~ ♥ ~
~ Harry xx
Od kiedy przywiozłem Mirę do szpitala minęły dwie godziny a ja nadal nie wiem co jej jest. Za każdym razem gdy pytam co z nią, zostaje obdarowany pytaniem czy jestem kimś z rodziny lub odpowiadają, że na razie nic nie wiedzą. Z tego całego zamieszania zapomniałem zadzwonić do chłopaków i Alex. Wyciągam telefon i wybieram numer Lou. Powiem mu i będę mieć pewność, że reszta się dowie. Odbiera po dwóch sygnałach.
- Stary, gdzie ty jesteś?! I gdzie jest Mira oraz dlaczego żadne z was nie odbierało telefonu gdy dzwoniliśmy?! - na przywitanie zostaje przywitany serią pytań. Serio próbowali dzwonić? Nic nie słyszałem...
- Lou, spokojnie. Jesteśmy w szpitalu, dlatego nie odbieraliśmy.
- W szpitalu?!? Co zrobiłeś Styles?! Mów do kurwej nędzy co jej zrobiłeś! - Jestem pewien, że jego krzyk słyszał każdy kto jest w poczekalni. Wolną ręką pocieram skronie. Od tego wszystkiego czuję się jakbym i ja był chory choć nie mam żadnych objawów. Jestem po prostu zmęczony. Pół nocy nie spałem tylko czuwałem przy Mirze. Po każdym napadzie kaszlu musiałem podawać jej wody aby zwilżyła gardło i do tego gorączka nie chciała spaść. Spadła dopiero rano, zaraz przed tym jak wstałem aby zrobić śniadanie. A potem kolejny napad i wzrost temperatury oraz szpital. Ledwo się trzymam ale nie zamierzam zostawiać jej tu samej. Siłą mnie stąd nie wyciągną. Otrząsam się ze swoich myśli i odpowiadam Louisowi. Opowiadam mu o wszystkim co wydarzyło się wczorajszego wieczora i dzisiejszego poranka. Tommo trochę się uspokoił i złość w jego głosie zastąpiła troska. Na koniec poprosiłem go aby powiedział reszcie oraz podałem adres szpitala w którym jesteśmy. Skończyliśmy rozmowę i stwierdziłem, że jeszcze raz zapytam się co z Mirą. Jak mi tym razem nic nie powiedzą, to nie ręczę za siebie. Nie żartuję. Siedzę tu już od jakichś trzech godzin i mam dosyć tego, że nikt nie chce udzielić mi żadnej informacji. Chowam telefon do kieszeni i idę do recepcji. Za kontuarem siedzi blond włosa kobieta z toną makijażu na twarzy i wielkim dekoltem. Tyle jestem w stanie stwierdzić bo siedzi i tylko tyle wiedzę. Kiedyś zwrócił bym na to uwagę i próbował zaciągnąć ją do łóżka ale teraz... Teraz jedyne co chcę zrobić to zobaczyć moją Małą. Nie ma nic ważniejszego od tego. Staję przy kontuarze i chrząkam aby zwrócić na siebie uwagę pielęgniarki.
- Słucham ? - burka pod nosem oschłym tonem i dopiero po chwili podnosi na mnie wzrok. Jej wyraz twarzy od razu się zmienia. Na ustach pojawia się chyba tylko według niej uwodzicielski uśmiech a powieki mrugają w szybkim tempie. Mam ochotę wywrócić oczami ale powstrzymuję się od tego.
- Mira Stones. Która sala ? - pytam obojętnym tonem. Nie mam ochoty tu stać i patrzeć na tą wytapetowaną lalę. Chce już być przy Mirze i osobiście sprawdzić jak się czuje. Pielęgniarka mruga jeszcze jeden ostatni raz i patrzy w komputer. Chwilę coś sprawdza i dopiero po chwili pyta:
- Jest pan kimś z rodziny ? - Kurwa! Szlak mnie zaraz trafi. Ledwo się powstrzymuję aby czegoś w tej chwili nie rozwalić. Jeżeli powiem jej, że nie jestem to za chuja mi nie powie więc pozostaje mi tylko skłamać... Nie mogę powiedzieć, że jestem jej bratem bo nazwiska się nie zgadzają więc pozostaje mi powiedzieć, że jestem jej chłopakiem. Z przyjacielem mi wcześniej nie wyszło więc trudno. Pewnie mnie za to zabije ale o to będę martwił się potem.
- Jestem jej chłopakiem. - odpowiadam głosem wypranym z emocji. Nie mam już siły a jedyne o czym marzę to sen ale to może poczekać. To MUSI poczekać.
- Pokój 248, trzecie piętro. - mówi a ja nie oglądając się za siebie szybkim krokiem ruszam w stronę wind. W połowie drogi jednak zmieniam zdanie i idę w kierunku drzwi za którymi są schody. Dotarcie na odpowiednie piętro nie zajmuje mi więcej niż 3 minuty. Teraz tylko odpowiedni pokój. 245, 246, 247... I jest! Delikatnie uchylam drzwi i pierwsze co rzuca mi się w oczy to łóżko ustawione na wprost drzwi. Wchodzę po cichu do pomieszczenia i zamykam delikatnie drewnianą powłokę. W środku panuje lekki półmrok i jest cieplej niż na korytarzu oraz też trochę duszno. Podchodzę szybko do łóżka a pierwsze co tam widzę to moją Mała, która leży okryta po same uszy kołdrą a na ustach i nosie ma maskę przez, którą podają jej tlen. Nie jest już tak blada jak jeszcze kilka godzin temu a na policzkach widnieją lekkie rumieńce co świadczy o tym, że gorączka jej powoli spada. Sięgnąłem po krzesło, które stało pod ścianą i postawiłem je koło łóżka. Usiadłem blisko łóżka i złapałem ją za dłoń, która wystawała jej spod kołdry. Przyglądałem się jej twarzy. Gdy ją dotknąłem uśmiechnęła się lekko przez sen ale nie obudziła. Wtuliła się mocniej w poduszkę i spała dalej. Kiedy spała wyglądała tak słodko i niewinnie. Nikomu na pewno nie przyszłoby do głowy ile ta dziewczyna wycierpiała... Nie wiem co mam niej myśleć. Mimo, że znamy się dopiero kilka dni, mi na prawdę na niej zależy. Jest inna od reszty, wyróżnia się nie robiąc nic nadzwyczajnego. Jest po prostu sobą i chyba to mi się w niej najbardziej podoba. Moje rozmyślania przerwał dźwięk sms'a. Nie puszczając jej ręki, drugą wyjąłem urządzenie z kieszeni i odczytałem wiadomość.
Od: Lou xx
Który pokój? xx
Ehh i co teraz ? Nie myślałem, że tak szybko przyjadą... Nie mogą tu wszyscy teraz wejść. Mira musi odpoczywać.
Do: Lou xx
pokój 248
trzecie piętro xx
poczekam na wam
przed salą
Zanim tu dotrą mam jeszcze jakieś 2 minuty. Ostatni raz patrze na Mirę, wydaję mi się teraz taka krucha... Ale w rzeczywistości taka nie jest. Przekonałem się o tym ostatnio. Nigdy nie zapomnę tego jak uciekła z mojego mieszkania. Teraz wydaje mi się to śmieszne. Kręcę głową na tę myśl, puszczam dłoń dziewczyny i wychodzę na korytarz akurat w momencie gdy drzwi windy się otwierają a ze środka wychodzą nasi przyjaciele. Na przodzie widzę Alex i Lou a za nimi podążają Liam, Niall i Zayn z Perrie. Na widok tej ostatniej lekko się dziwię ale cóż. Nie mam przecież nic przeciwko niej. Na pewno polubią się z Mirą.
- Co z nią?! - pierwsza doskoczyła do mnie Lex choć mogłem się tego spodziewać. Były z Mirą jak siostry.
- Już lepiej. Teraz śpi ale jej stan się poprawił. Zresztą nie wiem prawie nic bo żaden z lekarzy nie chciał mi nic powiedzieć. Żeby dowiedzieć się w jakiej sali leży musiałem skłamać pielęgniarce, że jestem jej chłopakiem bo z przyjacielem nie wyszło jak pytałem się lekarza co z nią. - powiedziałem to wszystko na jednym wydechu. Kiedy usłyszeli o tym, że skłamałem pielęgniarce, że jestem jej chłopakiem ich oczy zrobiły się wielkie jak dwa galeony*.
- Co się tak patrzycie? Gdyby nie to kłamstwo, nadal nie wiedzielibyśmy w której jest sali. Aaa właśnie. Alex mogłabyś pójść ze mną do jakiegoś lekarza i zapytać się o jej stan ? Wiesz, że mi nie chcą nic powiedzieć... - popatrzyłem na nią proszącym wzrokiem. Nikt mi się wtedy nie opiera. I w tym wypadku moje oczęta mnie nie zawiodły. Dziewczyna popatrzyła jeszcze tylko na Louisa i ruszyła korytarzem w poszukiwaniu jakiegoś lekarza dyżurującego. Powolnym krokiem ruszyłem za nią. Nie musieliśmy długo szukać. Akurat w naszą stronę szedł jakiś lekarz. podeszliśmy do niego i Lex zapytała:
- Przepraszam.
- Słucham? - zwrócił na nas swoją uwagę gdyż dotychczas przeglądał jakieś papiery, które trzymał w dłoniach.
- Dzień Dobry. Nazywam się Alex Carter i chciałabym zapytać co z Waszą pacjentką Mirą Stones?
- A jest Pani kimś z rodziny ? - zapytał a ja myślałem, że mnie szlak zaraz trafi. Miałem ochotę coś w tej chwili rozwalić.
- Jestem jej najlepszą przyjaciółką i jednocześnie jedyną bliską osobą. - powiedziała i w tej chwili postanowiłem o sobie przypomnieć. Chrząknąłem znacząco a dziewczyna zwróciła na mnie swoją uwagę. Popatrzyłem na nią a ona z powrotem przeniosła wzrok na lekarza i rzekła :
- A to jest Harry Styles, jej... chłopak. - Przy ostatnim słowie się zająknęła. Lekarz zmierzył mnie uważnie wzrokiem.
- Dobrze, zapraszam do mojego gabinetu. Jestem jej lekarzem prowadzącym. - skończył mówić i ruszył przed siebie a my w ślad za nim. Otworzył jakieś drzwi po lewej stronie i gestem dłoni zaprosił nas do środka. Pomieszczenie było całe białe, na środku stało biurko, za nim fotel i przed nim dwa krzesła. Po prawej stronie pod ścianą stały jakieś szafki a po lewej kozetka. Mężczyzna ponownie wskazał nam dwa krzesła na których usiedliśmy gdy zajął miejsce w fotelu.
- A więc tak. Panna Stones trafiła do nas kilka godzin temu z przewlekłym zapaleniem płuc. Miała trudności z oddychaniem i mocne napady kaszlu. W sumie, gdyby przywieziono ją kilka godzin później mogłaby tego nie przeżyć. Do tego jej organizm był mocno przemęczony czego skutkiem było omdlenie. Podaliśmy jej już odpowiednie leki i jeżeli dobrze pójdzie to jutro popołudniu bądź wieczorem będzie mogła wrócić do domu. - powiedział lekarz.
- Jak to do domu ?! - zdziwiła się Alex.
- Antybiotyki, które jej podaliśmy bardzo szybko się przyjęły i zaczęły działać. Jej stan z bardzo krótkim czasie z krytycznego zmienił się w dobry. Jeżeli nie będzie żadnych powikłań to nie widzę powodu aby długo ją tu trzymać. Wychodzę z zasady, że pacjent podczas choroby czuje się o wiele lepiej w domu niż w szpitalu. - Trochę się zdziwiliśmy tym co powiedział ale jednocześnie ucieszyliśmy.
- Ona teraz śpi ale można do niej na chwilę wejść. Najlepiej pojedyńczo i na krótko. Potrzebuje teraz dużo spokoju i odpoczynku.
- Dobrze, dziękujemy. Dowiedzenia. - pożegnaliśmy się i wyszliśmy z gabinetu. Wróciliśmy do reszty. Alex zaczęła im od razu wyjaśniać co się stało a ja w tym czasie wszedłem do Miry. Nadal leżała w tej samej pozycji co wcześniej i spała. Podszedłem do niej i delikatnie pogłaskałem ją po policzku. Mruknęła coś ale spała dalej. Dalej trzymałem rękę na jej licu teraz już z delikatnym naturalnym rumieńcem. Uśmiechnąłem się lekko i zabrawszy rękę wyszedłem z pokoju. Na korytarzu była już tylko Lex z Louisem. Rozmawiali o czymś po cichu lecz jak tylko mnie zobaczyli ucichli. Pierwsza odezwała się dziewczyna.
- I jak z nią?
- Dobrze ale jak chcesz możesz do niej wejść. Cały czas śpi. - powiedziałem i usiadłam na krześle.
- Przyjdę do niej jutro, niech dzisiaj już śpi spokojnie. I tak a pro po to tobie też by się przydało trochę snu. - powiedziała i zaczęła kierować się z Lou w stronę wind. Nijak nie skomentowałem tego, tylko potarłem twarz dłońmi. I wtedy sobie przypomniałem. Miałem przy sobie jej telefon. Wziąłem go przez przypadek razem z kluczami od auta. Szybko podniosłem się z krzesła i ponownie wszedłem do sali. Podszedłem do szafki koło łóżka i już miałem położyć na niej urządzenie gdy pomyślałem sobie, że może go nie dosięgnąć bez wstawania. Chwilę się zastanowiłem i zdecydowałem, że położę go jej koło poduszki. Tam na pewno go dosięgnie a co najważniejsze, szybko go znajdzie gdyby się coś stało.
Popatrzyłem jeszcze chwilę i wyszedłem z sali a następnie ze szpitala. Powietrze było chłodne ale nie przeszkadzało mi to we wzięciu głębokich wdechów. Ruszyłem do auta. Jazda do domu zajęła mi jakieś 15 minut. Gdy wszedłem do sypialni, nie miałem nawet siły aby się rozebrać, choć było dopiero przed dziewiętnastą. Ostatnio co pamiętam to jak moja głowa dotknęła poduszki. Potem była ciemność.
- Słucham ? - burka pod nosem oschłym tonem i dopiero po chwili podnosi na mnie wzrok. Jej wyraz twarzy od razu się zmienia. Na ustach pojawia się chyba tylko według niej uwodzicielski uśmiech a powieki mrugają w szybkim tempie. Mam ochotę wywrócić oczami ale powstrzymuję się od tego.
- Mira Stones. Która sala ? - pytam obojętnym tonem. Nie mam ochoty tu stać i patrzeć na tą wytapetowaną lalę. Chce już być przy Mirze i osobiście sprawdzić jak się czuje. Pielęgniarka mruga jeszcze jeden ostatni raz i patrzy w komputer. Chwilę coś sprawdza i dopiero po chwili pyta:
- Jest pan kimś z rodziny ? - Kurwa! Szlak mnie zaraz trafi. Ledwo się powstrzymuję aby czegoś w tej chwili nie rozwalić. Jeżeli powiem jej, że nie jestem to za chuja mi nie powie więc pozostaje mi tylko skłamać... Nie mogę powiedzieć, że jestem jej bratem bo nazwiska się nie zgadzają więc pozostaje mi powiedzieć, że jestem jej chłopakiem. Z przyjacielem mi wcześniej nie wyszło więc trudno. Pewnie mnie za to zabije ale o to będę martwił się potem.
- Jestem jej chłopakiem. - odpowiadam głosem wypranym z emocji. Nie mam już siły a jedyne o czym marzę to sen ale to może poczekać. To MUSI poczekać.
- Pokój 248, trzecie piętro. - mówi a ja nie oglądając się za siebie szybkim krokiem ruszam w stronę wind. W połowie drogi jednak zmieniam zdanie i idę w kierunku drzwi za którymi są schody. Dotarcie na odpowiednie piętro nie zajmuje mi więcej niż 3 minuty. Teraz tylko odpowiedni pokój. 245, 246, 247... I jest! Delikatnie uchylam drzwi i pierwsze co rzuca mi się w oczy to łóżko ustawione na wprost drzwi. Wchodzę po cichu do pomieszczenia i zamykam delikatnie drewnianą powłokę. W środku panuje lekki półmrok i jest cieplej niż na korytarzu oraz też trochę duszno. Podchodzę szybko do łóżka a pierwsze co tam widzę to moją Mała, która leży okryta po same uszy kołdrą a na ustach i nosie ma maskę przez, którą podają jej tlen. Nie jest już tak blada jak jeszcze kilka godzin temu a na policzkach widnieją lekkie rumieńce co świadczy o tym, że gorączka jej powoli spada. Sięgnąłem po krzesło, które stało pod ścianą i postawiłem je koło łóżka. Usiadłem blisko łóżka i złapałem ją za dłoń, która wystawała jej spod kołdry. Przyglądałem się jej twarzy. Gdy ją dotknąłem uśmiechnęła się lekko przez sen ale nie obudziła. Wtuliła się mocniej w poduszkę i spała dalej. Kiedy spała wyglądała tak słodko i niewinnie. Nikomu na pewno nie przyszłoby do głowy ile ta dziewczyna wycierpiała... Nie wiem co mam niej myśleć. Mimo, że znamy się dopiero kilka dni, mi na prawdę na niej zależy. Jest inna od reszty, wyróżnia się nie robiąc nic nadzwyczajnego. Jest po prostu sobą i chyba to mi się w niej najbardziej podoba. Moje rozmyślania przerwał dźwięk sms'a. Nie puszczając jej ręki, drugą wyjąłem urządzenie z kieszeni i odczytałem wiadomość.
Od: Lou xx
Który pokój? xx
Ehh i co teraz ? Nie myślałem, że tak szybko przyjadą... Nie mogą tu wszyscy teraz wejść. Mira musi odpoczywać.
Do: Lou xx
pokój 248
trzecie piętro xx
poczekam na wam
przed salą
Zanim tu dotrą mam jeszcze jakieś 2 minuty. Ostatni raz patrze na Mirę, wydaję mi się teraz taka krucha... Ale w rzeczywistości taka nie jest. Przekonałem się o tym ostatnio. Nigdy nie zapomnę tego jak uciekła z mojego mieszkania. Teraz wydaje mi się to śmieszne. Kręcę głową na tę myśl, puszczam dłoń dziewczyny i wychodzę na korytarz akurat w momencie gdy drzwi windy się otwierają a ze środka wychodzą nasi przyjaciele. Na przodzie widzę Alex i Lou a za nimi podążają Liam, Niall i Zayn z Perrie. Na widok tej ostatniej lekko się dziwię ale cóż. Nie mam przecież nic przeciwko niej. Na pewno polubią się z Mirą.
- Co z nią?! - pierwsza doskoczyła do mnie Lex choć mogłem się tego spodziewać. Były z Mirą jak siostry.
- Już lepiej. Teraz śpi ale jej stan się poprawił. Zresztą nie wiem prawie nic bo żaden z lekarzy nie chciał mi nic powiedzieć. Żeby dowiedzieć się w jakiej sali leży musiałem skłamać pielęgniarce, że jestem jej chłopakiem bo z przyjacielem nie wyszło jak pytałem się lekarza co z nią. - powiedziałem to wszystko na jednym wydechu. Kiedy usłyszeli o tym, że skłamałem pielęgniarce, że jestem jej chłopakiem ich oczy zrobiły się wielkie jak dwa galeony*.
- Co się tak patrzycie? Gdyby nie to kłamstwo, nadal nie wiedzielibyśmy w której jest sali. Aaa właśnie. Alex mogłabyś pójść ze mną do jakiegoś lekarza i zapytać się o jej stan ? Wiesz, że mi nie chcą nic powiedzieć... - popatrzyłem na nią proszącym wzrokiem. Nikt mi się wtedy nie opiera. I w tym wypadku moje oczęta mnie nie zawiodły. Dziewczyna popatrzyła jeszcze tylko na Louisa i ruszyła korytarzem w poszukiwaniu jakiegoś lekarza dyżurującego. Powolnym krokiem ruszyłem za nią. Nie musieliśmy długo szukać. Akurat w naszą stronę szedł jakiś lekarz. podeszliśmy do niego i Lex zapytała:
- Przepraszam.
- Słucham? - zwrócił na nas swoją uwagę gdyż dotychczas przeglądał jakieś papiery, które trzymał w dłoniach.
- Dzień Dobry. Nazywam się Alex Carter i chciałabym zapytać co z Waszą pacjentką Mirą Stones?
- A jest Pani kimś z rodziny ? - zapytał a ja myślałem, że mnie szlak zaraz trafi. Miałem ochotę coś w tej chwili rozwalić.
- Jestem jej najlepszą przyjaciółką i jednocześnie jedyną bliską osobą. - powiedziała i w tej chwili postanowiłem o sobie przypomnieć. Chrząknąłem znacząco a dziewczyna zwróciła na mnie swoją uwagę. Popatrzyłem na nią a ona z powrotem przeniosła wzrok na lekarza i rzekła :
- A to jest Harry Styles, jej... chłopak. - Przy ostatnim słowie się zająknęła. Lekarz zmierzył mnie uważnie wzrokiem.
- Dobrze, zapraszam do mojego gabinetu. Jestem jej lekarzem prowadzącym. - skończył mówić i ruszył przed siebie a my w ślad za nim. Otworzył jakieś drzwi po lewej stronie i gestem dłoni zaprosił nas do środka. Pomieszczenie było całe białe, na środku stało biurko, za nim fotel i przed nim dwa krzesła. Po prawej stronie pod ścianą stały jakieś szafki a po lewej kozetka. Mężczyzna ponownie wskazał nam dwa krzesła na których usiedliśmy gdy zajął miejsce w fotelu.
- A więc tak. Panna Stones trafiła do nas kilka godzin temu z przewlekłym zapaleniem płuc. Miała trudności z oddychaniem i mocne napady kaszlu. W sumie, gdyby przywieziono ją kilka godzin później mogłaby tego nie przeżyć. Do tego jej organizm był mocno przemęczony czego skutkiem było omdlenie. Podaliśmy jej już odpowiednie leki i jeżeli dobrze pójdzie to jutro popołudniu bądź wieczorem będzie mogła wrócić do domu. - powiedział lekarz.
- Jak to do domu ?! - zdziwiła się Alex.
- Antybiotyki, które jej podaliśmy bardzo szybko się przyjęły i zaczęły działać. Jej stan z bardzo krótkim czasie z krytycznego zmienił się w dobry. Jeżeli nie będzie żadnych powikłań to nie widzę powodu aby długo ją tu trzymać. Wychodzę z zasady, że pacjent podczas choroby czuje się o wiele lepiej w domu niż w szpitalu. - Trochę się zdziwiliśmy tym co powiedział ale jednocześnie ucieszyliśmy.
- Ona teraz śpi ale można do niej na chwilę wejść. Najlepiej pojedyńczo i na krótko. Potrzebuje teraz dużo spokoju i odpoczynku.
- Dobrze, dziękujemy. Dowiedzenia. - pożegnaliśmy się i wyszliśmy z gabinetu. Wróciliśmy do reszty. Alex zaczęła im od razu wyjaśniać co się stało a ja w tym czasie wszedłem do Miry. Nadal leżała w tej samej pozycji co wcześniej i spała. Podszedłem do niej i delikatnie pogłaskałem ją po policzku. Mruknęła coś ale spała dalej. Dalej trzymałem rękę na jej licu teraz już z delikatnym naturalnym rumieńcem. Uśmiechnąłem się lekko i zabrawszy rękę wyszedłem z pokoju. Na korytarzu była już tylko Lex z Louisem. Rozmawiali o czymś po cichu lecz jak tylko mnie zobaczyli ucichli. Pierwsza odezwała się dziewczyna.
- I jak z nią?
- Dobrze ale jak chcesz możesz do niej wejść. Cały czas śpi. - powiedziałem i usiadłam na krześle.
- Przyjdę do niej jutro, niech dzisiaj już śpi spokojnie. I tak a pro po to tobie też by się przydało trochę snu. - powiedziała i zaczęła kierować się z Lou w stronę wind. Nijak nie skomentowałem tego, tylko potarłem twarz dłońmi. I wtedy sobie przypomniałem. Miałem przy sobie jej telefon. Wziąłem go przez przypadek razem z kluczami od auta. Szybko podniosłem się z krzesła i ponownie wszedłem do sali. Podszedłem do szafki koło łóżka i już miałem położyć na niej urządzenie gdy pomyślałem sobie, że może go nie dosięgnąć bez wstawania. Chwilę się zastanowiłem i zdecydowałem, że położę go jej koło poduszki. Tam na pewno go dosięgnie a co najważniejsze, szybko go znajdzie gdyby się coś stało.
Popatrzyłem jeszcze chwilę i wyszedłem z sali a następnie ze szpitala. Powietrze było chłodne ale nie przeszkadzało mi to we wzięciu głębokich wdechów. Ruszyłem do auta. Jazda do domu zajęła mi jakieś 15 minut. Gdy wszedłem do sypialni, nie miałem nawet siły aby się rozebrać, choć było dopiero przed dziewiętnastą. Ostatnio co pamiętam to jak moja głowa dotknęła poduszki. Potem była ciemność.
~ ♥ ~
* - Galeony to takie pieniądze używane w świecie magicznym przedstawionym przez J.K.Rowling w sadze o Harrym Potterze. Były one duże, okrągłe i złote.
~ ♥ ~
Wracam do Was po bardzo długiej nieobecności z nowym rozdziałem. Przepraszam, że tak długo mnie nie było ale towarzyszył mi brak czasu, potem brak weny i niemożność wykrzesania z siebie nawet jednego ciekawego zdania a na koniec szkoła i nauka. Ale mam nadzieję, że teraz uda mi się już dodawać posty na bieżąco ☻
Patiii ♥
No na wreszcie !!!!!! Czekam na next <3
OdpowiedzUsuń