieje się w myślach. Odwzajemniam uśmiech i dalej patrzę w jego oczy. Są niesamowite. Mogłabym w nie patrzeć bez przerwy. Nie wiem ile tak siedzimy i wpatrujemy się w siebie ale podejrzewam, że bardzo długo. W końcu przerywam ciszę między nami i pytam.
- Emm możesz mi powiedzieć, która jest godzina ? - wyciąga telefon, patrzy na ekran a potem na mnie.
- Jest północ. - mówi nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Muszę znaleźć Alex. - odpieram i zamierzam się podnieść ale zatrzymują mnie jego słowa.
- Spokojnie, jestem pewien, że niedługo się tu pojawi razem z Louisem. - patrzę na niego pytającym wzrokiem a on się śmieje i wyjaśnia. - Kiedy ja odciągałem od ciebie tego kolesia Louis podszedł do twojej przyjaciółki spytać czy z nim zatańczy. - lekki śmiech wydobywa się z jego słów a ja uświadamiam sobie, że mogłabym go słuchać do końca świata i jeden dzień dłużej. Szybko wyrzucam w głowy tę myśl i odpowiadam.
- Oh. To dlatego nigdzie jej nie widziałam. 
- Taa, o ile dobrze widzę to dalej razem tańczą. - mówi i pokazuje w kierunku boku sali gdzie faktycznie Alex tańczy z Louisem. Uśmiecham się i odwracam wzrok. Po chwili czuję jak kanapa na której siedzę ugina się pod jakimś ciężarem i widzę, że chłopak usiadł koło mnie.
- Tak w ogóle to jestem Harry. Jakoś nie było czasu wcześniej aby się przedstawić. - mówi i uśmiecha się do mnie.
- Mira ale możesz mi mówić Mir albo Ira. - również się do niego uśmiecham. W tym momencie do loży ktoś wchodzi. Spoglądam w tamta stronę i widzę, że to tylko An z dwiema szklankami. 
- Przyniosłam wam coś do picia. - mówi i stawia przed nami napoje. - Mir, twój jest taki sam jak przedtem więc możesz być spokojna. - śmieje się i puszcza mi oczko. Potem zwraca się do Harry'ego.
- Ty również masz coś bezalkoholowego. - 
- Dzięki An. - mówi Harry i się uśmiecha po czym  An wychodzi.
- Nie pijesz ? - pytam i spoglądam na niego.
- Nie pije. Robię to tylko czasami. - odpowiada i sięga po swoją szklankę więc i ja robię to samo. Biorę łyka i znów czuje ten sam smak co wcześniej. To jest pyszne. Siedzimy chwilę w ciszy a potem zaczynamy luźną rozmowę o tym czym się interesujemy, co lubimy robić itp. Krótko mówiąc poznajemy się. Po jakiejś godzinie drzwi się otwierają i do środka wchodzi Alex i Louis. Alex patrzy na mnie i się uśmiecha. 
- Hej wam. - mówi i zajmuje miejsce naprzeciwko mnie. Louis podchodzi do mnie i mówi.
- Cześć, jestem Louis ale możesz mi mówić Lou. - wyciąga w moją stronę ręce więc wstaje a ten porywa mnie w swoje ramiona i zaczyna się ze mną okręcać. Zaczynam się śmiać razem z nim a po chwili dołącza do nas reszta. 
- Louis, puść już ją. - mówi Harry i patrzy groźnie na Lou. Ten jak na zawołanie stawia mnie na podłogę i mówi.
- Hazz, spokojnie. Przecież ci jej nie odbiorę. - puszcza do niego oczko i siada koło Lex. Wracam na swoje miejsce nie wiedząc co mam myśleć o komentarzu Louisa. Harry patrzy chwilę na mnie a potem odwraca wzrok w stronę Louisa, który już nadaje jak katarynka. Siedzimy tak jeszcze może z godzinę po czym stwierdzamy z Lex, że czas się zbierać bo już po drugiej w nocy. Żegnamy się z chłopakami obiecując im, że jeszcze wpadniemy po czym zmierzamy w stronę wyjścia z sekcji VIP. W chwili w której mam wyjść słyszę:
- Mira, możesz chwilę poczekać ? - To Harry.
- Jasne. - odpowiadam i się do niego uśmiecham. Odwzajemnia uśmiech po czym mówi do pozostałej dwójki.
- Idźcie. Ja odprowadzę Mirę do auta. - Kiwają głową na tak i wychodzą. Zostaje sama z Harrym. Podchodzi do mnie i wyciąga swój telefon. Staje naprzeciwko mnie, wkłada mi telefon do ręki i szepcze do ucha.
- Nie zapomniałaś o czymś ? - pyta.
- Hmm chyba nie... - mówię. Wiem w co gra więc czemu by z nim nie pograć ?
- A ja myślę, że jednak zapomniałaś. - Czuje jego oddech na swojej szyi. Lekko się ode mnie odsuwa a ja spoglądam na jego twarz. Uśmiecha się szelmowsko. Odwzajemniam uśmiech po czym przenoszę wzrok na telefon i wstukuję mu mój numer a następnie zapisuje. Oddaje mu telefon, chowa go i kierujemy się w stronę wyjścia z klubu a następnie na parking w kierunku mojego auta. Po drodze wyciągam kluczyki i otwieram auto. Patrzę na miejsce obok i widzę, że auto Lexi już nie ma czyli musiała już pojechać do domu. Stajemy przy moim aucie, Harry chwile mu się przygląda ale nic nie mówi. Potem wzrok przenosi na mnie. Tone w jego zielonych tęczówkach jednak szybko się otrząsam i przenoszę swój wzrok na samochód.
- To cześć. - mówię i chcę wsiąść do auta ale Harry mi na to nie pozwala. Przyciąga mnie do siebie lekko ale stanowczo i szepcze do ucha.
- Do zobaczenia niedługo. - po tym puszcza mnie i odchodzi w stronę wejścia do klubu. Jeszcze tylko się obraca i puszcza mi oczko nie przestając iść. Śmieję się i wsiadam do auta. Odpalam i zmierzam w stronę domu. Ulice są praktycznie puste więc już po 10 minutach jestem w domu. Kieruję się w stronę kuchni, nalewam szklankę soku i zmierzam w stronę swojej sypialni. Wchodzę i odkładam szklankę i telefon na szafkę nocną. Ściągam z siebie ubrania i w samej bieliźnie kładę się do łóżka. Już zasypiam gdy słyszę dźwięk mojej komórki. Sms. Sięgam ręką i patrze od kogo. Nieznany numer. Otwieram wiadomość, czytam treść i już wiem od kogo ona jest.

od: 5xxxxxxx9

Dobranoc Piękna. 
Mam nadzieję, że niedługo
się spotkamy. 
Harry xx

Zapisuję tylko numer nie wysilając się nawet żeby odpisać. Odkładam telefon, kładę głowę na poduszkę a ostatnią moja myślą przez zaśnięciem jest " Jakie on ma cudne oczy i ten jego uśmiech..." 

~ ♥ ~

No to mamy 1 rozdział. Mam nadzieję że się spodoba.
Miłego czytania. :D
Patiii ♥

CZYTASZ  = KOMENTUJESZ ! ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz